Nie jest łatwo…. ?

Ogólnie staram się  nie narzekać, ogólnie oczywiście. Zdarza mi się psioczyć na deszcz czy wiatr, ale ogólnie, robię co mogę, żeby nie być ględą, marudą.

Tłumaczę sobie i wszystkim wokół, że nie mam powodów na marudzenia i narzekania. A jeśli życie stawia na mojej drodze upierdliwych maruderów, omijam ich szerokim łukiem.  Jakoś tak wysysają ze mnie całą energię, radość i chęć do życia. To, że coś sprawia mi trudność, nie jest powodem do narzekania. Zachciało mi się wagę zbijać (żeby nie było że jestem próżna to powiedzmy, że w  w celach prozdrowotnych oczywiście i tej wersji będę się trzymać jak niepodległości) więc ponoszę konsekwencje swojej decyzji. Zapisałam się do klubu fitness, ale towarzystwo tam przybywające nie zachęcało mnie do wysiłku fizycznego. Lalunie przychodziły tam na pewno nie po to, aby ćwiczyć. Dzielnie zdzierżyłam ich zachowania, ale jak zaczęły szydzić z dziewczęcia, które mając lat około 25 dorobiło się otyłości chorobliwej, mój system nerwowy tego nie zniósł. Szacun dla dziewczyny, która pokonała swój wstyd i wyszła z domowej kuchni, żeby ćwiczyć, dla dziewczyny, której chciało się coś z sobą zrobić. I jak zazwyczaj staram się zmielić pod nosem moje komentarze w kierunku innych, bo zdaję sobie sprawę, że język mam cięty i jad z  sarkazmem wyssałam z mlekiem matki, tak wówczas mój ozór był szybszy niż mózg i aparat zgryzu (w celu przygryzienia sobie języka) Kiedy dziunie – lalunie chichotały nad swoimi niewybrednymi żartami w kierunku grubej dziewczyny, nie wytrzymałam. Dwa szybkie zdania, z zapytaniem  czy lalunie  chcą mieć swój wypasiony smartfonik w swoim kształtnym zadku czy w przełyku i wystarczyło, aby dziewczynki wybałuszyły swe pomalowane gały we mnie z przerażeniem i co najważniejsze, odczepiły się od, co tu czarować, naprawdę dużej dziewczyny. Za to mnie zaczęły unikać jak zarazy. Chyba zabrzmiałam przekonywająco. I co?? Mi nie jest łatwo? A co ma powiedzieć dziewczyna, która, nie dość, że zaczęła walkę z dziesiątkami nadprogramowych kilogramów, to musiała znosić impertynencje pustogłowych  miss siłowni.

 

Zmieniłam miejsce, bo jakoś nie lubię się wkurzać na sytuacje na które nie mam wpływu.  I co się okazało? Że w zamian za zdradę konkurencji dostałam kilka godzin z trenerem osobistym. Trener niewiele starszy od mojego pierworodnego. Jak zorientował się, że daję rady kondycyjnie, postanowił pokazać jak powinno się ćwiczyć. Chwilami czułam, że nie dam rady, że już nie mam siły…ale on nie dawał za wygraną. Było mi niedobrze, miałam mdłości z wysiłku i kiedy jęczałam, że się porzygam i że to za trudne, on odpowiadał, że nie ma rzeczy prostych. Właśnie, że są!! Prosto przecież jest zjeść pudło ciastek czy  tabliczkę czekolady wielkości stołu. Podzieliłam się z nim swoimi refleksjami. I co usłyszałam?? “Zależy dla kogo” – odparł trener – “ja bym nie dał rady tego zjeść” – dodał, wytrącając mi tym samym argument z ręki i dokładając  jeszcze 15 wykroków z obciążeniem, robisz, robisz robisz… niżej na nogach…dasz  radę! No pewnie, że dam radę….Mi nie jest łatwo?  Wychodzę z siłowni, która mieści się na ostatnim piętrze jednej z rzeszowskiej galerii. Są ruchome schody. Podchodzę. Przede mną stoi matka podtrzymując za ramiona około 10 letniego chłopaka. Nie znam się na jednostkach chorobowych, ale na moje oko, chłopak był (chyba) z porażeniem mózgowym. Dzieciak bał się stanąć na ruchomych schodach. Jego ruchy są niezborne, niezgrabne i koślawe. Lekko się chwiał przy każdorazowej chęci wejścia na schody. Po kilku próbach wejścia na stopień matka chłopaka krzyczy do kobiety stojącej już na dole “On nie da rady, poszukamy windy”, odsuwa dziecko, żebym mogła zjechać na dół…Stoję na stopniu. Nieoczekiwanie, tuż za mną, dzieciak wykorzystując nieuwagę matki, z trudem, koślawo i niezgrabnie robi dwa kroki. JEST!!! Udało się. Odwracam się do niego. Jego matka asekurując staje tuż za nim. Dzieciak jest rozpromieniony. Ja mam narzekać ? Na co ?? Na to, że się obżerałam słodyczami? Na to, że mi się zadek powiększył do rozmiarów nie znajdujących (p)okrycia w domowej garderobie? Uśmiechnięty i rozpromieniony chłopak macha do mnie wyciągniętym w górę kciukiem. Odwzajemniam gest. Lekko zaszkliły mi się oczy…I co?? Mi nie jest łatwo?? Nie wstyd Ci Jaga?

 

 

 

95 odpowiedzi do “Nie jest łatwo…. ?”

  1. Cięty język i wrażliwość to raczej wybuchowa mieszanka. Oj, nie jest Ci łatwo- i to nie z powodu miłości do słodkości 🙂

  2. Takie same refleksje dopadają mnie często. Kiedyś idziemy z mężem i na coś narzekamy, nawet już nie pamiętam na co. Mija nas kobieta z dziewczynką na wózku , dziecko podłączone do skomplikowanej aparatury, leżące jak roślinka, a matka z uśmiechem o czymś opowiada…
    Spojrzeliśmy z mężem na siebie i wstyd nam się zrobiło, że my zdrowi, syn dorosły dobrze sobie radzi, za pracę nam płacą i narzekamy? Nie mamy prawa!!!

    1. Ale przecież tu wcale nie chodzi o pocieszenie się że inni mają gorzej. Chodzi o to żeby nauczyć się cieszyć z drobnych rzeczy.

    2. Racja – nie pisałam, że mają gorzej – zrobiło mi się po prostu głupio, że sama nad sobą zaczęłam się roztkliwiać a tu, dla dzieciaka zwykłe wejście na schody to jak wyprawa na Mount Everest

    3. No dobra. Porównywanie się nic mi nie daje. Bo ja mam swoje Mount Everesty.
      Pracowałam z chłopcem, dla którego wiazanie butów było nie do przeskoczenia. Nie mógł zapamiętać kolejności ruchów. Mam się cieszyć, że ja to umiem? Skoro nie mnożę w pamięci liczb dwucyfrowych, co dla niego było pestką?
      Jak nie jest łatwo, to nie jesti porownania nic nie zmienią.
      A co mnie mogłoby zdziwić, Ewo Kaczm? Bo nie zrozumiałam

  3. Nie martw się kochana ja mam podobny charakter, który codziennie mi przynosi z tego powodu kłopoty:) Ale co mogę na to, że jestem wrażliwa na krzywdy ludzkie? To chyba dobra cecha? A że mam niewyparzony język, to już skutek uboczny:) Trzymam kciuki za twoja ciężką pracę, fajnie że ciężko pracujesz to przyniesie efekty:)

    1. Jak by mi było w domu tak źle jak Tobie to bym się wyprowadziła 🙂 To jak by chodzić z kamykiem w bucie i nie wyciągnąć go tylko narzekać :))))

  4. Uwielbiam wszystkich z niewyparzonym językiem. Z wiekiem też coraz częściej odważam się komuś dogadać, tak żeby w pięty poszło. A co do siłowni – szaaaaaaacun.

    1. Ojj….Z tym uwielbieniem to Cię chyba troszkę poniosło :))) A ja z kolei z wiekiem pokornieje. Staram się trzymać język za zębami bo nie raz przyniósł mi on kłopoty

  5. Super tekst i bardzo prawdziwy! Łatwo nam jest na co dzień nie dostrzegać tego, jak wiele mamy powodów do radości, a trzeba o nich pamiętać!

  6. Cieszę się, że dałaś radę. Ja próbuję ćwiczyć, nie wychodzi, więc rezygnuję. Słaba wola, więc się poddaję i tyle.Zasyłam serdeczności.

    1. Kwestia silnej woli jest sprawą dyskusyjną…wg mnie to problem nastawienia się psychicznego, tak jest z rzucaniem palenia czy z innymi "przypadłościami i decyzjami." Skoro podjęłam decyzję – jestem konsekwentna. Można to podciągnąć pod rozwój osobisty, bo nie tylko opery mydlane mi zostały.Zresztą tych nie oglądałam nigdy więc nie sądzę żebym teraz miała zacząć, zdecydowanie wolę siłownię. 🙂 no i Tobie życzę wytrwałości bo w końcu nic nie przychodzi łatwo

  7. Jaguś nie masz łatwo ale jesteś kobietka z wielkimi dobrymi zasadami i realnym prawidlowym spojrzeniem na świat. A panienkom się nalezał prysznic za te przygaduchy w stronej madrej dziewczyny podejmujacej walke o swoje zdrowie Buziaki

    1. Dzięki :)) To nie były "przygaduchy" – to były złośliwe, aroganckie i kąśliwe docinki. Dziewcze się nie odezwało – więc mnie szlag trafił.

  8. Ty to umiesz tak napisać i tak zmieniać nastroje czytelnika, że aż się boję. A tak na serio. Często takie zetknięcie się dwóch odrębnych światów pokazuje nam, co naprawdę w życiu jest ważne, co trudne, co nie do zniesienia. Taki pstryczek od nosa.
    Też nie lubię narzekać 😉

  9. Sytuacja na siłowni jest dla mnie oburzająca. NIGDY nie należy się śmiać czy potępiać kogoś, kto próbuje coś w sobie zmienić na lepsze. Niestety, najłatwiej się śmiać i wydziwiać… Zawsze sobie tak tłumaczę, że karma wszystkich kiedyś dopada…

  10. Witaj Jago 🙂
    Bardzo ciekawy i mądry wpis. Za ten Twój cięty język dostajesz ode mnie duży plus, bo jeśli jest on w słusznej i dobrej sprawie, to się chwali. Pustym i zepsutym panienkom należała się taka cięta riposta. Oby więcej takich odważnych, a świat może wreszcie zacząłby się zmieniać na lepsze? Poniekąd rozumiem o czym piszesz, bo jestem osobą impulsywną i najpierw coś mówię, a potem to przemyśliwuję. Szczerze powiedziawszy, wiele razy bardzo tego żałowałam, więc nauczyłam się, jednak trzymać swoją impulsywność na wodzy.
    Tak w ogóle, to stoję akurat po stronie tych innych, dla których schody, czy mała górka są właśnie jak Mount Everest. Powiem Ci, że jest mi ciężko bardzo, mam dość poważnie obciążony organizm różnymi ustrojstwami, ale pomimo wszystko jest we mnie chęć walki, chociaż przyznaję, że czasem wymiękam i na chwilę zaczynam się staczać, po to, by znów próbować się wspiąć na szczyt. Nie jest to prosta walka, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Myślę, że byłoby mi prościej wyjść z domu i pracować nad sobą, ale niestety na swej drodze
    spotykam większość takich próżnych lasek niż osób z takim ciętym językiem jak Twój i wierz mi, że to potrafi podciąć skrzydła nawet odpornej na docinki osobie.
    Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale niestety nie dam rady się na to uodpornić, dlatego za każdym razem język staje mi kołkiem w gardle i oczy zachodzą łzami. Moja droga Jago może zechcesz zostać mym bodyguardem, żebym mogła nauczyć się, jak radzić sobie w tych ekstremalnych dla mnie sytuacjach.

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wytrwałość i powodzenie w dążeniu do swoich celów 🙂
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i zapraszam oczywiście ponownie 🙂

  11. Witaj Jago 🙂
    Bardzo ciekawy i mądry wpis. Za ten Twój cięty język dostajesz ode mnie duży plus, bo jeśli jest on w słusznej i dobrej sprawie, to się chwali. Pustym i zepsutym panienkom należała się taka cięta riposta. Oby więcej takich odważnych, a świat może wreszcie zacząłby się zmieniać na lepsze? Poniekąd rozumiem o czym piszesz, bo jestem osobą impulsywną i najpierw coś mówię, a potem to przemyśliwuję. Szczerze powiedziawszy, wiele razy bardzo tego żałowałam, więc nauczyłam się, jednak trzymać swoją impulsywność na wodzy.
    Tak w ogóle, to stoję akurat po stronie tych innych, dla których schody, czy mała górka są właśnie jak Mount Everest. Powiem Ci, że jest mi ciężko bardzo, mam dość poważnie obciążony organizm różnymi ustrojstwami, ale pomimo wszystko jest we mnie chęć walki, chociaż przyznaję, że czasem wymiękam i na chwilę zaczynam się staczać, po to, by znów próbować się wspiąć na szczyt. Nie jest to prosta walka, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Myślę, że byłoby mi prościej wyjść z domu i pracować nad sobą, ale niestety na swej drodze
    spotykam większość takich próżnych lasek niż osób z takim ciętym językiem jak Twój i wierz mi, że to potrafi podciąć skrzydła nawet odpornej na docinki osobie.
    Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale niestety nie dam rady się na to uodpornić, dlatego za każdym razem język staje mi kołkiem w gardle i oczy zachodzą łzami. Moja droga Jago może zechcesz zostać mym bodyguardem, żebym mogła nauczyć się, jak radzić sobie w tych ekstremalnych dla mnie sytuacjach.

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wytrwałość i powodzenie w dążeniu do swoich celów 🙂
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i zapraszam oczywiście ponownie 🙂

  12. I bardzo dobrze, że zareagowałaś, tak trzeba. Chyba te lalunie nigdy od nikogo nie usłyszały, co inni o nich sądzą. Lub może było odwrotnie. Często takie osoby, które wybierają sobie ofiary w swoim otoczeniu, nie zaznały żadnego uczucia ze strony swoich rodziców i krewnych. Ale co my możemy na to poradzić – tylko sprowadzić je na ziemię lub wysłać do psychologa.

  13. Tak straszliwie się zestarzałam, że zaczęłam doceniać to co mam. Wstaję rano i zacieszam. Może zaczęłam sobie zdawać sprawę jak szybko można wszystko stracić? A może zmądrzałam? Tańcz dzisiaj, jeśli możesz, nie wiadomo co będzie jutro.
    Uściski. Ja w zetknięciu z chamstwem kamienieję…a tak chciałabym użyć jęzora i wywijać nim jak szablą:-)

  14. Ze wstydem muszę się przyznać, że ja już dawno uodporniłem się na wszelkiego rodzaju przejawy chamstwa i wulgaryzmów. Podejrzewam, że jest to efekt wypaczenia zawodowego dotykającego wielu nauczycieli. Omijam takie sytuacje w myśl powiedzenia, że "to nie moje małpy, i nie mój cyrk". Czasami się tylko zastanawiam – tak jak Ty to zrobiłaś – że może jednak powinienem zareagować.
    Pozdrawiam. 🙂

    1. Nie wiem , nie zastanawiam się jak "to" zrobić, może dlatego, że mam taką naturkę?? – u mnie to iskra i… BUUUM !! Leci słowotok …. Dlatego moje szczęki muszę być mocne żeby za często nie puszczać języka zbyt wolno

  15. Cieszenie się chwilą, to piękna rzecz. Można się jej nauczyć, chociaż nauka trochę trwa. Potem jednak naprawdę lepiej się żyje.
    Na chamstwo niestety nie umiem zareagować – złością, nie ma sensu, najlepiej celną, a złośliwą uwagą, ale takie przychodzą mi dopiero kilka godzin po sytuacji, w której tej ciętej riposty należałoby użyć. Cóż, taki mój refleks, godny szachisty korespondencyjnego 🙂

    1. No widzisz…a ja często wolałabym zamilczeć, ale to silniejsze ode mnie. Najpierw mówię a później myślę, że mogłam się nie odzywać.

  16. Droga Jago, wczoraj weszłam na Twojego bloga z listy "Pani od biblioteki". Czytam dopiero pierwszą zakładkę i śmieję się zazwyczaj, bo masz wspaniale lekki styl pisania, dużą doże autoironii i przewspaniałe poczucie humoru. Już wiem, że Twojego bloga przeczytam od deski do deski, każdą zakładkę.Dlatego nie zdziw się jeżeli zaczną jak grzyby po deszczu wyrastać moje komentarze. Do tego miejsca(idąc od pierwszego postu w zakładce)miałam ochotę z 5 razy na komentarz. W tym miejscu jednak nie mogłam pohamować swojego" komentarzowego gadulstwa", bo treść dotyczy mnie w całości: mam nadwagę(choć niestety już nie 25 lat)i od urodzenia choruję na Dziecięce Porażenie Mózgowe. Dopóki nie zaczęłam chodzić samodzielnie w wieku lat 5, to matka też prowadzała mnie czasami, biorąc pod pachy, tak jak w opisanym przez Ciebie przypadku. Na szczęście z ruchomymi schodami zetknęłam się dopiero jako dorosła kobieta, ale rozumiem radość tego dziecka. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Bo niewielu ma odwagę w ten sposób patrzeć na siebie i innych. Dziękując za godziny spędzone z Twoim blogiem, życzę dalszych rewelacyjnych tekstów i równie udanych opraw graficznych, które w całym blogu robiły na mnie oszałamiające wrażenie.

  17. Czasem człowiek nie docenia tego, co ma…
    A ma tak wiele…
    Ciągłe narzekanie, negatywne podejście bez powodu.
    A przecież można inaczej.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

  18. Babcie ostatnio dopadła jesienna depresja.
    90 lat ma.
    Jej prawo
    Najgorzej że nie chce wychodzić nawet do ogrodu.
    Powiedziałam jej żeby jednak spotkała się w poniedziałek ze znajomymi w dziennym domu opieki.
    Jak posłucha o chorobach i problemach innych, zapomni że tak długo żyje..
    Nie doceniamy tego co mamy
    A z Ciebie ? babo , to twarda baba

    1. Cudowna babcia 🙂 Mama mojej koleżanki ma prawie 90 i ciągle śpi aż ta wreszcie zapytała kiedy ma dzwonić żeby nie przeszkadzać. Na to mama odrzekła WIESZ DZIECKO MÓWIĄ ŻE NA STARE LATA LUDZIE CIERPIĄ NA BEZSENNOŚĆ WIĘC ŚPIĘ TERAZ, BO JAK BĘDĘ STARA TO NIE WIADOMO JAK BĘDZIE

  19. Jak ja bym chciała umieć tak zareagować, tak pokonać siebie, wychowanie i lęk. Bywa, że coś tam próbuję, ale jeszcze brak mi mocy. Może to przyjdzie z czasem i świadomością, że nie muszę się tak przejmować tym, co inni na to. Dobrze im przygadałaś 🙂
    Co do radości z życia i niemarudzenia, tego chyba nie można się nauczyć, ale można zacząć. Zacząć doceniać to, co się ma i cieszyć się każdym dniem. Powodzenia 🙂

  20. Co do unikania maruderów to… neee, tak se ne daaa. Dałam się namówić koleżance na wyjście do nocnego klubu. Tylko dlatego, że po dwóch miesiącach jej błagań skończyły mi się argumenty na “nie”. Przez pierwszą godzinę było nawet znośnie, siedziałyśmy przy stoliku, sączyłyśmy drineczki. Dopóki nie zaczęła użalać się nad sobą. Co gorsza – zaczęła też użalać się nade mną, ale nie mam pojęcia z jakiego powodu. Tak długo wmawiała mi, że JA TEŻ jestem smutna, że ku*wa jej uwierzyłam!

    1. Błachachacha,,,, zajebista koleżanka. Nie ma to jak upijać się na smutno. Tralalala…. a ja jadę za chwilę do Kołobrzegu 🙂

  21. jęczę każdego dnia od 2 tygodni, pod nosem, w duchu i …idę…w pola.
    nie idę, gdy leje lub gdy bardzo źle się czuję no i w łikendy moja ruchliwość ma inny wymiar fizyczny. podziwiam Jaga, podziwiam dziewczę, rozumiem, że z kimś do towarzystwa ma być łatwiej i motywująco a nie odwrotnie. dziunie plastikowe były, sa i będą! i trzeba je przywoływać do porządku … zapytaj następnym razem, jak są takie ogarnięte o ciągi Fibonacciego…

    1. Dziunie plastikowe żyją w przekonaniu, że świat istnieje po to żeby ich podziwiać. Nie przepadam za samotnymi spacerami , za dużo wtedy rozkminiam

  22. Kocham ludzi którzy reagują i nie przyzwalają na chamstwo i krzywdzenie innych ( bo takie złośliwe obgadywanie jest krzywdzeniem w najczystszej postaci) Osoba krzywdzona bardzo często się nie odezwie, nie obroni, bo jest nieśmiała, zakompleksiona i w ogóle… Po prostu następnym razem nie wyjdzie do ludzi, tylko zamknie się w domu z kolejną czekoladą… Jak dobrze, gdy w pobliżu znajdzie się osoba, która nie zawaha się użyć języka w obronie kogoś słabszego, oby takich ludzi jak najwięcej. Oby tak wszechobecna znieczulica zaczęła znikać… ale chyba na to nie ma szans.
    A co do marudzenia… nie cierpię marud, wysysają ze mnie siły i energię, a mam kilka takich marud w pobliżu :/ Każdy powinien nauczyć się cieszyć każdą, najmniejszą nawet chwilą i doceniać to co ma.
    Ściskam serdecznie, Agness 🙂

    1. Cieszą mnie drobiazgi ale chamstwo pustogłowych fit-larw doprowadza mnie do szału…. To nie jest chyba znieczulica tylko obawa , żeby nie oberwać rykoszetem

  23. No, no Jago szacun. Wpierw za groźbę spenetrowania otworów siłownianych tępych dzid za pomocą ich własnych smartfonów (wierzę, że musiały być nieco zaskoczone), a w drugiej kolejności za dzielność w siłownianych ćwiczeniach. Niech zaowocują. Pozdrawiam.

    1. Rozczaruję Cię pewnie, ale żmijowaty język nie jest moją zasługą – od zawsze jak ktoś mnie wyrwał z butów najpierw mówiłam, później myślałam czy wypadało…. A co do siłowni – cóż. Nie robię tego z dziką radością, uwierz że wolę domowe zacisze z laptopem na kolanach

  24. Cóż za żałościwe dziuniesy… A niby mamy XXI wiek. Myślę, że w ich biednych główkach oprócz hulającego wiatru znalazło się jednak trochę miejsca na kompleksy, bo człowiek który naprawdę kocha siebie, nie potrzebuje dowartościowywać się kosztem innych. Regularnie (no, powiedzmy) chadzam na siłkę i nieraz widzę tam osoby naprawdę duże, ale nikt nigdy nie zwraca na nie uwagi, każdy jest zajęty sobą. A mi się miło robi na serduszku, widząc, że postanowiły zrobić krok w kierunku zdrowszego życia. Tak czy inaczej, imponują mi ludzie, którzy potrafią reagować, widząc skandaliczne zachowania, zamiast udawać, że nie widzą,mamrotać coś z oburzeniem pod nosem albo wywracać oczami.

  25. Dobrze, że zareagowałaś. Może dzięki temu ta większa dziewczyna nie zniechęci się do ćwiczeń. Słów mi brak na głupotę takich ludzi jak te złośliwe dziewczyny, niby cenią to, że ktoś ma szczupłe i zadbane ciało, ale jak ktoś chce do tego dążyć, to wyśmiewają. Jak ja chodziłam na siłownię (od pewnego czasu ćwiczę w domu), to zawsze podziwiałam tych ludzi z naprawdę dużą nadwagą, że się nie wstydzą i pomimo tego, jak niektórzy na nich patrzą, mimo że się w takim miejscu wyróżniają, a na zajęciach grupowych nie dają rady robić tego, co wszyscy, mają odwagę walczyć o swój lepszy wygląd i zdrowie.

    1. Dziewczynę widywałam jeszcze później już pod opieką trenera personalnego. Osobiście mi lata kto coś o mnie myśli ale wiem, że inni ludzie się przejmują.

  26. Już dawno, bardzo dawno temu przeczytałam w pisemku dla nastolatek o wdzięcznej nazwie Filipinka, artykulik na temat “chandry”, która to bywała w owych czasach częstą dolegliwością. Z tekstu płynęła nauka, że najlepszym lekarstwem na smutki jest chandra przyjaciółki… Bo pomagając drugiemu zapomina się o dolegliwościach swojej duszy!
    Coś mądrego w tym jest.

  27. Aha, czyli żerujesz na niepełnosprawnych! Poprawiasz sobie nimi samopoczucie! Tak jedna blogerka rozumie podobne zachowania, też jej nie rozumiem

    1. Trzeba jej było powiedzieć (tej blogerce) że kazdy sposób jest dobry – żerownie też. Na głupie zarzuty głupia odpowiedź

  28. Czasem narzeka się dla formy, bo wypada albo nie wypada nic powiedzieć….. więc ponarzekac możnaby….. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

  29. Skoro idziesz na szczyt, to nie narzekaj, że masz pod górę…;o) Nie cierpię “rzędzianów”…;o)

  30. Twoja reakcja była szczera, zareagowałaś, bo taką jesteś osobą! ! bardzo dobrze, bo jak ktoś daje publicznie takie komentarze, to publicznie oberwie. Pożałuję jednak tych dziewczyn, bo mimo, że rozmiar ok. to samoocena już pod znakiem zapytania! Można by im polecić siłownię intelektualną… Pomyśleć, że w tym przypadku spotkały się dwie skrajne postawy; znamienna zgryźliwość kobiety do kobiety i Twoja spontaniczna reakcja. Zasługiwały na nią!
    Pozdrawiam

    1. Siłownia intelektualna dla tych pustaków? Najpierw trzebaby im narysować co to jest intelekt. A mózg nie brwi – nie ma nie dorysujesz

  31. A ja to nadal na siłownię nie dotarłam…
    A na codzień staram się cieszyć małymi rzeczami. Małymi, czyli nie takimi jak mój brzuch. Oj tam, taki drobiazg 😉

  32. Czasem trafiam na Demotywatorach na krótkie filmiki (nie polskie) pokazujące bardzo (ale to bardzo) otyłe dziewczyny, które właśnie dzięki swojej pracy na siłowni osiągnęły super efekty. Nie chodzi tu jedynie o wygląd, ale czytając ich historię, to przede wszystkim walka o zdrowie, o przyszłość i normalne życie. Dlatego też ja jestem pełna podziwu dla każdego normalnego człowieka, któremu chce się ruszyć 4 litery i pracować nad sobą. Nad ciałem i nie tylko. Ja mam podobne doświadczenia jak Ty. To było coś niesamowitego! Na siłownię przychodziły panienki, które dłużej stały przed lustrem i wypinały się niż ćwiczyły! A oczywiście na ucho obgadywały innych ćwiczących. Ale to mentalność ludzka sięgająca dna.
    A co do tego, że nie jest łatwo to prawda. I zawsze się zdarzy taki, który ma gorzej. Mnie boli noga i to dla mnie problem, ale są tacy, którzy tej nogi w ogóle nie mają. Staram się nie porównywać moich problemów z innymi, ale z drugiej strony wiem, że zawsze może być gorzej, więc trzeba się cieszyć z tego co się ma i umieć sobie radzić lepiej lub gorzej 😉
    Pozdrowionka 🙂

    1. nie znoszę takich pustaków…dlatego zmieniłam siłownię i wiem, że tam gdzie chodzę większość dziewczyn przychodzi spocić się 🙂

  33. ..zdarzyło mi się poznać panią , uczestniczkę powstania warszawskiego i rozmawiało nam się cudownie o wszystkim do chwili gdy nie zaczęła mówić:”ja lubię pomagać”…nie wiedzieć skąd we mnie alergia na :”ja cudze :”ja”…wtedy gdy morał zawiera się li tylko w owym :”ja”

    1. Mam z kolei inną przypadłość: jak słyszę od kogoś, że jest szczery i prawdomówny, to z góry wiem, że ten ktoś jest zakłamany i fałszywy

  34. Przewartościowałam swoje życie jakiś czas temu i chyba już potrafię żyć w harmonii ducha i ciała. Wiem czego chcę i czego nie chcę. Owszem czasami coś ( czytaj: ktoś) totalnie zaburzy mi tę harmonię, wtedy znów podejmuję tytaniczną pracę, żeby powrócić do normy. Nie narzekam. Cieszę się wszystkim co mam i kim jestem. Unikam tego, co toksyczne, na ile potrafię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *