Sezon na żmije odc.2

Wizyty w banku mi się zachciało. I to kiedy ? W sobotę , kiedy większość populacji szalała w domu, ciesząc się z wynalazku wolnej soboty. Nieludzkie, niehumanitarne i niemoralne z mojej strony. Ale już się tłumaczę z tak okrutnego i bestialskiego postępowania.

Zmusiła mnie sytuacja – z bankiem jestem związana węzłem mocniejszym niźli węzeł małżeński. Mamy kredyt hipoteczny, więc rozwód w/w instytucją nie wchodzi w rachubę. A że praca męża osobistego uniemożliwia wizyty i formalności w innym „roboczym” dniu wybraliśmy się do przybytku zwanego bankiem. Musieliśmy być razem. W końcu wspólne konto i wspólny kredyt zobowiązuje.

 

 

Już w progu zacnego gmachu (jednego jedynego czynnego w sobotę) powaliła nas na kolana liczba osób załatwiająca formalności w tej instytucji. Ale pokornie usiedliśmy na wygodnych sofach czekając na swoją kolejkę. Oczywiście znakiem czasu jest możliwość zajęcia rąk i głowy czasoumilaczem, wsadziliśmy oczy w smartfony. Czekanie i cierpliwość nie idą u mnie w parze. Co ja bredzę, w ogóle nie mam cierpliwości do czekania w kolejkach. Rzucałam oczywiście ukradkowe spojrzenia znad telefonu, żeby mieć rozeznanie w sytuacji, ale przez kilkanaście minut sytuacja nie ulega zmianie, tzn, że przy stanowiskach obsługiwane są ciągle te same osoby. Miejsca na sofach robiło się coraz mniej i to wcale nie dlatego, że puchliśmy z nudów, tylko dlatego, że przybywało interesantów. Wzbudziło to niepokój jednej z dwóch pań obsługujących klientów banku. Energicznie wstała zza komputera, podeszła do nas, klientów i tonem nie znoszącym sprzeciwu zaczęła głośno wypytywać kto i w jakiej sprawie oczekuje na audiencję. Nie spodobał mi się sposób zbiorowej spowiedzi wygłaszanej przez każdego z oczekujących, bo nie mój interes, że pan obok ma ochotę zlikwidować debet a kobieta z dzieckiem nie umie korzystać z  bankowości elektronicznej i jej brak dostępu do konta interesuje mnie tyle samo co wczorajsza promocja cytryn w kieleckim Tesco. Kiedy doszła do nas odpowiedzieliśmy, że między innymi chcemy wymienić karty, żeby mieć darmowy dostęp do bankomatów. O reszcie problemów postanowiłam nie informować jej na forum publicznym. Warknęła, że kart się nie wymienia tylko anuluje opłaty bankomatowe… OK. Prosta jestem. Nie znam się. Głupia jestem. W końcu nie każdy musi być mądry. Ale tak nam powiedział konsultant na infolinii. To on zasugerował zmianę kart, bo za obsługę konta płacimy zamiast 6 zł – 16zł więc podobno jest to „w pakiecie.” Jedyny mankament tej operacji to osobista wizyta w siedzibie banku. Ale skoro pani wie lepiej od konsultanta to nie wnosiłam sprzeciwu. Czekaliśmy nadal jak łosie na swoją kolej. W końcu nadeszła wiekopomna chwila! Usiedliśmy przed panią dzierżąc w dłoniach dokumenty tożsamości. Pańcia po wprowadzeniu naszych danych w system popatrzyła na nas z wyższością i powiedziała

– „Ale ja was nie mogę obsłużyć”

Zagotowałam się. A to niby dlaczego? Bo za krótko czekaliśmy? Bo już dwie osoby przed nami skapitulowały? Bo? Pani warczała dalej

-„Macie przypisaną do konta obsługę indywidualną a informacja jest widoczna na koncie internetowym”

Dostałam wytrzeszczu. No nie, po prostu nie!! Po to czekaliśmy trzy kwadranse?  Żeby się dowiedzieć, że mamy iść gdzie indziej? Że niby po 10 latach spłacaniu kredytu i jeszcze dłuższym posiadaniu konta w ich zacnej instytucji nikt nie raczył nas poinformować, że płacąc za obsługę konta, nie musimy stać w kolejce? Super!! U mnie zazwyczaj uczucia wygrywają z racjonalnością, ale na szczęście tym razem rozsądek wziął górę. Miałam ochotę być taka samo miła dla Bankowej Żmii jak ona dla nas i pozostałych klientów, ale zdawałam sobie sprawę,  że jak się odezwę to wyniknie wojna a musimy to załatwić tu i teraz. Mimo sprzeciwów Pani Bankowej Żmii wymusiliśmy zaprowadzenie nas do osoby, która mogła by nas łaskawie obsłużyć i zapytałam męża czy docenia….Na szczęście doceniał. Oczywiście mój trud włożony w zaciśnięcie szczęk, bo jak już wspominałam nie jestem zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora, nie jestem jak wagon pełen medytujących tybetańskich mnichów – miałam ochotę i wysyczeć kilka tak samo miłych słów do tej kobiety jak ona do nas…Ale musiałam odpuścić i żałuję do dziś. Poszliśmy do innej osoby. Ta widząc moje rozjuszenie i irytacje sięgającą zenitu była dla odmiany miła.

P.S. 1 Karty jednak musieliśmy wymienić.

P.S. 2. Bank nie ma jeszcze usługi obsługi indywidualnej. Mają to w planach. Pani wyprzedziła dyrekcję, ale dziękuję za jej ignorancję i niedouczenie, bo zyskaliśmy kompetentną konsultantkę, która wie trochę więcej niż jej koleżanka.

P.S. 3. Nie dało się tego załatwić inaczej niż osobiście – jak tylko mozna korzystamy z bankowości internetowej.

 

W końcu nie każdy musi być mądry.

 

72 odpowiedzi do “Sezon na żmije odc.2”

  1. Czekanie w kolejce to nic przyjemnego. Też nie jestem osobą cierpliwą i nie lubię bezczynnie siedzieć, także zawsze do poczekalni coś do zajęcia się sobie zabieram, np. książkę ;D. To jest w ogóle straszne, kiedy kolejka rośnie, a nikt się nie zainteresuje i wszyscy dalej czekają, bo przecież ,,każdy wygrał czas na loterii". Tutaj pani się zainteresowała, ale w nieodpowiedni sposób, to samo czasem spotykam w przychodniach lekarskich, sprawy załatwiane na korytarzu, przy innych ludziach, bez komentarza. Niekompetencja czasem bije po oczach, to ona jest specjalistką podobno, więc ona ma się znać, gdy się do niej zgłaszamy, a nie my. Płacą jej za to. Ja właśnie, chodząc do co niektórych lekarzy odnoszę wrażenie, że jednak to ja też powinnam się znać na medycynie.

  2. My ostatnio mieliśmy podobnie z firmą która nazywa się ORANGE. Głośno wymówię tę nazwę – a co… Skończyła się umowa, której już nie chcieliśmy przedłużać, bo żałosne to wszystko było i chcieliśmy najnormalniej w świecie oddać ORANGE to to do niego należy. Ja siedziałam u fryzjera a mąż jeździł od salonu do salonu. W jednym stał godzinę ( dobrze, że farbowanie miałam) po godzinie dowiedział się że ten salon sprzętu nie przyjmuje ( ?) Pojechał do drugiego, w drugim akurat nie mieli internetu(?) i nie mogli zarejestrować zwrotu. W trzecim też internetu nie było. Znając jego temperament, nie chciałabym być pracownikiem salonu w tamtym dniu. Po południu podjechaliśmy do salonu w innym mieście tam staliśmy dwie godziny. Najpierw spytaliśmy czy przyjmują sprzęt i czy mają internet. Powiedzieli, że mają ale czy akurat linia zwrotów działa dowiemy się jak już będziemy obsługiwani. Mieliśmy takie miny że i sprzęt przyjęli i internet działał. Mąż oświadczył głośno przy wszystkich oczekujących, że w razie jakichkolwiek trudności walnie sprzętem o podłogę i wyjdzie….

    1. Oj….Wiem , co czuje Twój mąż w takich sytuacjach.Widzisz jak ludzie się dobierają? To ja bym tak zareagowała:) rąbnęła bym sprzętem już w drugim miejscu… mój mąż by ze stoickim spokojem czekał i jeszcze mnie uspokajał

  3. Oj, z bankami tez miewam do czynienia. U nas wprowadzili automaty, w których pobierasz bilet kolejkowy, klikając na rodzaj sprawy do załatwienia. Ile razy klikałam moją sprawę, czekałam w nieskończoność, raz nawet zrezygnowałam. Teraz klikam wpłaty/wypłaty i jest o wiele szybciej, a nikt mnie nie odsyła…od kiedy to wprowadzili, wcale nie jest lepiej.

    1. To co mogę załatwiam on-line ale niektórych spraw nie da się załatwić przez internet i jest wymagana nasza obecność w banku

  4. A ja właśnie w tym tygodniu podpisałam taką umowę, ale jak na razie obywało się bez kolejek, mam nadzieję, że szczęście będzie mi dopisywać w dalszym ciągu. Jakby co, do kolejki będę zabierała książkę. W domu na czytanie ciągle brakuje czasu.

  5. Taa…skąd ja to znam. Nasze konto stało się kontem VIP, z osobistym opiekunem. I wszystko było cacy dopóki nie chcieliśmy załatwić sprawy w sobotę. Konsultant VIP w soboty nie pracuje. Ale my nie mamy nic przeciwko temu, żeby nas obsłużyła panienka z okienka. Zwłaszcza, że kolejki prawie nie było. Ale niestety! Pani nam nie może pomóc, bo mamy konto VIP! Nie należy się i już

    1. Czyli nic nie zrobicie i nie załatwicie bo ktoś sobie to tak wymyślił !! No niestety sobota to jedyny dzień kiedy takie sprawy możemy załatwiać

  6. Jakoś tak sie składa, że w zasadzie wszystko załatwiam przez internet. Ale dobrze jeszcze pamietam czasy chodzenia do banku i zgadzam sie Jago, że w tym miejscu łatwo znaleźć żmiję.

    1. No niestety nie zawsze możemy załatwić wszystko On-line – a szkoda. Musieliśmy złożyć podpisy i znosić humory żmijowatej paniusi

  7. Od czasu, gdy postanowiłam założyć konto w banku, mam jednego i tego samego doradcę. Gdy go przenieśli z placówki znajdującej się blisko mojego domu, zadałam sobie trud odszukania nowego miejsca pracy i jeżdżę dalej ale opłaca się, bo nie muszę tłumaczyć osobie niewtajemniczonej z czym przychodzę. Teraz załatwiam opłaty przez internet, a w razie wątpliwości porozumiewam się telefonicznie. Mój bank w soboty jest nieczynny, więc wiem, że wszystko muszę załatwiać od poniedziałku do piątku. Ta Twoja żmija, to raczej był padalec. Pozdrawiam.

  8. Coraz częściej myślę, że człowiek na podręcznym wyposażeniu powinien mieć gumową kupę i zostawić ją pod biurkiem takiej oto Bardzo Miłej Pani. Do tej pory zawsze chciałam taki prezencik pozostawić na wycieraczce siedziby ZUSu, ale trzeba iść z duchem czasu i wszechobecnym buractwem, i nie ograniczać się tylko do instytucji państwowych.

    1. GUMOWĄ ??? Toż prawdziwa by nie zaszkodziła takiej żmijowatej torbie na ropę 🙂 No i oczywiście z wszelkimi walorami zapachowymi w tej materii

  9. Oj, chyba nikt nie lubi czekania, kolejek, a potem nieuprzejmej pani za biurkiem. Pamiętam takie sytuacje z Polski, bo tu jednak jest inaczej. Swoją drogą Jago, dzięki temu napisałaś świetny tekst, podszyty humorystycznym spojrzeniem;)

    1. Kolejki mi nie przeszkadzają tak bardzo jak wredne podejście do człowieka… Jakoś tak mi się patrzy na ten świat – a może to i dobrze, bo inaczej pałała bym chęcią mordu nie jednego żmijowatego istnienia

  10. Nic tylko zacząć ćwiczyć jogę dla odprężenia. Nic tak nie pomaga w takich sytuacjach jak odprężenie. Nie ma co się denerwować! To bardzo szkodzi i na zdrowie i na urodę.
    Ja mam wrażenie, że coraz bardziej trafiamy na ludzi niekompetentnych. I czasami internet jest lepszym medium do dowiedzenia się jakiś informacji niż pani w okienku. Smutne, ale prawdziwe. Życzę więcej powodzenia z bankiem.

    1. Joga mnie nudzi – no sory – nie dam rady. A nerwy ? cóż – jakoś trudno przejść mi obojętnie nad takimi sytuacjami i nie irytować się

  11. Jaga najpierw nie w temacie, otóż komenta nie usunęłam…bo to powinna być, tym razem, Twoja decyzja. Bardziej boje się o Cibie, bo Cię anonim namierzy i sie tu wprowadzi…nie wiem czy tego chcesz? moderowanie gwarantowane !!!
    a co do banók ekh mam ci ja z nimi trzy światy bo aż trzy banki obskakujemy z Naczelnikiem ((( niestety.nic owego nie powiem w tej matrii i tylko potwierdzę wyżej wymienione oznaki miłości )))

  12. Czy ja Cię bardzo rozjuszę, jeśli powiem, że przez lata mieliśmy taką Opiekunkę w Banku, że dzwoniłam z życzeniami świątecznymi ?? Teraz mamy Młodzika, ale bardzo z nami współpracuje w procesie wychowawczym…Przechodzimy etap "to my dzwonimy jak potrzebujemy"…Bo bardzo był zaangażowany…;o)
    Ale może to dlatego, że nie mamy "hipoteki"…;o)

    P.S.Zainteresowało mnie to "Tesco w Kielcach"…;o)

  13. Zajrzałem z czystej, ludzkiej ciekawości i wygląda, że … zostanę na dłużej:) Podziwiam Dużego! Ja bym po kilku minutach wstał rzucił kilka niecenzuralnych i opuścił przybytek! Oczywiście wróciłbym za czas jakiś z podkulonym ogonem, ale z tarczą, a nie na! ::))

    1. Miło Cię gościć u siebie 🙂 Duży ma anielską cierpliwość – zresztą wytrzymuje ze mną tyle lat a to już o czymś świadczy

  14. Z takich właśnie powodów bardzo nie lubię wizyt w banku. Bardzo.
    Akurat byłam w banku w piątek i chciałam wpłacić swoje pieniąchy – zbieram pięciozłotówki do skarbonki. Gdy podeszłam do stanowiska, usiadłam i zakomunikowałam babie (oj – babie), że chciałabym wpłacić 300 złotych w pięciozłotówkach to zapytała mnie z pretensją czy będzie musiała to liczyć. Cóż.. odpowiedziałam jej, że z tego co wiem to powinna przeliczyć, bo to przecież jej praca. W trakcie mozolnego liczenia, kilku spojrzeń pełnych nienawiści do moich pięciozłotówek i haratania o blat biurka swoim tipsami stwierdziła, że mogłam to zanieść do sklepu, bo przecież oni w banku nie potrzebują takich nominałów, a sklepy i owszem. Podziękowałam za sugestię najmilej jak potrafiłam i w tym samym momencie baba się pomyliła i musiała liczyć od nowa. Było mi z tego powodu strasznie wszystko jedno, że musiała się tak swoimi świeżymi paznokietkami namachać.
    Najśmieszniejsze jest to, że tak mnie wkurzyła, iż następnym razem z pięciozłotówkami postaram się odwiedzić ten sam bank i podejść do tego samego stanowiska z tą samą babą. Dla mnie frajda, a ona matmę sobie znów przypomni. 🙂
    Owszem – czasami trafię na miłą osobę w banku, ale najczęściej jest to ktoś niezadowolony z życia i nienadający się do jakiegokolwiek kontaktu z klientem. Tak jak w Twoim przypadku. 😀
    Pozdrawiam serdecznie, M.

    1. Piany można dostać – dobrze, że do kościoła nie wysłała Cię z tymi pięciozłotówkami – to chyba po to tam była żeby liczyć pieniądze

  15. Generalnie jakoś tak to wygląda, że zazwyczaj jak ktoś siedzi za biurkiem, to mu ego puchnie. I w banku szczególnie 😀 Może to ten nadmiar pieniądza (wszak wirtualnego) prowadzi do tej opuchlizny? Tak. Ja też unikam. A ostatnia moja wizyta była bardzo blizniacza. Na szczęście niedługo będzie rok i powoli zapominam 😀

  16. Banki…kilka mam już ich za sobą i na szczęście teraz jestem w takim, z którego jestem zadowolona. Fakt, że większośc rzeczy załatwiam przez internet, ale jak już mam coś osobiście załatwić to jest to fachowa obsługa 🙂

  17. Dlatego zamiast użerać się z bankami, kiedy nie muszę sprawdzam wszystko w necie, w paru sprawdzonych porównywarkach i załatwiam też tam. Ale teraz wizyta mnie chyba nie ominie. Tez się chcę uwiązać jak Wy kredytem hipotecznym, mocno myślę nad Credit Agricole (https://hipoteki.net/credit-agricole-kredyt-hipoteczny/). A Wy w jakim banku macie taką obsługę? Coś może teraz byście doradzili, bo pewnie cały czas obserwujecie sytuację na rynku hipotek? Pozdrawiam 🙂

  18. Widzę, Jago , że niezła z ciebie "mikrofalówka".Dużo wody w Wiśle nie upłynie, a już "zagotowujesz"…Może szkoda tego serca aż tak stresować? Możne stąd ta arytmia? 🙂 Wrzuć czasem choć troszkę na luz:)

    1. Strasznie oporna ta "mikrofalówka", ile miałam czekać ? Może moje serce było by w lepszym stanie jak by mnie inaczej wychowali i miała bym mniej szacunku do innych – szybciej bym zareagowała.

    2. Jagusia, a i tak Cię kocham! Już tłumaczę się..Bo jesteś cudowną,uroczą kobietką i nie można Cie nie kochać absolutnie i zupełnie!!! Ot co!!

    3. Jagusia, a i tak Cię kocham! Już tłumaczę się..Bo jesteś cudowną,uroczą kobietką i nie można Cie nie kochać absolutnie i zupełnie!!! Ot co!!

  19. Banki i urzedy pocztowe pelne sa zmij, oni chyba specjalnie wyszukuja takie osobniki, zeby zniechecali klientow.

    1. Kiedyś już doszłam do wniosku, że na do pracy niektóre stanowiska jest casting na największą żmiję – ta najbardziej kąśliwa wygrywa – ma dożywocie w/w instytucji 🙂

  20. Czyli w sumie nie ma tego złego, efekt końcowy był zadowalający 😉 Szkoda jedynie czasu i nerwów.. Oby jak najrzadziej takie wizyty! Pozdrawiam i niech żmije trzymają się z daleka.

  21. Nie cierpię, nie znoszę, nienawidzę czekania w kolejkach, szczególnie kiedy jest to wynik bezsensownych zmian przepisów, bo taka zmiana karty powinna być możliwa online, bez konieczności ruszania osobistej dupy do banku.
    Więc całkowicie Cię rozumiem.
    Żmija z obsługi dostanie na pewno od karmy. Ale też bym żałowała, że tego nie widzę!
    No cóż, nie zawsze jesteśmy mistrzem ciętej riposty na zawołanie.
    Pozdrowienia
    IW

    1. Tu chodziło o to że nie mogłam tej riposty wypuścić na światło dzienne bo zdawałam sobie sprawę, że musimy to załatwić tu i teraz… A nieraz warto karmie pomóc 🙂

  22. Już kiedyś o tym pisałam…W kolejce w banku moja wnuczka nauczyła się chodzić 🙂 Puściła się (wózka) z nudów i to przed kamerami (monitoringu) 🙂

    1. Nie dziwie się że nauczyłą się chodzić – jeszcze kilka wizyt w tym zacnym przybytku i zaczęłabym biegać po suficie – egzorcysta by nie pomógł

  23. Niby żyjemy w czasach komputerów…Dziwię się, że ludzie nie powracają do przysłowiowych skarpet. Wygląda na to, że te biurokratyczne żmije biorą na przeczekanie…
    Serdecznie pozdrawiam!

    1. W sumie mogłabym korzystać z skarpety jak miałabym co tam chować – u nas to działa w drugą stronę – to my oddajemy bankowi 🙂

  24. Wiem, że to stary post i już go komentowałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak uprzejmie i bezproblemowo można być obsłużonym w indonezyjskim banku. I to po godzinach. Polecam!

  25. Jakże bliski mi to temat. Ja o bankowych niedorzecznościach, tępocie kasjerek i sprzecznych, wyssanych z palca informacji od konsultantów mogłabym książkę napisać. Tylko po co? Żeby znowu szlag mnie trafiał przy każdym rozdziale?
    Unikam swojego banku jak zarazy, Tomek jeszcze bardziej. Ostatnio był chory ale musiał odebrać przekaz WU, a najbliższą placówką był właśnie jego bank. Zanim paniusia zabrała się do rzeczy, zaczęła go namawiać do założenia konta. Biedny Tomek z gorączką i bólem gardła nie miał siły przerwać jej słowotoku i poinformować, że on już ma tam konto. W końcu w połowie gadki nie wyrobił, wstał i wyszedł 😀

    1. Bardzo kulturalnie i spokojnie zareagował, bo zebarałabym resztki sił i walnęłabym pięścią chociaż w stół bo w łeb paniusi nie warto – i tak była głupia

  26. Nienawidzę banków, naszej poczty i temu podobnych. Współczuję tej sytuacji, doskonale rozumiem jak bardzo musiałaś się zagotować. Ja w zeszłym roku miałam taką historię. Zadzwoniła do mnie pani z banku, w którym mamy kredyt, ale brany w moim mieście rodzinnym, więc z tejże placówki pani dzwoniła. Coś tam prosiła, żebyśmy przyszli, bo trzeba zmienić dane z nowego dowodu. Na moje pytanie czy nie można tego zrobić przez internet odpowiedziała, że “lepiej jak przyjdziemy” Akurat wybieraliśmy się do rodziców, więc stwierdziłam ok, czemu nie, pomimo, że mąż mówił, że nie ma takiej potrzeby. Wyczekaliśmy się 45 minut pomimo, że umówieni byliśmy na indywidualną rozmowę, na konkretną godzinę!! W końcu wkurzyliśmy się, podeszłam do okienka i pytam o co chodzi, na co pani z uśmiechem, żeby poczekac, bo się przedłużyło, bo coś tam bo coś tam. Nic! Zero słowa przepraszam! Powiedziałam, że ani myślę czekać dłużej. I co się okazało?Mąż miał rację, wszystko dało się załatwić przez internet.
    Czasem wystarczy dobra wola drugiego człowieka, ale dla niektórych to chyba zbyt wiele…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *