Bogowie

Pierwszy dzień świąt. Wielkanocnych zresztą. Mówiłam już, że nienawidzę świąt?

Ojciec poczuł się tak fatalnie, że nie był w stanie stanąć o własnych siłach na nogach, miał zadyszkę. Przejście kilku kroków można było porównać do wyprawy himalaistów na K2.  Brat wezwał pogotowie. Tatuś, przedni mówca, facet z darem przekonywania, wmówił ratownikowi, że sumie to czuje się rewelacyjnie. W końcu okaz zdrowia – facet, 80 lat, który twierdzi, że nic mu nie jest, mimo, że nie jest w stanie samodzielnie zrobić trzech kroków. Panowie w pomarańczowych wdziankach zabrali go na SOR. SOR. Porażka służby zdrowia. Nieporozumienie. Wytwór chorej wyobraźni obłąkanego, nawiedzonego wizjonera, który nigdy z bliska nie widział chorego człowieka. Siedzimy . Czekamy. Zero informacji. Godzina, Dwie. Trzy. Cztery. . . Wchodzi, a raczej wtacza się babeczka w wieku około 30 lat. Mamrotała coś pod nosem. Wyraźnie chciała zasięgnąć informacji w okienku przeznaczonym do tego celu. Chyba coś poszło nie po jej myśli bo wróciła do poczekalni wyraźnie poirytowana. Rozkręca się kobitka, coraz głośniej mówi. Zaczyna od słów powszechnie uznawanych za obraźliwe za wulgaryzmy i przekleństwa. Później jest coraz gorzej. Mówi coraz dosadniej. Oczekujące tam dzieci były wyraźnie  rozbawione, ba !!! Były zachwycone. Zawsze to chwila rozrywki. Ktoś nieśmiało zwraca jej uwagę że nie jest sama. Ale ta uwaga wywołuje odwrotny skutek. Kobieta wyklina i złorzeczy na całe gardło. Pojawia się ochroniarz, który strasznie, ale to strasznie nieudolnie próbuje nakłonić kobietę, żeby opuściła szacowny przybytek. Zaczyna się pyskówka. W końcu pijana poddaje się. A raczej turga się. Zatacza. Lezie po ścianie. Wychodzi. Efekt zamierzony osiągnięty. Ale ponieważ moim priorytetem jest tato to jakoś przestaje śledzić los pijaczki. Po 8 godzinach wzywa mnie lekarz. I co się okazuje? Że mój ojciec jest okazem zdrowia. Że niepotrzebnie wzywaliśmy pogotowie, że nie ma o co się martwić. Serce jak dzwon, cukrzyca pod kontrolą. Nie ma się czego czepić. Ojciec który  nie jest w stanie przejść samodzielnie kilku kroków nie dostaje przy wypisie karetki… uzasadnienie? Ojcu nic nie jest – transport medyczny przysługuje jedynie osobom leżącym. Nosz qrwa, a mój ojciec był biegający?? Łaskawie się zgadzają, żebyśmy podjechali prywatnym samochodem na podjazd dla karetek. Ojca „podrzucają”  nam do auta na wózku. No ale po co skori jest chodząco-biegający. Wracamy do domu… Kolacja, leki…Rano śniadanie ma przygotować i podać ojcu brat. I tu napisałabym, że znów powtórka z rozrywki, ale z rozrywką nie miało to nic wspólnego. Znów jakieś pieprzone Déjà vu. Znów tato nie może oddychać, nie może ustać na nogach. Tym razem przybyli w karetce ratownicy mieli mało wspólnego z profesjonalizmem. Dwóch obrażonych chłoptasiów, którzy na nas wyładowywali swój gniew i frustracje, że muszą pracować w święta. Nie chce mi się przytaczać idiotycznej rozmowy, która przypominała przepychankę małoletnich cwaniaków, którzy ominęli kilka szczebli w karierze naukowej. Zwłaszcza w tej podstawowej. Nie mówiąc już o ich etyce zawodowej. Kiedy wreszcie ustalili, że tato się sam wywrócił, że nadal ma duszności, że jest stary, że nie chcemy się go pozbyć, że boimy się o jego zdrowie i życie raczyli zabrać go do karetki. Znów pieprzony SOR. Znów te same rytuały. Znów nasze przerażenie i niedowierzanie, że tak wygląda służba zdrowia z drugiej strony. Słowa: znieczulica, olewatorstwo i brak empatii nabrały innego znaczenia. I jak w dniu poprzednim całą sytuacja powtarza się. Byliśmy bezradni i bezsilni. Po kilku godzinach spędzonych w tym cudownym przybytku zwanym oddziałem ratunkowym po raz kolejny żaden z pracujących tam lekarzy nie uznał za stosowne, żeby położyć na oddziale szpitalnym 80 letniego człowieka, który został przywieziony karetką drugi dzień pod rząd i to wcale nie dlatego, że rodzina chciała pozbyć się balastu i nie dlatego, że nie mieliśmy fajniejszego pomysłu na spędzenie świąt i postanowiliśmy rodzinnie koczować w poczekalni z zawirusowanymi dziećmi, pijakami i przerażonymi ludźmi. Być doktorem na SORze to niemalże jak być decydentem o czyimś życiu albo śmierci, o czyimś być albo nie być. Panowie życia i śmierci tym razem byli łaskawi i po 9 godzinach udawadniania nam, że ojciec jest zdrowy nakazali odwieźć go karetką. Dobry pan doktor, ludzki pan. Mimo zapewnień, że tato nie kwalifikuje się do leczenia szpitalnego żadne z nas nie odważyło się zostawić ojca bez opieki na noc. Rano, pomimo dwóch upojnych dni spędzonych na SORze, uruchomiłam swoje szare komórki, wzięłam wyniki badań i w ciągu kilku godzin tato był już na oddziale szpitalnym. Zaczęli mu robić badania żeby dociec przyczyny tak raptownego pogorszenia stanu zdrowia.  Niestety, nie zdążyli z pełną diagnostyką. Ustalono, że serce pracowało w 12 %. Pozostaje pogratulować fachowego podejścia do swojej pracy wszystkim pracownikom SORu i lekarzom. Brawo. Aż żal, że na wieńcach złożonych na grobie taty nie było żadnego z  z napisem „Od ratowników i lekarzy SOR-u dla zdrowego symulanta.”

 

38 Replies to “Bogowie”

  1. Boże! Jaga…
    Bardzo mi przykro, bardzo! Nie wiem, co napisać, to jest coś okropnego, co się w głowie nie mieści.
    Mocno cię przytulam, i jestem myślami…

    1. Bóg miał niewiele do powiedzenia…. Decydowała przemądrzała gówniarzernia z tytułem lekarza medycyny dorabiająca na SOR-ze.
      Dzięki

  2. Jaga, w tym kraju wiek po 80-tce przesadza o tym, ze pacjent nie bedzie leczony, za dlugo juz doil ZUS, wystarczy. Mojego ojca nawet nie probowali leczyc, a na sorach umieraja juz 30-latkowie, w szpitalach male dzieci. Znow ukrocili srodki na sluzbe zdrowia, bedzie wiec tylko gorzej. Lekarze to okazy arogancji, pewnie sa sfrustrowani, ze im nie udalo sie jeszcze wyemigrowac, zeby pracowac za bardziej godziwe pieniadze. Pacjenci tylko im przeszkadzaja. Wszystko zdolalam poznac i tez bylam taka bezsilna, choc mialam ochote kogos zabic.
    Zaloz sutanne czy inny habit, bedziesz miala za darmo leczenie, na swiatowym poziomie, reszta niech schodzi.
    Trzymaj sie… jakos…

  3. Jaga podpisuje się pod tym co napisała Pantera, to dziki skurwysyński kraj w którym człowiek się nie liczy, liczy się WYBORCA. i ksiądz
    współczuję bardzo.

  4. Przykro mi Agnieszko! Twojemu ojcu nie poszczęściło się ze służbą zdrowia, ale za to nie zabrakło mu córki. Tak, jak pisze Anna Maria P. lekarze selekcjonują pacjentów wedle uznania, nie informują czy w ogóle leczą, czym leczą. Pytasz dermatologa, czy maść ma sterydy – powie Ci że nieee, po czym w składzie maści się znajdują. Innym razem neurolog nie wypisuje mi badania na badanie EMG bo nie widzi potrzeby, tymczasem w badaniach prywatnych wychodzi mi uszkodzenie nerwu, które bez rehabilitacji by się pogłębiało. Decydują za nas. Tratują nas jak kupę mięcha, której warto pomagać lub warto stopniowo się jej pozbywać. Można to tłumaczyć cięciami budżetu, ale to ostatecznie od postawy lekarzy zależy, jak będziemy leczeni.

  5. Współczuję serdecznie.
    SOR w Polsce pogarsza się z roku na rok.
    Z rozpoznaniem tamponady serca, w 2009 r mój mąż czekał na SORze 2 godziny, a jak powszechnie wiadomo tamponada serca grozi zgonem. Od pewnego czasu na SORach w Polsce urzędują lekarze młodzi, którzy tak naprawdę nie mają bladego pojęcia co z tym pacjentem zrobić, jak go ratować.
    Tu czekałam na SORze ok. 3 godzin, bo pierwszeństwo miały karetki, a ja zostałam przywieziona przez rodzinę, zresztą moja sytuacja nie wymagała pośpiechu ze strony lekarzy. Zrobili RTG, zapakowali na oddział i już.
    Po 18 dniach zostałam zawieziona karetką do domu, chociaż już
    mogłam chodzić o kulach.
    A przed wypisem szpital dokładnie wypytał rodzinę jakie mam warunki w domu i zamówił dla mnie kilka sprzętów ułatwiających życie- kule, patent do podnoszenia rzeczy z podłogi, patent do wkładania skarpet, specjalne krzesło do kąpieli.
    A należę tu do zwykłej kasy chorych, tej “najuboższej”.

  6. Bardzo mi przykro, wyrazy współczucia 🙁
    można by pisać o kolejnym przypadku złej opieki SOR, tyle jej ostatnio w mediach, ale nie będę, to nie przypadek tylko osoba potrzebująca rzetelnej pomocy, tata, mąż, dziadek kiedy indziej mama, córka…

  7. Brak mi słów na okazanie Wam współczucia..
    Sam fakt, że starszy człowiek ma problem z chodzeniem świadczyć może o złej pracy serca, ciśnieniu, może też wskazywać na wylew
    3 lata temu opiekowałam się 90 letnim staruszkiem.
    Symptomy wylewu to przewracanie się, brak poczucia równowagi
    Gdy upadł na podłogę i stracił przytomność , ułożyłam go na lewy bok i podkurczyłam nogi do brody, bo sądziłam , że to serce.
    Po wezwaniu karetki lekarz wezwał helikopter , bo chcieli go ratować w dostępnej klinice…
    Obowiązkiem lekarza jest ratować
    Zawsze ratować

  8. Przerabiałem ten pierdolony SOR sam, z mamą i z żoną. Jedynym rozwiązaniem jest chyba wypicie kieliszka wódki i kłamstwo, że znalazło się pacjenta w parku, gdyż wtedy wszystko jest poza kolejką. Bardzo Ci współczuję! Żałuję, że nie wyjechałem z tego kraiku, gdy jeszcze mogłem.

    1. Czekam aż ktoś się wqrwi i bombę tam podłoży….Może wtedy ktoś będzie dociekał dlaczego. Przecież tam powinni pomagać a nie zlewać i mieć w dupie całokształt

  9. Prawdziwy dramat… Brak słów pocieszenia bo o zrozumieniu nawet mowy nie ma. Przecież na tych SOR-ach pracują lekarze! Chyba, że nie?
    Współczuję z całego serca.

    1. Wiesz, co? Weterynarz do którego jeżdżę ma więcej zrozumienia, empatii i współczucia dla moich zwierząt niż te przygłupy. SOR-y w naszym kraju to jakaś parodia służby zdrowia i medycyny

    1. Frau Be.. a co mi to teraz pomoże? Tato nie żyje, SOR istnieje i będzie mordował dalej – ktoś na to pozwala. Życzę im bomby. Trzęsienia ziemi, 7 plag egipskich. Wszystkiego najgorszego. Personalnie . Bezczelnym i niedouczonym ratownikom i lekarzom którzy liczyli dnówkę (notabene za te dwa dni świąteczne miałwięcej niż Ty zapierdalając cały miesiąc i nie uśmiercasz nikogo mimo, że pewnie nie raz masz ochotę ) Zarozumiałym fiutom i głupim gęsiom które nie potrafiły prawidłowo przepisać peselu z dowodu ani podać prawidłowo swojego numeru telefonu

        1. Popieram ten pomysł. Ktoś musi odczuć konsekwencje swojego braku odpowiedzialności. To nie jest zemsta ale działanie dla dobra innych. Żeby nie mordowali…

  10. Tego chyba nigdy nie zreformują, bo wiele zależy od ludzi, a nie od procedur. Mój tato niedawno czekał 9 godzin, łaskawie do szpitala przyjęli, ale głównie kroplówki podawali.
    Mieliście strasznego pecha do służby zdrowia, współczuję bardzo.

  11. Współczuję, lekarzom teraz niestety najczęściej wydaje się, że są Bogami i wszystko wiedzą bez badań, a tym samym wszystko mogą. A tak nie jest. I Twój tata jest najlepszym przykładem tego, jak to się wszystko kończy…
    Pozdrawiam serdecznie

  12. O kurwa… Przepraszam, ale brak mi słów… Wiem, że są porządni lekarze i dobre pielęgniarki, ale jakoś znikają w coraz większej ilości informacji o tych drugich. Nie wyobrażam sobie, żeby lekarz przechodzący obok cierpiącego pacjenta chociaż nie zapytał, jak się czuje. Żeby tylu ich miało po prostu wylane na chorych. Może jestem idealistką, ale dla mnie to zawód z powołaniem. Oczywiście, powinien być dobrze opłacany, ale nie widzę nawet ułamka procenta usprawiedliwienia dla takiego zachowania.

    Bardzo bardzo mi przykro. I uważam, że ktoś powinien za to zdrowo beknąć.

  13. Jaga, zastanawiałam się, gdzie byłaś jak Cię nie było, ale takie coś przeszło moje wyobrażenie. Nawet nie wiem co napisać, bo cóż mądrego tu można wymyślić 🙁 Jest mi cholernie przykro i przesyłam wyrazy współczucia i uściski. Dla mnie to niedopuszczalne, że człowiek, który ma ratować życie nie ma w sobie ani współczucia, ani poczucia obowiązku nie mówiąc o miłości do drugiego człowieka i poszanowania dla jego życia. Ta polska mentalność to jest coś, do czego za każdym razem nie chce mi się wracać, gdy jestem za granicą. Bo wszystko się kręci wokół kasy, byle więcej, byle mniej pracy. Tylko jak nauczyciel czegoś nie nauczy, to uczniowi nic nie będzie, a na SORze można stracić życie. Bo o co chodzi? Przecież człowiek w tym wieku ma prawo źle się czuć, jest stary. Umiera? No przecież każdy umiera. Tylko co jeśli nie musi? Wychodzi na to, że mają większą władzę niż sam Bóg… Straszne, po prostu wierzyć się nie chce.

  14. Jaguś, strasznie mi przykro, przytulam bo wiem jak boli.
    Na sorze siedziałam i z ojcem i z matką i za każdym razem nie mogłam pojąć jak to jest, że mimo tego całego tumultu tak naprawdę tam się nic nie dzieje. Jakieś pozorowanie pracy czy co?

  15. Bardzo mi przykro i brak mi słów na to, co dzieje się w takich placówkach… Pracuję w małym szpitalu, w którym są tylko dwa oddziały. Pacjenci, którzy wiedzą, co dzieje się na SOR-ze w Szpitalu Wojewódzkim – przyjeżdżają prosto do nas, by uniknąć SOR-u, czyli przykrości i rozczarowań. Mnie i moim koleżankom często “ręce opadają” na to, w jaki sposób pacjent jest traktowany na SOR.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *