Żyj i daj żyć innym

Ludzie mają nieznośną skłonność do oceniania i krytykowania innych i to nie przez pryzmat swoich przeżyć, tylko przez pryzmat swojej złośliwości, przez pryzmat swojej bezmyślności, przez pryzmat poczucia swojej nieomylności i poczucia, że tylko ich zdanie o wszystkim jest najważniejsze i jedyne na tym padole łez.  

.Stoję w sklepie, z nazwy samoobsługowy, ale żeby kupić 15 dag żółtego sera, trzeba odczekać swoje w ogonku, na stoisku mięsno-wędliniarsko-serowym. W kolejce jest jakieś 5 osób. Dla mnie niewiele. Ale innego zdania jest stojąca, tuż przede mną, młoda mama, trzymająca na rękach kilkuletnie dzieckiem. Dziecko się nudzi. Zaczyna się wyrywać z jej objęć i wić niczym węgorz. Matka stawia go na podłodze. Maluch goni między regały, zaczepia rączką o półkę z herbatami i kilka paczek spada na podłogę. Mama dziecka ze spokojem podchodzi i układa porozrzucany towar. Za chwilę dziecko wraca, mama po cichu zwraca mu uwagę, żeby uważał przy bieganiu. Za chwilę sytuacja powtarza się. Mały człowieczek ewidentnie się nudzi, no a pani obsługująca stoisko wychodzi z założenia, że jest w pracy a nie na wyścigach i w międzyczasie wyciąga z worów pęta kiełbasy, powoli układając w ladzie chłodniczej, mając nas, klientów, w dalekim poważaniu. Chłopczyk, na oko 4-5 letni niecierpliwi się coraz bardziej. Coraz głośniej protestuje. Kobieta stojąca przed nami obraca się kilkakrotnie z miną wyrażającą dezaprobatę na zachowania malca. W końcu się odzywa: „jaki ty jesteś niegrzeczny, jak będziesz taki niedobry to przyjdzie pan i cię zabierze od mamy….” Maluch patrzy na nią w milczeniu, przytula się do swojej mamy, jego broda zaczyna się trząść i wybucha nieoczekiwanym płaczem. Jego buzia wygięła się w podkowę i mama dziecka żadnym sposobem nie może go uspokoić. Nie wytrzymałam. Powiedziałam do kobiety, że skoro musi kogoś się czepiać, to może zwróci uwagę księżniczce za ladą, żeby zajęła się klientami a nie towarem. Nachylam się do malucha i po cichu mu coś mówię na ucho. Dzieciak zaczyna się uśmiechać przez łzy….Matka dziecka patrzy na mnie z wdzięcznością. Pyta

-„Co mu pani powiedziała?” ,odpowiadam

-„To nasza tajemnica, prawda Mały?”, Ten kiwa głową i jeszcze przez łzy i stwierdza, że nie jest mały tylko “Kalol” i uśmiecha się szeroko…

Oczekując, aż jaśnie pani sprzedająca nas obsłuży wymieniamy drobne grzeczności. Co widzisz w ogonku przy stoisku z serem? Ty widzisz marudzące i biegające dziecko a ja widziałam bezradną matkę i chłopca przerażonego głupimi komentarzami bezmyślnej baby.

Jesteśmy w restauracji. W stoliku obok siedzi młode małżeństwo z trójką dzieci. Żadne z nich nie miało więcej niż 10 lat. Podchodzi do nich kelner. Zamawiają. Dzieci wybierają coca-colę, frytki i inne dania, które ze zdrowym odżywianiem nie mają nic wspólnego. Co widzisz?? Widzisz bezmyślną matkę, której nie zależy na zdrowiu dzieci? Widzisz rodziców, którzy pozwalają dzieciom decydować o tym, co mają jeść? A ja widzę rodzinę, której udało się wyjść na wspólny obiad pierwszy raz od roku. Widzę zmęczoną codziennością matkę, która raz na jakiś czas pozwala swoim pociechom zjeść to, na co im nie pozwala na co dzień.  Widzę rodzinę, która chce spędzić miło czas….

Mąż zasypia na kanapie. Obiecał, że spędzicie razem wieczór…. Jesteś zła. Co widzisz?? Ty widzisz chrapiącego faceta, który znów śpi i nie dotrzymał słowa a ja widzę faceta, który mnie kocha, widzę faceta zmęczonego, po ciężkim dniu. Widzę faceta któremu jest zimno, przynoszę koc i go przykrywam…..

Siedzimy w przychodni, w kolejce do lekarza. W poczekalni siedzą dwie młode dziewczyny, które cały czas się śmieją. Pacjentka, starsza pani, oczekująca również do lekarza rodzinnego głośno komentuje ich, jak to nazwała, niestosowne zachowanie. Co jest niestosownego w śmiechu? Ty widzisz niewychowane gówniary, ja widzę roześmiane i beztroskie nastolatki, które, póki co, nie mają powodów do trosk i zmartwień stąd ich szczery i beztroski śmiech.

 

 

Bo nie zawsze to na co patrzysz,  wygląda tak jak to widać, nie wszystko jest właśnie takie jak Tobie się wydaje. Nie jestem panią idealną, jestem zazwyczaj złośliwa i sarkastyczna. Ale często wolę się koncentrować na faktach a nie sytuacjach…Życie nauczyło mnie, że skoro nie znam faktów, nie powinnam mieć prawa komentować, oceniając wybory i zachowanie innego człowieka. Wiadomo, że często sobie pomyślę, że ja to bym zrobiła tak albo inaczej… No i już nie zadaję sobie pytania „jak można”- bo jak zauważyłam można, dużo można. Ale zostawiam to dla siebie albo daję upust na blogu… ale to krytyka, która jest skierowana do anonimowych osób i anonimowych sytuacji, nie sprawia, że ktoś poczuł się gorszy. Jeśli nie potrafię przejść obojętnie obok takich sytuacji – unikam ich. Drażniły mnie i śmieszyły dziewczyny na siłowni, na której miałam wykupiony karnet, więc zmieniłam siłownię. Czasami nie potrafimy nic innego poza krytykowaniem i ocenianiem, więc chcąc uchodzić za jedyny słuszny wzorzec swojej rasy, za nieomylnych i idealnych oceniamy wszystko i wszystkich wokół, nie zadając sobie trudu poznania faktów. O internetowym hejcie nie chce mi się nawet wspominać. Warto poznać prawdę zanim rzucimy tym przysłowiowym kamieniem. Oceniamy grę pozorów, a krytykując innych podnosimy swoje poczucie wartości. Mówiąc o kimś „on jest takim bałaganiarzem, leniem, nierobem, śpi do południa” równie dobrze możemy powiedzieć „ja jestem pedantem, ja jestem pracowity, ja wstaję o świcie”. Ja, ja i ja… Wytykając komuś wady, przynajmniej we własnych oczach stajesz się lepszym człowiekiem. To jest najprostszy sposób na dowartościowanie się. Kąsamy i plujemy jadem nie zastanawiając się nad niczym.

Znam inne, lepsze sposoby na dowartościowanie siebie i swojego przerośniętego ego, niż pokazywanie swojego, rzekomo, idealnego obrazu. Każdy z nas ma inny system wartości, wg którego ocenia innych, ale każdego z nas kształtowało inne życie, inne problemy i sytuacje. Więc jakim prawem…?? Przecież nie mamy prawa oczekiwać, że ktoś dostosuje do nas swoje życie i zacznie postępować zgodnie z naszym zdaniem. To dlaczego się nam wydaje, że tylko nasze poglądy są słuszne?? Dlaczego nie warto oceniać i krytykować?

 

 

 

Nie liczysz chyba na to, że osoba skrytykowana uśmiechnie się i powie „tak – pewnie masz rację zmienię to.” Po cholerę udowadniać, że tylko twoje racje i pomysły na życie są idealne? Nikt nie ma do tego prawa. Nikt nie zna drugiego człowieka. Bo każdy jest inny. Nie znasz jego przeszłości, nie wiesz co go ukształtowało i jakie piętno odcisnęło się na jego psychice, ile wycierpiał i jak żył, żeby być tam, gdzie jest teraz. To trudna sztuka, żeby nie oceniać i nie krytykować postępujących inaczej niż my,  nie według naszych utartych schematów. Nie licz na to, że jak zwrócisz uwagę dziecku, że zachowuje się niegrzecznie, ono przestanie się nudzić, nie licz na to, że jak zrobisz awanturę mężowi, że śpi on przestanie być zmęczony…Nie licz, że krytykując matkę, która pozwala swoim dzieciom na obiad jeść frytki zyskasz tytuł dietetyka roku. „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”. A może to “tylko” zwykła, ludzka zazdrość?? A może nam szkoda, że dorosłym nie wypada wrzeszczeć z bezsilności w sklepie, zazdrościmy, że już nie potrafimy się głośno śmiać,  może nam żal, że nie potrafimy pozwolić sobie na odrobinę luzu i beztroski, bo to, że nie możemy mieć tego, na co mają odwagę inni, tak bardzo nas tak drażni? Może dlatego szukamy winnego swoich frustracji? Nie wiem, nie znam się, nie jestem psychologiem. To moje luźne przed-weekendowe obserwacje. Nikt z nas nie jest doskonały. Więc… Nie zatruwaj życia innym w imię swej nieomylności. Ciesz się życiem i daj żyć innym. Tak po prostu. Po ludzku, po swojemu. I uśmiechaj się więcej do ludzi, ot tak, bezinteresownie.

 

 

 

 

72 Replies to “Żyj i daj żyć innym”

  1. Byłaś świadkiem sytuacji, którą opisywałam jakiś czas temu u siebie na blogu. Jak to zazwyczaj obce Panie straszą dzieci, że od mam je zabiorą jak będą takie niegrzeczne. To prawda, jako obserwatorzy widzimy tylko kawałek sytuacji a to jest jednak tylko kawałek. Fajnie napisane:)

    1. Dzięki,,, drażniące jest jeśli ktoś nie mając pojęcia jak chodzi się w butach innego naucza, poucza i krytykuje. Po co?

  2. Też nie lubię takich ocen, nie lubię również, jak ludzie oceniają innych przez pryzmat własnego światopoglądu i każdy, kto myśli inaczej niż oni, jest oczywiście gorszy.
    I zgadzam się z Eve Daff, bardzo trafnie to ujęłaś.

    1. 🙂 Bardzo dziękuję – nie lubimy, ale niestety, często jesteśmy świadkami czy ofiarami takich zachowań. Nieraz szkoda tłumaczyć "dlaczego" – lepiej spuścić zasłonę milczenia na wszechwiedzących – niech sobie żyją nadal w tym przekonaniu- życie ich doceni.

  3. W wielu kwestiach się z Tobą zgadzam, im jestem starsza tym ostrożniej podchodzę do oceniania, to nie moja rola.
    Są jednak sytuacje, okoliczności, osoby, wobec których nie można zostać obojętnym. Nie powinniśmy przecież żyć i postępować tak, jakbyśmy byli sami na ziemi. Sytuacje opisałaś o tyle typowe, że obserwowane przez nas wszystkich często, ale są też inne, skrajnie różne, które trudno zaakceptować. Jednak każdą uwagę można zwrócić inaczej, być bardziej wyrozumiałym. Kiedyś w dużym sklepie pani z obsługi zwróciła matce uwagę, aby dziecko nie biegało między regałami, bo zrzuci szklane opakowania i zrobi sobie krzywdę, na to owa mamuśka:to moje dziecko, pani nie ma prawa mnie pouczać, a za szkody zapłacę. A dziecko naprawdę szalało, jak w parku rozrywki.
    W przychodni, gdzie czekałam w tłumie ludzi na swoją kolej zrobił się taki hałas, że lekarka wyszła na korytarz i poprosiła o ciszę, bo nawet przez zamknięte drzwi jest za głośno i nie może się skupić. Strach, co mówili niektórzy o lekarce, która tylko poprosiła o ciszę…
    Taki hejt jest po różnych stronach barykady i czasem gryzę się w język, żeby nie zabierać głosu i nie denerwować się, a w niektórych sytuacjach nie muszę znać historii życia danej osoby, żeby wiedzieć, że w danym momencie postępuje niewłaściwie…
    Ale chyba domyślam się, co Cię skłoniło do napisania tego posta…
    To Twoje życie i Twoje decyzje i tak jak powiedziałaś: niechaj pierwszy rzuci kamieniem, kto jest bez winy…

    1. Nie piszę tu o ekstremalnych sytuacjach , o rozwydrzonych dzieciach, których pustogłowe mamuśki twierdzą, że wychowują bezstresowo a w rzeczywistości dziecko wychowuje się samo… zresztą wiesz, że każda sytuacja jest inna. Co mnie skłoniło do napisania? Przeczytałam wpis Chomikowej 🙂 i padłam, zarówno śmieszny jak i bardzo refleksyjny. Nieraz lepiej nie oceniać nie znając faktów

  4. Przywiodłaś mi na myśl słowa Szymborskiej: "Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Właśnie "nas". Tego co czują i myślą inni, którędy idzie ich logika możemy się tylko domyslać.
    Świetny tekst, Jago.

  5. Jak mawia mój syn "Własne g… mniej śmierdzi"
    Wiesz, kiedy stykam się z totalnie różnymi kulturowo ludźmi nie mogę ich oceniać wg własnej miarki. Nauczyłam się, że oni działają inaczej niż ja i nie twierdzę, że mój sposób jest lepszy. Co nie zmienia faktu, że czasem szlag mnie trafia.
    Zdaje mi się, że nawiązujesz do czegoś co ostatnio czytałam. Ale może to tylko moje wrażenie

    1. Świetne powiedzonko 🙂 Nie mówię tu o różnicach kulturowych, bo wchodząc na czyjeś "terytorium" musisz, a przynajmniej powinnaś zaakceptować ich obyczaje. Tu chodzi mi o codzienne życie, o codzienne sytuacje i codzienne zachowania zatruwające życie innym

    2. Dostosowanie się do gospodarzy to jedno. Wiesz, działam w międzynarodowej organizacji, której motto brzmi "Friendship through understanding". Spotykam kobiety z różnych krajów i o to zrozumienie czasem jest bardzo ciężko. Ale, jak piszesz, póki się nie wejdzie w cudze buty, nie wolno oceniać

    3. I właśnie wychwyciłaś sedno, strzał w sam środek – to o co mi chodziło !!! Nie oceniaj jeśli nie wiesz jak się chodzi w cudzych butach 🙂 Dziękuję 🙂

  6. Zachwycił mnie ten wpis. Nie oceniajmy, szczególnie, że zazwyczaj niewiele wiemy o spotkanych na chwilę osobach. Lepiej się czasami uśmiechnąć, niż skrzywić twarz. Naprawdę wiele zależy od naszego nastawienia. Jeżeli myślę, że każdy jest chamem, to i inni będą traktować mnie chamsko. Jeżeli podchodzę z życzliwością do drugiego człowieka, przeważnie otrzymuję życzliwość w zamian. Że czasem nie? Cóż, trudno. Dla tych kilku wyjątków, które nigdy nie okazują życzliwości, nie warto patrzeć na świat wyłącznie przez pryzmat złych zachowań.

    1. Dzięki za uznanie – to nie jest proste NIE oceniać i NIE krytykować. Ale zawsze trzeba pamiętać, że wypowiedzianego słowa nie da się cofnąć. Uśmiech pozwala na złagodzenie nie jednej sytuacji

  7. Wiesz, Twój głos jest głosem wołającego w puszczy. Wszyscy oceniają, nawet powyżej komentujący ocenili Twój wpis! Ocenili pozytywnie, więc się do nich przyłączam!

  8. kilka lat temu byłam obiektem przeplotkowaym z każdej strony, nikt na mojej wiosce nie spytał się co i jak, jak jest na prawdę itp ale wiem że każdy gadał na mój temat i dodawał swoje 3 grosze- teraz już tego nie ma ale to mnie uodporniło na krzywdzącą opinię innych i nauczyło aby postępować inaczej- czasem jest ciężko ale staram się oceniać kogoś póki sama się nie przekonam jaka ta osoba jest. Swoją drogą bardzo często zastanawiam się skąd w ludziach tyle żółci- przecież duzo przyjemniej jest powiedzieć komuś że np ładnie dziś wygląda niz zwrócić uwagę że coś źle robi…

    1. Często odnoszę wrażenie, że wylewając tony jadu ludziom poprawia się samopoczucie – osobiście przestałam tłumaczyć się "idealnym" – to jak mówić do kogoś w innym, nieznanym języku. Po co walczyć z wiedzącym lepiej?

  9. A wiesz kochana, że ja jestem chyba dzikusem bo nie oceniam ludzi, taki mam jakiś charakter. Z reguły wyznaje zasadę wolności 🙂 chętnie wysłucham i pomogę, jak ktoś chce doradzę, ale nie obgaduje, nie wytykam palcami. A sama jestem na językach, właśnie za to, że nie plotkuje i nie biorę w takich nasiadówkach udziału. Ale mam to gdzieś !!! oczywiście każdy ma prawo do wypowiedzi, ale konstruktywnej 🙂

    1. Nieraz też mam to gdzieś, ale często zastanawiam się co kieruje takimi ludźmi?? nieomylność czy wysokie mniemanie o sobie ?

  10. Masz rację w kwestii – co wiemy o innych? Niewiele o nich wiemy, oceniamy przez pryzmat naszych emocji i przekonań, popełniamy błędy. Z drugiej strony – nasza aktywność blogowa to "nasz kawałek podłogi" (jak zauważyła to pewna – ceniona przeze mnie – blogerka) – tu dajemy upust naszym uczuciom, myślom, rozterkom. Gdyby zastosować cenzurę w postaci poprawności politycznej/obyczajowej, blogowanie straciłoby sens. Myślę, że po prostu – jako ludzie – jesteśmy różni i ujawniamy odmienne przekonania, spostrzeżenia i oceny. Możemy nazywać je "hejtem", albo "innym punktem widzenia"… 🙂 Wszystko zależy od naszej otwartości na odmienne poglądy innych osób.

    1. Akurat tu chodzi mi o konkretne sytuacje z życia wzięte, z realnego, namacalnego życia, często ociekającego mądrzeniem się i ocenianiem innych. O to mi chodziło. Bez żadnych podtekstów. Bo blogi rządzą się swoimi prawami. Masz rację, to "nasz kawałek odłogi", ale uderz w stół nożyce się odezwą ? Każdy tu pomyślał o czymś innym, o innej sytuacji o innym zdarzeniu. I w końcu o to chodzi w blogowaniu. Każdy ma wolną wolę o może reagować i żyć jak mu się podoba. O ile nie będzie to w granicach dobrego smaku. A to bardzo płynna granica.

  11. Bardzo mądry i pouczający wpis, jednak jak wiesz, ludzi który widzą na cmentarzu same plusy a nie krzyże, jest w naszym kraju bardzo mało, dlatego takie pozytywne osoby jak Ty powinny być pod ścisłą ochroną 😉

    1. ha ha ha … doooobreee…. No aż taką optymistką nie jestem 🙂 na cmentarzu to i ja widzę już koniec drogi doczesnej 🙂 Nie chciałam żeby ten wpis był moralizatorski

  12. Dziękuję, postaram się o tym pamiętać, bo przyznam, że czasami jestem tą, którą drażni rozrabiające dziecko albo dziwi się, gdy rodzic kupuje dziecku frytki i colę (zwłaszcza, gdy dziecko jest otyłe). Cieszę się, że odkryłam Twojego bloga – jest genialny i natychmiast dodaję do ulubionych, żeby w wolne wieczory (natychmiast słowo "jesienne" przychodzi mi do głowy, ale letnie też bywają wolne) poczytać Cię od początku. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  13. W żadnym razie wpis moralizatorskim nie jest. Jest prawdą, którą niewielu ma odwagę głosić. Myśl, którą zakończyłaś posta, jest tak piękna, że miałabym ochotę ją przepisać, bo zbieram różne myśli, aforyzmy znalezione u innych blogowiczów.

    1. WIdząc uśmiechającą się do mnie osobę na ulicy odwzajemniam uśmiech nie twierdząc że to wariat…. a zresztą – jeśli nawet to też sama nie jestem normalna

  14. Akurat doświadczyłam na własnej skórze czegoś rażąco niesprawiedliwego od osoby niby od lat życzliwej i darzącej mnie sympatią, więc jestem z tematem na bieżąco.
    A tak w ogóle, to znowu mieszkam za miedzą.

  15. tak, wkurza mnie dziecko krzyczące w sklepie, wkurza mnie zbyt hałaśliwe zachowanie w miejscu, gdzie siedzą ludzie chorzy, bo jest to niestosowne. Wyobraź sobie, że wszyscy się drą, słuchają głośnej muzy wszędzie, przynoszą swoje wrzeszczące pociechy do kina, teatru dlaczego nie? ostatnio na zakończeniu roku szkolnego coraz więcej takich sytuacji. się napracowałam z młodzieżą nad spektaklem a tu kilka mamusiek przytargało na imprezę, która trwała ponad godzinę takie rozkoszne trzy dwu i cztero latki, które się nudziły…
    Wkurza mnie też chamstwo i prostactwo i nieuczciwość !!!
    nie, nie ustawiam ludziom życia ale mam prawo je oceniać i krytykować, zwłaszcza, gdy kłamią, kombinują, kradną, ślizgają się po wierzchu i są zwykłymi gnojami nieprzestrzegającymi zasad. Ale katolicy z nich że japierdolę. uuuuch. I mnie to dosięga i dotyczy. Nic co mnie dotyczy a jest nieprzyjemne, nie jest mi obojętne i nie zasługuje na mój uśmiech, jeśli mnie wkurza i dotyka boleśnie.

    1. oraz oczywiście z zasadą, że nie znamy powodów, nie wiemy dlaczego, ogólnie się zgadzam, tylko czy nie sądzisz, że w ten sposób można usprawiedliwić wszystko?
      każdą bezmyślność.

    2. Zgadzam się prawie z każdym Twoim zdaniem. Nie chodzi mi tu o ignorancję mamusiek. Sama bym pewnie za kołnierz wywaliła takiego angora który psuje premierę młodzieży. Dostaję szału na imbecylizm i nieszanowanie pracy i uczuć innych…Ale chodziło mi o zwykłych malkontentów którzy zatruwają życie ot tak, dla zasady. Upierdliwców którzy czepiają się wszystkich i wszystkiego

  16. Jaguś. Baaardzo ci dziękuję za ten tekst.
    Dwa pierwsze przykłady to mogłam być ja 😀
    Otóż to. Nic dodać, nic ująć.
    P.S. CO POWIEDZIAŁAŚ TEMU CHŁOPCU???!!!

    1. Dzięki
      PS chłopcu szepnęłam że panie w pewnym wieku boją się dzieci i dlatego ich straszą . Nie wypadało mi powiedzieć co naprawdę powinien pomyśleć o tym babonie.

  17. No nareszcie…wiem, że dużo miałaś na głowie i w ogóle, ale za rzadko ostatnio piszesz 🙂
    Tekst jak zawsze w punkt 🙂

  18. Alleluja!
    W naszym kraju niestety nietrudno nacisnąć komuś na odcisk swoją egzystencją. Zawsze będziemy dla kogoś niczym to małę ziarenko grochu uwierające go w zad.

  19. Ludzie krytykowani oceniają, sfrustrowani niszczą innych, a szczęśliwi cieszą się życiem
    Nie ma nic lepszego nie ż uśmiech
    😄

  20. Zgadzam na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się inne i łatwe do zdefiniowania, jednak kiedy przyjrzymy się bliżej, nic nie jest takie łatwe

  21. Miło pomyśleć, że gdzieś, ktoś…;o) Ale ponoć uśmiech jest najdroższą z walut…;o) A życzliwość ludzka wymiera jak dinozaury…;o)

  22. Przedstawiłaś dokładnie to, czym staram się żyć i czego próbuję nauczyć moje dzieci. Piękny wpis.
    Może jestem wrażliwa na to co widzę i na to co się za tym kryje przez swoje doświadczenia życiowe, tego nie wiem, ale wiem jedno – za uśmiechem często kryje się ból i cierpienie. A my Polacy baaaardzo lubimy oceniać innych. Też spodobało mi się określenie z komentarza wyżej- że własne gówno mniej śmierdzi;) Bo tak jest, bo lepiej, łatwiej oceniać innych niż spojrzeć na swoje życie.
    Tak patrzę na matki na placu zabaw. I fakt, dużo jest takich, które kompletnie nie bawią się z dziećmi tylko siedzą na przysłowiowym fejsie. Ale z drugiej strony, być może jest to jej 5 minut na sprawdzenie czegoś, napisanie do kogoś, a dziecko w pewnym wieku nie wymaga aż takiej uwagi, bo bawi się samo. Dlatego ja nie oceniam ludzi. Bo najmilsza osoba, może okazać się jadowitym wężem, a ktoś, kto zrobi na nas złe wrażenie (bo np. kupił dzieciom frytki) może być okrzyknięty matką roku.

    Kiedy starsza córka poszła do przedszkola, koło niej miała szafkę dziewczynka o imieniu Maja. Często przychodziła po nią mama, mijałyśmy się, mówiłyśmy dzień dobry. Zawsze była smutna lub miała minę w stylu “zostawcie mnie w spokoju” Ogólnie wyglądała na mało sympatyczną. Kilka razy odbierałam córkę ze znajomą i ona na tę matkę też zwróciła uwagę, mówiąc, że “nie zna jej, ale jakoś jej nie lubi” Powiedziałam jej wtedy, że za tym zachowaniem może kryć się ogromny smutek , a pani taka jest, bo to instynkt samozachowawczy pozwala jej być może stworzyć taką skorupę. Nie wiem, czy miałam rację, ale dziś to jedna z moich ulubionych mam, spotykamy się prywatnie, w wakacje zabierałam jej córkę do nas, żeby się pobawiła z dziewczynami jak mama była w pracy. Nie wiem co się wydarzyło w jej życiu, ale na pewno coś było. Dlatego nie oceniam. Okazała się być całkiem do rzeczy babką. Po prostu dałam jej szansę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *