To, że wyglądasz na myślącego nie czyni cię mądrym

Stało się, przyszedł i na nią czas. Na nią czyli na

yariskę. Biedna staruszka, miała już więcej rdzy i szpachli niż zdrowej blachy. Nasze jedyne auto z gwarancją salonu, bo inne auta kupowaliśmy z drugiej czy trzeciej ręki. Podjęliśmy decyzję o zezłomowaniu biedaczki pomimo, że wyglądu nie miała żadnego to wnętrzności działały bez zarzutu. Praktycznie przez ponad 16 lat była bezawaryjna. Przez ostatnie lata miałam wspólnika do auteczka. Dziecek zrobiwszy prawko często pytał czy może skorzystać z uprzejmości właściciela auta czyli mojej. Drażniła mnie jedynie konieczność nieustannego przesuwania fotela kierowcy wynikającego ze znacznej różnicy wzrostu i mojego i synka. Ale nic nie może przecież wiecznie trwać. Dziecek zakupił coś w miarę moich możliwości finansowych a ja zostałam z rowerem. Trudno…bez histerii. Mąż mi powiedział, że jak będę grzeczna to nie będę musiała niczym juczny osioł zakupów na garbie własnym targać. Znaczy się, że użyczy mi swojego-naszego.  Prawo jazdy mam od zarania dziejów i nie robi mi różnicy w jakie auto wsiadam. No chyba, że byłoby to BIELMO. Tak mało subtelnie nazywałam nasze pierwsze auto. On, terepiący się biały gniot. Bła chachacha…Auto. Szumna nazwa. Przyrząd do przemieszczania się. Podskakujący, pierdzący, karłowaty pierdziel. Biały trup. Tak, wiem „Nic śmiesznego.” Zemsta Gierka, mysz-ciężarówka, kaszlak, toczydełko lub zwany nie wiedzieć dlaczego pieszczotliwie Maluszkiem. Nie znosiłam tej polskiej myśli technologicznej. Jak wsiadałam do tego cudaka wiedziałam, że będę wracać autobusem lub spacerkiem. Nie dlatego, że nie potrafiłam skręcać w lewo. Ale Bielmo mnie nie znosiło ze wzajemnością i nigdy nie zrobił ze mną jako kierowcą trasy powrotnej. Nieistotne czy posyłałam mu wyrazy szczerej miłości czy też puszczałam kilka soczystych kurwamaci. Nie ważne czy pojechałam dwa kilometry czy 20 km on już nie miał chęci wracać. Nigdy nie były to poważne usterki. A to zapchał się przewód paliwowy i nie było możliwości wrócić, to znów spadły klemy z akumulatora, albo znów Bielmo miało inne humory i muchy w nosie. Tak czy inaczej z dziką radością pozbyłam się go przy pierwszej nadarzającej okazji. Sprzedałam złośliwe bydle. I wcale mi go nie było żal. Ale za yariską popatrzyłam tęsknym wzrokiem. Życie jest nie fair. Po tylu latach ciężkiej pracy poszła biedaczka na żyletki. Ale nikt nie mówił, że będzie lekko.  Jak sobie radzicie siedząc w odosobnieniu? Po części odpoczywam. Już nie pamiętam kiedy miałam czas takiego wyciszenia. Ale chyba nie za bardzo mi służy. Maseczka kojarzy mi się z naryjnikiem-kagańcem. Jak zakładam to cudo na twarzoczaszkę moje oczy się zawieszają. Stają nieruchomo i pewnie wyglądam jak debil. Jak debil w maseczce. Jakoś nie powinnam za wiele myśleć , bo mi nie idzie. Jak robię coś z automatu lepiej to wychodzi. A po przemyśleniu postanowiłam posprzątać na laptopie. I co?? I zmaściłam. Nie wiem jak to się stało, ale nie błysnęłam intelektem. Najlepszy dowód na moją ociężałość umysłową to fakt, że usunęłam sobie zakładkę z Waszymi-moimi ulubionymi blogami. I tutaj prośba do wszystkich, którzy tutaj przybyli.

WRZUCAJCIE PROSZĘ W KOMENTARZACH LINK DO SWOJEGO BLOGA.  Muszę odtworzyć zakładkę „Czytane ulubione blogi.” Więc proszę. Nie ignoruj – od Twojego zachowania zależy zdrowie psychiczne. Moje. Więc zachowaj się odpowiedzialnie i mądrze. Nie pytaj co Jaga zrobi dla Ciebie – zrób to dla Jagi. Wklej adres swojego bloga.  Xiexie. Grazie. Dziękuję.

44 odpowiedzi do “To, że wyglądasz na myślącego nie czyni cię mądrym”

  1. Wspomnienia kierowcy przednie 🙂 W moich znalazłoby się jeżdżenie na hamulcu ręcznym, bo nożny padł. Urwana linka gazu, dziurawa miska olejowa pozbywająca się zawartości na środku skrzyżowania, pęknięta opona, a wreszcie samozapłon instalacji gazowej. Na szczęście ugaszony przed wybuchem. Pozdrawiam 🙂
    http://www.kotimyszkot.wordpress.com

  2. Ja się bardzo przywiązuję do przedmiotów i sprzętu codziennego użytku. Zawsze mam wrażenie, że odrzucając wysłużoną rzecz robię jej przykrość:)) Ale fakt, czasem zdarza się nielubienie jakiegoś przedmiotu i wtedy też mi go żal:))
    Oj, trudne jest życie przedmiotów martwych i nasze też.

  3. Jest coś niezrozumiałego w tym sentymencie do aut. W sumie to tylko rzecz, ale…ech…
    Pozdrawiam cieplutko. Kup sobie coś naprawdę fajnego w salonie na pocieszonko 🙂

  4. Ja w maseczce się duszę i przyznam, że od kilku dniu przyuważyłam, że coraz mniej ludzi je nosi. Na początku było wielkie maseczkowe bum, a teraz każdy patrzy, żeby ją z twarzy zdjąć. Lokalne pijaczki w zeszłym tygodniu jeszcze wszyscy stali za sklepem w maseczkach, wczoraj ani jeden nie miał. Miałam taką srebrną hondę civic, samochód nie do zdarcia, też żal było się pozbywać.

    1. U nas lokalne pijaczki mają zlot pod sklepem. Pani sklepowa urzęduje tam razem z nimi zachwycona ich chamstwem. Patrzę na nich często bo sklep jest usadowiony tuż obok paczkomatu. Mnie oszczędzają bo chodzę tak z psicą a moja amstaffka, mimo, że dla wszystkich jest przyjacielska, wręcz radosny głupek , strasznie się denerwuje jak ktoś na mnie pokrzykuje. Zaczyna się “jeżyć” i warczeć a jej pysk jest w stanie niejedno zmieścić 🙂 Więc chamole mnie ignorują 🙂

  5. Niestety, nie mam w sobie chęci przywiązywania się do rzeczy martwych, a już tym bardziej do samochodów. Dziś ten, jutro inny.
    Ubawiła mnie historyjka o “maluchu” 😉 Tak jakbym ją sam przeżywał, choć ja sobie z jego kaprysami łatwo radziłem sam. Był tak prosty w obsłudze jak budowa cepa 😀

    1. Wiem, że był prosty dlatego ojciec dał mi mały klucz którym mogłam dokręcić klemy od akumulatora, w razie zatkania przewodu paliwowego i skakania żabką też mnie nauczyli co mam robić, jak spadła linka od rozrusznika miałam miotełkę do zmiatania śniegu i mąż mi pokazał jak odpalić kołkiem ale i tak nie znosiłam kaszlaka grzechotnika

  6. Dwa razy udało mi się niechcący skasować listę ulubionych blogów i potem z wielkim mozołem je odtwarzać. Teraz wiem , że te często odwiedzane są zapisane. Na górze na pasku, z prawej strony jest zapisana historia oraz zakładki (takie pionowe kreseczki) , z lewej strony na górze mam “często odwiedzane” i tam też są zapisane adresy blogów.
    Pozdrawiam!

  7. Ja kochałam “szerszenia” (naszego malucha), właśnie za to, że można go było naprawić “beleczym” i zawsze mnie dowiózł do domu…;o)

  8. Ojesuuu… pozegnac takie autko, serce boli. Wiem, co mówię, bo sama pomykam oplem z 97 roku. Nowy, nowiuteńki, piękny i błyszczący, prosto z salonu! Po domowemu chowany, muskany, pucowany. 18 lat czekałam, aż w końcu go dostałam! A teraz rdza bierze tę moją bidulkę i choć ratuję ją jak mogę, to pan na przeglądzie z roku na rok co raz to smutniejszą minę robi i kręci głową, że oj nie, nie, nie… nie przeżyję tego rozstania. Drzwi se na pamiątkę zostawie albo cosik…
    Czyli nie tylko ja mam wrażenie, że choć wszyscy chodzą zamaskowani, to akurat na mnie patrzą, bo tylko ja wyglądam idiotycznie? ;D

    W odpowiedzi na apel, zapraszam w swoje skromne progi 🙂 zapisanoprzykawie.blogspot.com

  9. Jakoś tak mam, że do samochodów się nie przywiązuję. Dla mnie to tylko kupa blachy. Ale przywiązuję się do innych rzeczy więc rozumiem, że do samochodu też można:-)
    Gdy ostatnio robiłam porządki na kompie to o mało nie posłałam swego bloga w kosmos.

  10. Osobiście jeżdżę jeszcze starszym i kocham go nad życie! 😉
    A dlaczego taki “młody” samochód musiałaś przerobić na żyletki? Mój facjatę zaczyna mieć coraz gorszą, ale bebechy są w porządku. Dlatego tak trudno mi się z nim rozstać.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, uśmiechając się spod maseczki 😉

  11. Ech, może i robiła Ci na złość, ale jakoś tak serce mnie ścisnęło na myśl o tym złomowaniu. Moja ibizka ma u nas dożywocie, na pewno jej nie sprzedam. Może ostatnio nie widać, bo jest brudna jak nieszczęście, ale to mój skarbek 🙂

    Przeniosłam się na WordPress (https://pazurzasty.wordpress.com/), ale oczywiście po mojemu. Jeśli reflektujesz na kluczyk, bardzo proszę o podesłanie aktualnego maila, żebym mogła Cię wpuścić 🙂

  12. Yariskę mamy nową, też z salonu. Rodzice zawsze nas uczyli, żeby nie kupować z drugiej ręki – bo niekiedy nie wiadomo co się dostało.

    Nasz blog to: sikorkowepasje.pl 🙂 na które zapraszamy 🙂

  13. Płakałam sprzedając swoje stare Clio…. Wiem, głupie to, ale cóż, przywiązałam się. Kupiła go ode mnie pani w ciąży, która widząc moje łzy pocieszała mnie i obiecała, że będzie o niego dbać 🙂
    A tak w ogóle odkąd przeniosłam bloga na wordpress to nie mogłam dodawać komentarzy jeżeli ktoś też ma na wordpressie. Właśnie założyłam nowego maila, nie wiem czemu, ale czy wylogowana czy nie, na tym starym, którego zawsze używałam nie mogłam dodać. Teraz idzie normalnie…
    Wpadnij czasem do nas: http://www.naszmalyswiatek.pl – czekam zawsze z otwartymi ramionami :)))

  14. Mam niestety sentyment do przedmiotów. Podobno jak coś kupie to już mam to dopóki się nie podrze, pęknie czy też nie rozpadnie na kawałki. Mam do tej pory sentyment do Laluni. To była Alfa Romeo z 1999 rok. Cudny granat ze spojlerem. Ostatnie lata młodości w nim spędziliśmy. ( tej bez dziecka oczywiście…ha ha ). Czasem odnoszę wrażenie że to było tak dawno. Ale pamiętam ten dzień kiedy ją sprzedaliśmy. Żal mi było ale trzeba było. Auta nie ma ale wspomnienia pozostały 🙂

  15. Dziękuję za odwiedziny 🙂 Więc adres pewnie masz 🙂
    Naszego pierwszego “kaszlaczka”- pełnoletniego zresztą, tylko po generalnym remoncie karoserii- ukradziono nam dokładnie w moje urodziny półtora miesiąca po ślubie :/ Po prostu za dobrze wyglądał…
    A co do samochodów- prawo jazdy mam, ale nie korzystam. Po prostu mieszkam w niedużej, ale mocno “usamochodowionej ” miejscowości. Do pracy idę 7 minut piechotą, dojeżdżanie w tych warunkach byłoby totalną stratą czasu i kasy na paliwo. Pomijając kłopoty z miejscami parkingowymi koło mojej pracy.
    Ale mąż przebąkuje coś o kupnie nowego auta… stary hopelek nówka sztuka z salonu ma już 13 lat. I nie wiem, jak się przyzwyczaję do niewygody w czymś mniejszym, jako pasażer oczywiście… Bo do 5m vectry kombi wejdą absolutnie KAŻDE zakupy, łącznie z kanapą 😉

Pozostaw odpowiedź Asmo Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *