106 sprawdzonych sposobów na to…

Nikt nie zna tak genialnych sposobów na to, jak popełnić gafę jak ja…. Mogę zostać autorką poradnika „106 sprawdzonych sposobów na to jak czuć zażenowanie do końca świata i o jeden dzień dłużej”….

Już tak mam, niestety, żeby popełnić gafę i zrobić z siebie koncertową idiotkę, prawie jak w dowcipie o kobietach, nie potrzebuję specjalnych okazji i alkoholu. I bez alkoholu daję radę. A co!! Taka elastyczna jestem. Ktoś podetnie mi skrzydła – polatam na miotle. W końcu Jaga jestem. No i o każdej porażce chcę zapomnieć, ale nie mam demencji ani Alzheimera i pamiętam każdą wpadkę bardzo wyraźnie. Potrafię z siebie zrobić koncertową idiotkę, ot tak, z zaskoczenia. Zupełnie na trzeźwo. Mimo, że w polskim prawodawstwie alkohol nie zalicza się do okoliczności łagodzących, ale moja babcia mawiała „jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera”. Są nieraz takie dni i takie sytuacje kiedy wszystko idzie nie tak.

 

Są takie chwile w życiu kobiety, kiedy to odkrywa, że robi z siebie koncertową idiotkę i żadne działania prewencyjne nie są w stanie tego zmienić. Ustaliłam już, że nie jest to pech – to zwykłe bezmyślne działanie i to nie osób trzecich tylko moje własne. Dobrze mieć możliwość zwalenia winy na pecha, na 13-tego, na czarnego kota, na piątek, na wyjście z łóżka lewą nogą czy do góry tyłkiem… no i sama nie wiem na co jeszcze. Tak też, owego dnia moje wyjście z domu obfitowało w takie zdarzenia, które nazwijmy po imieniu, nie były zbyt fortunne i nie przyprawiały mnie o dumę. Okazało się, że mój dowód osobisty już dawno uległ „przeterminowaniu”. Musiałam zacząć od zdjęcia. Pan fotograf chciał przepędzić mój ponury nastrój być zabawny i zapytał czy wiem, że to zdjęcie wyjdzie okropnie…No, baaaaardzo zabawne dla kogoś, takiego jak ja, kto unika fotografa i zdjęć pozowanych jak zarazy, malarii gangreny czy innego cholerstwa. Ale niestety, miał rację – zdjęcie wyszło okropnie, a może po prostu ja jestem okropna?? Wniosek musiałam zawieźć do urzędu bez zbędnej zwłoki, bo zdawałam sobie sprawę, że czas oczekiwania na nowy, ważny dokument potrwa  2-3 tygodnie. A tu, jak na złość, wszystko szło jak gówno pod wodę. O drobiazgach typu: ja do auta a kluczyki do samochodu w zamkniętym już domu czy powtórne wyjście bez torebki i kolejna próba przedostania się do już zamkniętej, domowej fortyfikacji, nie będę się rozpisywać. Ale najgorsze w tym jest to, że jedno zdarzenie nakręcało drugie, jedna klęska ciągnęła za sobą drugą. A to fotograf akurat wywiesił karteczkę „DZIŚ OTWARTE OD GODZINY 12.00 – PRZEPRASZAMY”, a to na moście sznurówka w trzewikach nagle bez ostrzeżenia się rozwiązała i a ja nie chcąc się narażać na obdarcie politury na twarzyczce bądź wytrzaskanie zębów, swoich własnych zresztą, potykając o wywleczoną sznurówkę, i porysowanie rzeszowskiego trotuaru,  w celu ujarzmienia wyłażącej dżdżownicy z buta musiałam zatrzymać się na środku mostu. Zrobiłam to bez włączenia żadnej sygnalizacji dźwiękowej ani świetlnej. Dziewczę podążające za mną, bezpardonowo wpadło w moją osobę z takim impetem, że tylko barierka na moście uratowała mnie przed niechybnym utonięciem w odmętach Wisłoka. Normalnie bym ją rozszarpała, przynajmniej słownie, ale wiał wiatr tak mocny, że niemalże wywracał, a lżejszym osobnikom ludzkim wskazane byłyby jakieś obciążenia w kieszeniach typu cegłówka.

Nadzierał na głowy kaptury, kapiszony, szale i inne ograniczające widoczność części garderoby wierzchniej,  więc i ja i ona niewiele widziałyśmy. Spowodowałam zagrożenie w ruchu na moście, błysnęłam inteligencją i zatrzymałam bez ostrzeżenia. Odpuściłam ,zażenowana  zresztą własną głupotą. Jak udało mi się załatwić najpilniejsze sprawy, nie powodując przy tym większych strat w ludziach, wybrałam się na zakupy. Potrzebowałam drobiazgu ze sklepiku, do którego wejście, jak się okazało, daleko odbiegło komfortem od moich możliwości psychofizycznych. Do małego sklepiku wchodziło się po 3 stopniach. Drzwi ciężkie i bardzo wysokie….Zauważyłam kartkę „PCHAĆ”. Pchać to pchać. No więc pcham. Pcham. Popycham. Poszturchuje. Szarpię. Napieram. W akcie desperacji próbuję z drzwiami dojść do porozumienie, szukam jakiejś drogi perswazji, mamrotam zaklęcia pod nosem,  namawiając, zaklinając, urabiając i przekonując podłe wrota aby się rozwarły. I co?? I nic i dupa blada….Drzwi pod naporem, mojej bardzo mało filigranowej postury, nie ustępują. Zaczynam się irytować coraz bardziej, tym bardziej, że kątem oka zauważam w środku sklepiku krzątających się ludzi. Ale jakoś nikt na mnie nie zwraca uwagi. Mam ochotę zacząć walić pięścią w drzwi niczym jaskiniowiec Fred Flinstone, wykonywałam nerwowe podrygi i nieskoordynowane ruchy zmierzające do otwarcia tych cholernych sklepowych drzwi, kiedy to na schodach obok mnie stanął facet. Wiekowo mi dorównywał, ale było w nim coś, co wyróżniało go z tłumu. A raczej ponad tłum. Sporo, oj sporo ponad głowy szarych mas. Mój osobisty mąż ma 190 cm wzrostu, Dziecek też nie odbiega normą od genów tatusia, więc wysocy faceci nie robią na mnie piorunującego wrażenia, ale ten gość był wzrostu, którego powstydził by się sam Marcin Gortat…. Duży facet. Bardzo duży. Wielki. Wieża Eiffela.

 

Facet stał jeden stopień niżej niż ja a i tak musiałam nieźle zadrzeć głowę ku niebiosom, żeby zobaczyć…. jego głupawy uśmiech. Nie bardzo rozumiałam przyczynę jego wesołości do chwili kiedy facet, kiedy to ja próbowałam po raz wtóry sforsować drzwi i dostać się do wnętrza sklepiku pokazał mi wiszącą kartkę. Wywieszka była daaaaaaaaaaaaaaaleko poza zasięgiem mojego wzroku – kartka wisiała na wysokości jego czoła a nie moich oczu….Była z metr wyżej, a może i półtora metra. Ponad dwumetrowy człowiek płci męskiej, ze stoickim spokojem kilkakrotnie stuknął długachnym paluchem w informację i nie wypowiadając ani słowa skwitował to jeszcze bardziej głupawym uśmiechem….Miałam ochotę zapaść się w czeluściach rzeszowskich podziemi, zakopać się niczym oswojony kret z przydomowego ogródka. Poczułam się po raz wtóry jak koncertowa idiotka. Na kartce wisiała informacja :

 

 

 

 

Ale kto do cholery tak wysoko wiesza tak ważną dla klientów sklepu informację ?? 

Gość dalej miał na gębie pobłażająco – ironiczno – głupawy uśmiech. Pewnie pomyślał, że kolor włosów zobowiązuje, bo ponoć w Polsce analfabetów nie ma.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

96 odpowiedzi do “106 sprawdzonych sposobów na to…”

  1. Kochana, monologi kabaretowe możesz pisać, jak przeczytałam, to zasypiać będę z uśmiechem na ustach…
    Ja to jednak pechem nazywam, bo jak taki ciąg zdarzeń trudno wytłumaczyć, to musi być pech! A co do zdjęć to tez muszę dowód zmienić i już sie boję, bo na poprzednim zdjęciu wyszłam jak własna babcia, ale moja koleżanka powiedziała do fotografa: mam wyjść ładnie i 10 lat młodziej i była zadowolona z efektu 🙂

  2. Trzeba było nie wracać do domu czyli nie przekraczać progu, bo to pecha przynosi. Reszta doświadczeń z tego dnia nie miałaby miejsca. A jak już się nie dało bez kluczyków jechać samochodem, to trzeba było usiąść w domu, choćby na sekundę. ;-))) Do tej procedury nie trzeba być wcale przesądnym, bo ta reguła zawsze działa. Na "niewierzących" w zabobony też ;-)))

    1. Ostatnio stwierdzam, że nieszczęścia nie chodzą parami, tylko stadami 😉 Choć na szczęście w Twych nieszczęściach nic strasznego się nie stało i oby tak zostało 🙂

  3. Oj Jaga Jaga:) Ale pomyśl ilu osobom- dzięki Twoim gafom- zawitał uśmiech na twarzy czytając ten tekst:) Łączę się z Tobą w zażenowaniu- u mnie takie akcje to norma tylko późno już i mózg nie funkcjonuje na tyle abym mogła sobie przypomnieć przykłady:) w sumie to przyszłam podziękować za przepis- upiekłam chlebek wczoraj- 400g pszennej i 100g razowej. nie wyrósł taki piękny jak u ciebie (chyba z połowę mniejszy xD) ale za to pyszny!!! na drugi dzień mięciuteńki a i myślę że jutro na trzeci też będzie perfekt! Luby się zajada a ja jestem z siebie dumna i jutro piekę następy:) tylko bardziej dla siebie więc mocno ziarnisty:)

    1. Porażka ale nie pierwsza i nie ostatnia 🙂 Cieszę się że chleb Ci przypadł do gustu 🙂 Obiecuję jeszcze wrzucić jakiś przepis

  4. Ojej! To był sklep dla mnie! 😀 😀 😀 Zawsze mnie wkurza, ze wszystko jest tak nisko 😛
    A nie można było zapytać pana u numer telefonu… dla Chomiczka? ;P

    1. Nie pcham palca między drzwi – zresztą facet był dobrze po 40-stce (po co Ci taki stary??) i błyskał obrączką na długasiornym paluchu 🙂

  5. Och,Jaga…Napisz mi tylko czy masz ten dowód czy nie?
    Z moich zabawnych zdarzeń w liceum zapamiętałam jedno,jakiś listopadowy poranek,mglisto,lało jak z cebra.Polonistka długo zachwycala się kunsztem polskich romantykow. A na koniec zapytała nas o ulubiony cytat,słowo daję, ja sie jakoś zawiesiłam i wydawało mi się, ze pytała o temat ostatniej lekcji.Zreszta,robiła to czesto przu okazji uzupelniania luk w dzienniku kiedy to poniosło i straciła rachubew czasu.Czytalam pod lawka świetną książkę, a uslyszawszy swoje nazwisko,zerwalam sie,odwróciłam kartke w zeszycie i przeczytalam głośno, wzbudziwszy w klasie ogólny rechot;"I MOJE Będzie ZA GROBEM ZWYCIESTWO" 😉

    1. Na dowód muszę poczekać…Zgodnie Ustawą z dnia 6 sierpnia 2010 r. o dowodach osobistych (Dz. U. z 2010r., Nr 167, poz. 1131 z późn. zm.)czas oczekiwania na wydanie dowodu osobistego wynosi do trzydziestu dni od daty złożenia wniosku. Poczekam 🙂

  6. E, nie było chyba tak strasznie… A wieżą Eiffla czy fotografem się nie przejmuj – i w ogóle co to za fotograf, który z góry mówi, że zdjęcie wyjdzie źle? To co, nie umie dobrze zrobić?? W dodatku ucina sobie drzemki do południa… Daj spokój, znajdź innego. Wysoki bandzior zamiast się głupio śmiać mógłby być bardziej uprzejmy, a przeciętny przechodzień też powinien patrzeć, gdzie idzie – zamiast wpadać na niewinnych zawiązywaczy sznurówek. Jak widzisz, nie masz powodów, by czuć się głupio. 🙂 To świat, nie Ty.

  7. Padłam 🙂
    Też czasami mam taki dzień kiedy wszystko obraca się przeciwko mnie – wdepnę w błoto akurat wtedy, gdy najbardziej mi zależy, aby się nie ubrudzić, ale oczywiście całe buty mam umazane, ostatnio dostałam od jakiejś babki drzwiami od busa, a ona nawet tego nie zauważyła. Tego samego dnia prawie skręciłam kostkę schodząc z ostatniego schodka. Swoją drogą kto robi schody o nierównej wysokości stopni? 🙂

  8. Ale wiesz…nie każdy tak potrafi, więc jakby nie patrzeć to coś Cię wyróżnia. 😉 A tak serio, po takim dniu to najlepszy na świecie masaż i może coś jeszcze 🙂

  9. Dziwisz się? Powinnaś być już przyzwyczajona hehehe ;))))
    Ale jeśli nie pokazałaś środkowego palca wychowawczyni swojego dziecka to mnie nie przebijesz

  10. Jago gratuluję, pięknie i kabaretowo to opisałaś. Czytając cały czas się zaśmiewałam. Trudno Jago wybacz, inaczej się nie dało. 😉 .
    Pozdrawiam. 🙂 .

  11. Też miewam takie dni ;] Jak się nie udaje, to wszystko po kolei, ale pod koniec dnia już mi się z tego wszystkiego śmiać chce, no bo ile można? Komedio-dramat ;]

  12. 🙂 Hmmm…kiedyś napisałam post o popełnianiu gaf i głupotek, bezsprzecznie wygrał młody człowiek, który na pierwszej randce zeżarł dziewczynie puder w kulkach, bo myślał, że to czekoladowe cukiereczki, tylko już nieco zleżałe. :-0
    Sama też mam trzecie QIU w działaniach tego typu:-) Pozdrawiam. A z wysokim trzeba było pójść na kawę!

  13. Fajnie, fajnie 🙂 z przyjemnością przeczytałam, parę razy szczerze się uśmiechnęlam 🙂 Uwielbiam Twój sposób pisania, jest taki… Szczery, bezpośredni i po prostu miły w czytaniu ("jak gówno pod wodę" to ciekawy związek frazeologiczny, na pewno warty wykorzystania w życiu codziennym 🙂 ).

    Czekam niecierpliwie na kolejne postu, czytam poprzednie i pozdrawiam gorąco 🙂

    Ciepełka i weny

    Martyna z dezawi.blogspot.com

  14. Twój wpis pocieszył mnie, że nie tylko ja mam takie sytuacje i wpadki. A ta sytuacja na moście- wyrzuciłabym tego babsztyla co na Ciebie wpadł właśnie w odmęty rzeki 🙂

  15. Teraz wiem, dlaczego trafiłam na Twój blog;)))))
    Ostatnio , tzn. wiosna 2017 wyrabiałam nowy paszport. Wpierw powiedziałam pani fotografce, ze dala mi nie moje zdjęcie, ale ona przysięgała mi że na tym zdjęciu to ja jestem. Z tymże paszportem przyjechałam tu i musiałam poświadczyć swą tożsamość u tutejszego urzędnika na podst. paszportu i dowodu osobistego. I tu zaczęła się Bonanza, bo w naturze nie jestem do siebie podobna ani na zdjęciu w paszporcie, ani na zdjęciu w dowodzie ani na zdjęciu w prawie jazdy. Po pół godzinie jęczenia, kręcenia głową i dziwienia się pani urzędniczka wreszcie uległa mym namowom i poświadczyła, że to ja złożyłam podpis pod wnioskiem do banku. Trochę ją rozumiem, ale na zdjęciu byłam : uczesana, kolor włosów ciemna czekolada, oko zmalowane, ust koral też, a przed nią stała stara baba z siwymi odrostami, a tak dokładnie z 3 kolorami na łbie , rozczochrana i nie umalowana.
    A drzwi to mnie nie lubią, zawsze otwierają się w inna stronę niż mnie się wydaje.
    Fajnie, że to napisałaś, od razu mi raźniej, jestem niej osamotniona;)

    1. Hmmm, w dowodzie mam takie zdjęcie że podróżując po Europie muszę udowadniać, że ja to ja 🙂 Komedia dopóki nie przychodzą faceci w kominiarkach z kudłatymi kumplami i owi kumple obwąchują moje bagaże

  16. To ja uśmieszek podobny do drągalowego zobaczyłam na ustach ucznia gdy szukałam przyczyny braku dźwieku z komputera… czego ja tam nie robiłam, a jakoś nie zauważyłam wyłączenia ikonki tam na dole na pulpicie…
    Także nie jesteś osamotniona ☺

  17. Wszystko przez to, że gdy dziewczę wpadło Ci na plecy, nie splunęłaś przez lewe ramię (3 razy) i nie spaliłaś jej włosów, a popiołu nie wrzuciłaś do tej całej Wisłoki! Czasem trzeba pomyśleć racjonalnie, a nie tylko się żalić się całemu Światu!

  18. Ojtam-ojtam, każdy może czasem nie przeczytać karteczki na drzwiach sklepu, szczególnie kiedy krzątają się tam ludzie i rzeczony sklep wygląda na urzędujący. 🙂
    Co do innych zdarzeń – bardzo muszę uważać, żeby mnie się to wszystko nie przytrafiało na co dzień, bo mam do tego wybitne skłonności. A już wracanie do domu z różnych przyczyn po 3 razy to norma.
    Także witaj w klubie. 🙂
    Pozdrowienia wiosenne

  19. To koniec? Czuję niedosyt.
    A powinno być “Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza”… Tak to powinno być.
    Tę książkę to spokojnie możemy napisać razem.

    1. Jak widzisz nie zawsze przysłowia mądrością narodów 🙂 Ja nie wysoka a …. Spokojnie , mam już kilka rozdziałów prawie gotowych 🙂

  20. O matko, przypomniałaś mi, jakie ja mam durne i paskudne zdjęcie w dowodzie. Aż mi wstyd go pokazywać…

    Chyba każdy czasem tak ma, że go zamroczy. Pozostaje tylko uciec z miejsca zdarzenia, wcześniej porządnie ukrywając zwłoki świadka 😉

  21. Przez to zdjęcie muszę się wszędzie tłumaczyć , że tamta ze zdjęcia to faktycznie ja. Uciec i owszem, ale za duży był żeby go ukryć po uprzednim mordzie

  22. przeczytałam wczoraj i humor mi się nieco poprawił ))
    widzę sister, żeś podobnie zakręcona ale jeszcze awantury nie zrobiłaś ? prawda? bo ja to bym już dźwięki wydawała zza tych drzwi…

  23. Każdemu zdarza się czasem gorszy dzień ale i tak, gdy się już wydarzy, zawsze mam wrażenie, że to tylko ja robię takie głupoty, że nikt inny by takiej gafy nie palnął itd 🙂 a co do zdjęcia do dowodu, to ja wyszłam na swoim jak chomik poszukiwany listem gończym…

    1. Nie czuj się odosobniona 🙂 “chomik poszukiwany listem gończym…” błachachacha …. to tak jak ja…. tylko jeszcze z wytrzeszczem

  24. Wyczerpałaś pechowe sytuacje do końca roku! Teraz już będzie głaciutko, leciutko i bez bólu!
    Tego Ci życzę i serdecznie pozdrawiam.

  25. Myślę, że mogłabym zrobić Ci konkurencję w tych gafach, tyle, że ja się do swoich przyzwyczaiłam. Przeglądam się czasem w witrynach sklepowych i czasem ze wstydem zauważam, że ekspedietki się na mnie gapią:(

    1. Może załóżmy jakieś stowarzyszenie blondynek albo coś w tym stylu …. Nie przeglądam się w w witrynach bo widzę jakąś grubą babę która mnie zjadła 🙂

  26. kiedy się dział impulsywnie zdarzenia dzieją się dość przypadkowo i są nieprzewidywalne. ale chyba to lepsze od realizacji kolejnych punktów kalendarza codziennego. brrr… żyć, żeby “odptaszkować” obowiązkowe punkty programu w kapowniczku…

  27. Jaga, facet miał po prostu dobry wzrok bo książek nie czyta.
    Weszłam do drogerii Rossmann tylko po olejek do włosów za 4,50
    Ochroniarz przy wypełnionym po brzegi sklepie prosi mnie na zaplecze, a ja głupia za nim
    Tam dopiero mi oświadczył że podobno wyniosłam w kieszeni perfumy i to te drogie.
    Myślałam, że dziada uduszę.
    Ja kuźwa nawet kraść nie potrafię!

  28. Pech w zasadzie nie istnieje, zdarza się natomiast coś takiego jak złośliwość przedmiotów martwych ;))) I ja o tę złośliwość posądzam wywieszkę na drzwiach „pchać”. Odwróciła się. Powinno być „ciągnąć”, gdyż wszystkie drzwi wejściowe muszą się otwierać na zewnątrz! To by wprawdzie nie zmieniło Twojego położenia, ale może zrezygnowałabyś wcześniej, nim ten drągal poczęstował Cię uśmiechem. A co do fotografii na dowód osobisty. Tu też są teraz pewne wymogi, wg których nie masz szans na artystyczne zdjęcie z retuszem. Osobiście już nie patrzę na swój dowód osobisty…

  29. Ja również mam czasem takie dni, gdy najprostsza sprawa jest kolosalnym problemem, a to co przed oczami jest zupełnie niewidoczne. ;))) Ostatnio mam fazę potykania się o różne rzeczy i samą siebie na dokładkę. 😉 Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  30. Łączę się w bólu. Są takie dni, że wszystko idzie jak po grudzie. A jeśli dany dzień naznaczony jest wizytą u fotografa, to wiem, że już nic pozytywnego w tym dniu się nie wydarzy 😛

  31. Ojej, jak to dobrze przeczytać, że ktoś też ma takie przygody! Choć nie powiem, jesteś faktycznie mistrzynią i jak nic powinnaś wydać tę książkę z instrukcjami i przykładami! Będę pierwszą, która kupi 😉
    Ja wiem, że to może być frustrujące, ale z drugiej strony zobacz ile radości dostarczasz ludziom :)))

    Jeśli chodzi o dowód, to szkoda, że nie wiedziałam, że robisz, bo bym Ci podpowiedziała, że wszystko można załatwić przez internet. Łącznie z samodzielnym wykonaniem zdjęcia. Ależ mieliśmy ubaw z pozowaniem, bo jako, że uśmiechnąć się nie możesz, to oboje na każdym wyglądaliśmy jak 5 minut po aresztowaniu hahaha. No, ale zagroziłam brakiem obiadu na następny dzień i mąż w końcu zrobił mi takie, które mnie zadowoliło 😛 Na dokument czekaliśmy 2 tygodnie.

    1. No dobra – przyjęłam gratulacje dla największej ofiary… Kiedy wyrabiałam dowód nie można było jeszcze przez internet. Musiałam być osobiście. Teraz już wiem, że można

  32. Zdjęcia do dowodu robią teraz wyjątkowo niekorzystne. Tez niedawno musiałam je zrobić i tez nie był to udany dzień.
    A co do drzwi to przypomniałas mi, jak się uśmiałam niedawno z faceta, który u mnie w pracy chciał być uprzejmy i otworzyć drzwi, żeby mnie w nich przepuścić i uparcie ciągnął zamiast pchać, dopóki go nie uświadomiłam… 😉

    1. No pewnie – nabijaj się , nabijaj:) Ciągnąć – pchać – kto by to ogarnął:) Skoro wszyscy wychodzą na tych zdjęciach jak na liście gończym to pytam PO CO????

  33. Ależ no co ty! Wiadomo, że tak bywa, można się zakręcić, jak człowiek ma za dużo na głowie i kiedy czynności musi bardzo skondensować w czasie. A już szczególnie człowiek kobieta, co 5 rzeczy na raz robi a o dziesięciu innych mysli w tym czasie. Rozgrzeszam! 😉

  34. Kochana Jago, nie tylko Ty masz takie wpadki 🙂
    ja jestem jajcarzem w pracy i mimo wszystko też robię innym dowcipy, aby zmiana nie była zbyt nudna – tak mam i jak chcą ze mną robić ludzie – muszą to przeżyć 😀

    A wpadkami się nie przejmuj, na każdego przychodzi prędzej czy później odpowiednia wpadkowa pora.

Pozostaw odpowiedź boja Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *