Lojalny mąż

 Kilka lat temu, w wakacyjny czas, odwiedziliśmy z mężem jeden z krajów Afryki.

 

Dostosowałam się do kanonów i zasad zwiedzaczy. Zero dekoltów czy innych europejskich ekstrawagancji. Jednego nie zmieniłam – koloru włosów.  I tu byłam dla tubylców taką egzotyką, jak dla nas, ich mało turystyczne zakamarki. Zwiedzając egotyczne zakątki, mało popularne wśród turystów, zauważyliśmy wzrok jednego ze starców, znajdujących się obok knajpki do której weszliśmy, na pachnącą z daleka, herbatę miętową. Jakiś starzec podszedł w towarzystwie innych starszawych jegomości. I łamaną angielszczyzną, oczywiście mnie totalnie ignorując, zaczął dialog z moim mężem. I co się okazało?  Mocno starszawy jegomość chciał mnie kupić. Do tej chwili myślałam, że to bzdury, anegdoty i opowieści dziwnej treści, ale ten dziadunio naprawdę chciał dobijać targu, oferując mojemu mężowi trochę złota,  stado wielbłądów, kilka kóz i herbatę miętową… Kiedy to mój mąż wyraził zdecydowany sprzeciw, jeden ze starszych powiedział, żeby się dobrze zastanowił, bo za „taki” towar to rewelacyjna cena. Mój mąż zdecydowanie oponował. Staruszek podbijał cenę. Nie wiem ile w końcowym rozrachunku wielbłądów miał za mnie otrzymać. W końcu zjawił się nasz tłumacz. Szturchając mojego męża w bok powiedział

– NIECH SIĘ ZASTANOWI!!!!! – wysyczał w ucho mojego ślubnego – BO TO NAPRAWDĘ SUPER OKAZYJNA CENA

Cóż, powinnam być dumna, bo wpadłam w oko plemiennej starszyźnie? I nie bacząc na nic, nawet na mój imponujący przebieg, chciał za mnie dać kilka stad wielbłądów? Mąż był lojalny. Odmówił kategorycznie, zostawiając zniesmaczonego starca ze złotem, kozami i wielbłądami na placu targowym. Kiedy to nasz tłumacz strofując mojego męża, dociekał jak mógł odmówić, w jego mniemaniu, za „taki” towar, tak hojnej zapłaty, marnując interes życia, wyrywając sobie kędzierzawe loczki z ciemnej łepetyny, wznosząc oczęta ku niebiosom oczekując odpowiedzi z wysokości, krzycząc na zmianę „DLACZEGO?!!? WHY?!!?”, użalając się po raz kolejny, nad bezdenną głupotą mojego męża, mój ślubny odparł odparł:

 – Panie, a jak z tymi kozami i wielbłądami miałbym wsiąść do samolotu?

 

 

107 odpowiedzi do “Lojalny mąż”

  1. Oj, widzę, że duży ma podobne do Ciebie poczucie humoru, ha, ha. Nic dziwnego, że Cię nie sprzedał. Gdzie potem znajdzie taką drugą idealną połówkę. Ale zazdroszczę Ci, że dostałaś taką wysoką wy(o)cenę. Pozdrawiam ciepło. PS. a ten kolor na głowie to jaki?

  2. Jago super przygoda. Jak to dobrze, że Cię nie sprzedał. hihihihihihi Ale… dobrze, że samolotem byliście, bo wiadomo co by było………. hahahahahaha.
    Pozdrawiam fajną rodzinkę Jagów. :).

  3. Właśnie przed chwilą zapytałem gŁosia, czy nie pojechałaby ze mną do Afryki? Nigdy nie jadłem koziny, o wielbłądzinie nie wspominając, a i trochę złota w skarbczyku, też by się przydało! PS. Niestety, bezdusznie odmówiła :)))

    1. Faktycznie, okrutna i bezduszna istota. Kupuj jej farbę w kolorze blond (jeśli nie jest naturalną blondynką)i pakuj walizki, bo szkoda marnować okazji

  4. Lojalny mąż to oksymoron.
    Natomiast jako matka doświadczyłam tego samego na córce – dwa razy mi się zdarzyło, że chcieli ją ode mnie kupić. Stragan z biżuteria jeszcze bym wzięła, ale gdzie miałabym trzymać wielbłądy?! Przecież ja nawet balkonu nie mam!

  5. No po prostu Wy to poczucie humoru to rodzinne macie (brawo mąż), a tubylcowi za "taki" towar to w mordę się należało…
    Za mnie to pewnie nic by nie dali, bom starsza, w dodatku nie blondynka:-)

    1. Moja znajomość języka obcego nie pozwalała na swobodne wyrażanie myśli. Ja też szarpnięta zębem czasu więc stąd to określenie "taki" towar

  6. Uwielbiają blondynki ;D. Śmiałyśmy się czasem z przyjaciółką, że jak gdzieś wyjedzie do Afryki kiedyś to ją od razu będą chcieli kupić za wielbłądy ;D. I jak widać, to się zdarza. Brawo dla męża za lojalność, a jego końcowa odpowiedź naprawdę świetna. ;D

  7. Super opowieść ale się uśmiałam . Czyli to nie bajka co opowiadają.. Na szczęście do Afryki się nie wybieramy bo ogród mamy duży , sarenka nam odeszła do wieczności i jeszcze mąż gotów skusić się na wielbłądy ?

  8. A ja z kolei mogłabym męża przehandlować – w Indonezji. Tam na mnie jako na blondynkę specjalnie się nie rzucali, za to na męża i kolegów blondynów… o rany, panny piszczały z zachwytu jak mogły sobie z blondynami zdjęcie zrobić.

  9. Świetne! Ha ha ha. No, świetne, że można sie pośmiać, bo masz talent do pisania i humor, ale z drugiej strony to chyba nawet niebezpieczne takie sytuacje. Ten wielbiciel blond włosów np. mógłby wpaść na pomysł uprowadzenia…

  10. Świetne! 😀 Dawno się tak nie uśmiałam, chociaż domyślam się, że sytuacja mogła przybrać nieco inny przebieg i mogłaś zostać ,,zabrana" wbrew swojej, czy męża woli, a wtedy nie miał by ani Ciebie, ani wielbłądów 😉

  11. Szkoda, że tylko blondynki(naturalne i tlenione) mają takie powodzenie i w kraju i za granicą. Moją siostrę(naturalna ciemna blondynka, więc się rozjaśniała) chciał kupić od mojej matki turecki handlarz odzieżą skórzaną. Obie kobiety często darły ze sobą koty, ale tym razem lojalność wobec rodziny, także wzięła górę nad bogactwem. Pozdrawiam.

  12. Co za przygoda 😀 coś tak myślę, że jeszcze przez długie lata, będziecie ją wspominać. Oby tylko podczas sprzeczki mąż nie rzucił hasłem – A mogłem cię wówczas sprzedać!

  13. he he Ty pomyśl, że w zasadzie mogłaś mieć raj na ziemi u boku przedsiębiorczego staruszka ))))
    i okazja przeszła …a swoją drogą co za kuźwa kraj, średniowiecze…zacofanie, zbydlęcenie…

    1. Do niedawna traktowałam ich odmienną kulturę jak egzotykę, ale masz rację można pojechać na zorganizowaną wycieczkę ale patrząc na nieszczęśliwe zakończenie wyjazdu Polskiej dziewczyny do Egiptu nie chce się gadać…Zbydlęcenie to odpowiednie określenie

  14. Ooo! Poczucie humoru widzę dopisuje. Fajnie!
    … a z kozami i wielbłądami to faktcznie do samolotu ciężko… haha!
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    1. To nie poczucie humoru – to życie 🙂 Dobrze, że swoim samochodem nie pojechaliśmy, bo mogła bym dzisiaj wbrew mojej woli być żoną jakiegoś starszawego plemiennego przywódcy

  15. Hahaha ale mąż sprawnie wybrnął z opresji, zachowując przed tubylcami swą męskość, bo przecież mógł Cię sprzedać, ale co tu z kozami zrobić… 😀 Jednak przeczytałam komentarz Anny S. i trochę mi zrzedła mina, bo przecież porwania też się zdarzają. Jednak trzeba w takich miejscach uważać, tzn. jeżeli zwiedzamy sobie mniej uczęszczane zakątki.

  16. W krajach muzułmańskich to dość częste transakcje … niektóre dochodzą do skutku.
    A tak swoją drogą to miałaś "szczęście", że wracaliście samolotem, a nie np. statkiem. 😉

    1. A co potem z tymi wielbłądami i kozami? No i ze złotem, bo gdybym ja była na miejscu to umiała bym i złoto bym potrafiła zagospodarować

  17. A dla mnie to nie jest wcale smieszne, chyba zeszlabym ze strachu bedac na Twoim miejscu. Bo co, gdyby staruch tak sie napalil, ze chcialby Cie za wszelka cene, nawet cene zycia meza? Jego by zaciukal, a Ciebie wzial jak swoja. Gratis. Przeciez to dzikie, a kobiety to mieso, obiekt seksualny, ma pysk trzymac i uslugiwac.

    1. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji. Jedyne co mnie rozjuszyło to komentarz przewodnika o cenie nieadekwatnej do mojego wieku . Długo bym tam nie pożyła. Za moją gębę niewyparzoną szybko bym zakończyła żywot. Na pewno nie nadaję się na niewolnicę w żadnej postaci

  18. Podobno w niektórych ciepłych krajach blondynki nie występują naturalnie, dlatego takie zainteresowanie. Ale handel ludźmi chyba jest karalny?

  19. Faceci to egoiści!!!
    Nawet w takiej chwili myślał o sobie!!!
    Oj Jaga, Jaga jedź z nim do Chin i sprzedaj go za ryż , po czym kup sobie Chińczyka..

    Oni jedzą mało nie piją piwa i w zasadzie tylko pracują
    No żyć nie umierać

  20. Niby śmiesznie, ale jednak strasznie. Niby się uśmiechnęłam, ale jak tak czytałam bardziej, to mnie wqrw łapał coraz większy. Powiedzą: wincyj dystansu, nie masz poczucia humoru, ale kiedy pomyślę sobie, jak to się mogło skończyć i jak często ma to tam miejsce, to coraz mniej zabawne mi się to wydaje :/

      1. Może to i lepiej. Wtedy nie patrzyłaś na to w ten sposób i skończyło się tylko tak. A kto wie, jak by mogło… Więc może to i lepiej.

  21. hahaha…
    Oboje jesteście niesamowici <3 cudna przygoda. Nie miałaś stracha, ze jednak w końcu namówią Męża i się skusi ???
    ( uwielbiam Twój sposób pisania <3 )
    Pozdrawiam serdecznie, Agness <3

    1. Wtedy do piany doprowadził mnie komentarz tłumacza….Dał mi do zrozumienia że towar nie wart ceny jaką starzec proponował 🙂 Pufff, taka zniewaga

  22. Chamski komentarz tłumacza- bez komentarza.
    A Mąż mógł wymyślić jakiś bardziej romantyczny powód, np. że Cię kocha i nie może bez Ciebie żyć 🙂 Przynajmniej ja bym takiego oczekiwała 😉

  23. I trzymaj się Jago tak wspaniałego męża. Nie odda Ciebie nawet za stado wielbłądów.
    Niemniej ostatnie zdanie wywołało na mnie taki uśmiech, że musiałam przetrzeć ekran z wody, którą piłam 😀
    Serdeczności.

  24. No i właśnie – też tak myślę i myślę…i dochodzę do wniosku…gdzie on by je pomieścił? Trzeba by zainwestować w jakąś konkretną działkę, przygotować teren…nie taka inwestycja cudowna jak się maluje 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *