Mój mąż sypia z wariatką …

…i stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Na nic próba

zwalczenia szaleństwa. Na nic próby pilnowania się, szturchania i samopouczania. Wariatka pozostanie wariatką. Nie chodzi mi o drobne szaleństwa w stylu “nie lubię latać samolotem”, czy “mam lęk wysokości”, bo z tym się jakoś oswoiłam i nauczyłam żyć. Chodzi mi o rzeczy, które dla wszystkich wokół wydają się niezrozumiałe i patrzą na mnie jak był była uciekinierką z domu wariatów albo przynajmniej pensjonariuszką oddziału psychiatrycznego na chwilowej przepustce. No a dla mnie są to rzeczy po prostu nie do przyjęcia.

Będąc na jakiejś kolacji w restauracji zamówiłam wodę gazowaną. Dostałam. I do niej szklankę w stylu coca-cola. To kształt szkła z którego żaden napój nie przejdzie mi przez gardło.

Idiotyczne? Może…Nie będę wdawać się w szczegóły tej obrzydliwości, ale nie wypiję i już. Poprosiłam o wymianę szklanki, pani zapytała czy szklance coś jest, czy brudna czy coś z nią nie tak….Nie , po prostu chcę inny kształt. Dlaczego to się wydaje takie dziwne?? No i ten wzrok skierowany na mnie i mówiący “KOBIETO JESTEŚ WARIATKĄ i chyba coś z tobą, a nie z tą szklanką, jest nie tak…” W razie niemożliwości wymiany na inny  wzór czy model szklanki piję po prostu z butelki. I nie pytajcie dlaczego – ze względów estetycznych nie powiem co mi przypomina picie z tej szklanki. Po prostu fui i fujjjj.

Wariatka, prawda?

Chodzę na siłownię. Regularnie. Ale nie za żadne skarby świata skorzystam tam z prysznica. Zresztą nie tylko tam. Każdy prysznic, który jest tłumnie odwiedzany, u mnie  od razu jest przekreślony. Musiałabym najpierw zaatakować go butlą z etykietką Aerodesin 2000. Defekt taki, ale chyba za długo pracowałam w miejscu, gdzie widziałam “efekty uboczne” korzystania ze wspólnych łazienek i natrysków. No i znałam wyniki badań. Oczami wyobraźni widzę dermatofity chodzące czwórkami i żadne klapki mi nie pomogą zapobiec Tinea pedis. A wiem, że leczenie jest długie i uciążliwe, więc wolę wskoczyć w auto, jechać z choinką zapachową i wejść w domowy zdezynfekowany prysznic.

Wariatka, prawda?

Mimo, że staram się być otwarta na nowości to żadną miarą nie mogę się przełamać, żeby spróbować surowej ryby. Żadna mątwa, kałamarnica czy inna ośmiornica nie jest mi już straszna, spróbowałam i nawet przechodzą mi przez gardło. Ale na surowo to mogę warzywa zjeść. Żadne walory smakowe czy odżywcze nie są w stanie mnie przekonać. Czuję wewnętrzne fuj i nie dam rady…Najgorsze, że ten smak wyczuję nawet w najodleglejszych zakamarkach sałatki.

Wariatka, prawda?

Odkąd mieszkamy na peryferiach miasta (terytorialnie to wieś) przyzwyczaiłam się do odwiedzin różnej maści owadów. Nie straszne mi pająki, wielkie ćmy czy inne latadełka. Nie pałam do nich miłością wielką i prawdziwą, wręcz nie przepadam za nimi, ale pomagam im opuścić nasze domostwo starając się nie robić im krzywdy przy okazji. Nawet mi to wychodzi. Pająki lądują za oknem posiadając jeszcze wszystkie odnóża a ćmy czy inne skrzydlate nadal mogą latać. Tylko na świeżym powietrzu. Ale nie mogę zdzierżyć much. Dla mnie to siedlisko bakterii, chorób i syfu różnorakiego i jeśli takowa franca lata pod sufitem, dotąd się czaję, aż ją zgładzę. Zupełnie i całkowicie. Na śmierć. Ale żadną miarą nie wezmę jej w palce. Żywej ani martwej. Do podniesienia jej potrzebuję niemalże być odziana, jak do utylizacji odpadów radioaktywnych.

Jeśli podczas mordu spadnie na blat kuchenny przeprowadzam dezynfekcje, fumigację i inne egzorcyzmy mające na celu odkażenie miejsca w którym poległa mucha. Wtedy mogę dokonać dezaktywacji i utylizacji.

Wariatka, prawda?

W domowej kuchni posiadamy sztućce.  Do dziś nie wiem dlaczego jednego kompletu po prostu nie walnę w kosz na śmieci…Jeśli któryś z domowników się pomyli i nakrywając do stołu po prostu mi go położy obok talerza a ja go przez nieuwagę i zamiłowanie do jedzenia wsunę go w paszczę zaraz z obrzydzeniem ciskam nim przez długość kuchni, trafiając celnie do zlewu, tracąc ochotę na jedzenie, ale tylko tym sztućcem. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Nie znoszę tego modelu widelca i już. Po wymianie na inny kształt kontynuuję pochłanianie posiłku. Widelec powoduje u mnie niezrozumiały atak wstrętu a moi domowi faceci patrzą na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

Wariatka, prawda?

Ostatnio doszło kolejne zachowanie świadczące o niestabilnej a wręcz zachwianej psychice. Nie wjadę na skrzyżowanie gdy w pobliżu stoi TIR. To akurat, po moich   przeżyciach, jest to wytłumaczalne, ale przecież do cholery, nie każdy kierowca tego giganta to bezmózg.

Wariatka, prawda?

I to, jak nic, kwalifikująca się do indywidualnej terapii u psychiatry. Ale jakoś te dziwactwa to dopiero wierzchołek mojej prywatnej góry lodowej. Na moje liście są jeszcze słowa i teksty wypowiadane przez innych, działające na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Jedno słowo czy zdanie jest mnie w stanie rozsierdzić, zbulwersować czy rozdrażnić na długi czas i tak wyprowadzić z równowagi, że im tego nie zapominam. Nauczyłam się z tym żyć, zachowywać pozorny spokój i nie dawać po sobie poznać, że jestem wariatką, ale o tym może kiedy indziej…

81 odpowiedzi do “Mój mąż sypia z wariatką …”

  1. Hm… rozumiem publiczne natryski, owoce morza (oj, jak rozumiem!), muchy (jeszcze lepiej to rozumiem T., mąż znaczy), no i oczywiśćie TIR-a rozumiem. Ale szklanki i widelca, choć próbowałam ogarnąć na różne sposoby) nie umiem sobie wytłumaczyć. I przyznam się (tylko nie bij), że przy tych dwóch rzeczach przeleciało mi przez głowę, że to jakiś bzik jest ;-)))

  2. E, no to normalne nerwice natręctw przecież, a nie wariactwo, mnie by wobec tego nigdy na żadna przepustkę nie wypuścili. Chyba nie zacznę wypisywać, co u mnie w tym temacie, bo strony zabraknie:). Herbata tylko w czarnym kubku, sztućce podobnie, ciuchy kolorami, skarpetki złożone tak, a nie inaczej, i cała masa podobnych… A źle bardzo reaguję na pająki, w sensie nie mogą być ze mną w jednym pomiesczeniu, wychodze, wybiegam, wyskakuję. Dobrze, jeśłi bez krzyku. Ciągnąc dalej?

  3. Wariatka wariatką, ale są tacy ludzie co lubią wariatów! Na przykład ja (faktycznie sama do normalnych ludzi nie należe, ja natomiast nie zabijam pająka, tudzież muchy lecz wywalam żywą przez okno…bo taka biedna była). Bardzo fajny pozytywny blog, a nie taki smętny smutas! 🙂
    Pozdrawiam a w wolnej chwili zapraszam na mojego nowego forever–child.blog.pl

  4. Każdy ma mniejsze lub większe wariactwa, staram się nie przejmować drobiazgami, ale życie składa się właśnie z drobiazgów, więc mam prawo do kapryszenia. Kobiety w pewnym wieku dobrze wiedzą czego chcą, co lubią a czego nie cierpią i nie należy im tego oferować, podawać albo wchodzić w drogę, jeżeli jest się marnym owadem. Pozdrawiam 🙂

  5. Też bym odkażania nie wytrzymał. Mam znajomą, która wszystko zalewa domestosem. Lubię ją, jak zaproszę, to cały dom na wsi do czysta wysprząta 🙂 Jej mąż się przyzwyczaił…

    1. Do odkażania, po muchach, blatów kuchennych mam rozpylaczu od kwiatków wódkę z wodą z rozduszonymi goździkami. Odkażone i ładnie pachnie.

  6. Moim zdaniem to też jeszcze nie wariactwo… jako ciekawostkę powiem Ci, ze mój dziadek potrafił wyjąć muchę z zupy i nie brzydził się, ale broń Bóg , aby gdzieś włos przyuważył…mawiał, że nie ma większego brudasa, niż człowiek:-)
    Owoce morza lubię, ale muszą być dobrze zrobione.Za nic natomiast nie zjem nic tłustego, smażonego na węgiel itp.

  7. Takie wariactwo może być, tym bardziej, że ja też się załapuję. 😉 . 🙂 .
    Muchy też zabijam na śmierć 😉 i jak na blacie jest mord, to też "odkażam".
    Pozdrawiam Jago. 🙂 .

  8. Jak to dawno teak na prawdę nie jest normalnymu śpiewały fasolki "każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma"…
    Bez obrazy dla innych, ale nikt w zasadzie, tak na prawdę nie jest normalny, każdy ma jakieś fobie większe lub mniejsze, jest w jakimś stopniu Mizofonikiem (tutaj pisałam o tym u siebie http://gabunia76.crazylife.pl/2016/04/05/gdzies-ty-sie-chowal-czlowieku/ ) cos lubi, czegoś innego wręcz nie cierpi itp. Dla niektórych nasze zachowania mogą wydać się co najmniej dziwne, ale dla nas samych są najzupełniej oczywiste i uzasadnione.
    Ja np. tak jakoś dziwnie zostałam wychowana, czy może nauczona przez życie, że staram się jak najczęściej tolerować wszystko i wszystkich, nawet jak mnie to strasznie wkurza i nie do końca się z czymś zgadzam, natomiast już inni niekoniecznie szanują mnie i moje zachowanie oraz poglądy w danym temacie.
    Co do Twoich nienormalności 😉 faktycznie obrzydzenie do szklanki i widelca mnie zadziwia. Owoce morza lubię, może nie wszystkie, ale jak nie znam jakiegoś smaku, to staram się próbować i raczej nie odrzuca mnie wygląd tylko zapach (smród) BLEE … Z dezynfekcją nie przesadzam, bo można przedobrzyć w drugą stronę, odkażam rany, i myję ręce mydełkiem antybakteryjnym. Natomiast robale i owady, FUJ nie cierpię, więc jak widzę to tłukę na kwaśne jabłko (muchy, pająki, mrówki, komary) reszcie staram się zwracać wolność 🙂

  9. Do szklanki trzeba wrzucać lód – ciepły glut jest wtedy do uniknięcia… Inna sprawa, że wtedy lód się roztapia i na dnie szklanki już nie jest tak dobre, jak na początku, ale cóż… Widelce rozumiem całkowicie. Ja również musze mieć określony ksztalt sztućca, aby nim zjeść – wyjątkiem są tanie jadłodajnie, w których zdarzyło mi się spożywac posiłki, najczęściej z konieczności, w czasach zamierzchłych. Wtedy moje standardy spadają do zera mniej więcej i sama obecność widelca jest plusem. Poza tym mam nieco inne "wariactwa", ale ogólnie porównywalne. Na przykład jak mam paczkę długopisów, nie do pomyślenia jest włożyć je w innym porządku (kolorami) niż były oryginalnie. Jeśli czerwony był koło różowego, to świat wali się, gdy na jego miejscu ląduje zielony. No, po prostu to nie do pomyślenia. Jakbyś zamawiała grupową sesję u psychiatry, to daj znać. Już dawno powinnam się na taką udać…

    1. Dobrze, że nie jestem sama:) razem nam będzie raźniej 🙂 Na szklankę mnie nie namówisz już wolę wodę z gwinta pić 🙂

  10. Siostro w wariactwie padnij w me ramiona! Szklanka jeszcze przede mną, ale widelce mam ulubione, kubek do herbaty i kawy (oddzielne oczywiście) takoż. "W gościach" brzydzę się cudzymi kapciami i jeszcze parę takich 🙂

  11. Nie jesteś sama. Myślę że podobnego typu wariactwa ma większość ludzkości (łącznie ze mną), tylko się do tego nie przyznaje. Także spoko- wszystko z Tobą ok 😉

  12. Eeeeeeeeee, jaka tam wiariatka. Każdy ma jakiegoś bzika 😉
    Właśnie zaczęłam dumać, jakiego ja mam. Nic naprędce nie wymyśliłam, ale przed laty moim bzikiem było sprzątanie – w każdej sytuacji i o każdej porze. Gdy przyjeżdżaliśmy na wczasy, zanim weszłam do łazienki, dezynfekowałam całe pomieszczenie 😉

    Pozdrowienia ślę 🙂

  13. Żeby zaraz wariactwa…? Jeśli Tobie i domownikom to pasuje, to nikomu nic do tego. Muszą zaakceptować 🙂

  14. Iiiii tam, jesteś najzupełniej normalna. Surowej ryby ,a ostatnio praktycznie żadnej nie jem, z ogólnych pryszniców nie korzystam i z dziką pasją eliminuję ze swego życia to wszystko czego nie lubię. Może tylko nie mam specjalnej awersji do kształtów, ale mam w domu ukochany widelec i tylko tego używam, ukochany kubek, szklankę i nikomu nie wolno z nich pić, ulubioną łyżkę i łyżeczkę oraz ulubiony talerzyk. A wszystko nim trafi do zmywarki-płuczę wrzątkiem, choć niektórzy się stukają w czółko na ten widok.
    No to witaj Jaguś w “klubie wariatek”. Ja to się urodziłam trzynastego i podobno dlatego mam świra.
    Miłego;)

    1. No dobra – poza zmywarką i stukaniem w czółko nie dziwi mnie nic. Nastawiam zmywarkę na 75 st więc wcześniej wrzątek jest zbyteczny

      1. Ja zmywarkę włączam raz na 3 dni, bo jak się jest tylko we dwójkę i mało się pichci to tego zmywania po 1 dniu niemal nie ma. Po 1 dniu jest w olbrzymiej (jak dla mnie) zmywarce:2 szklanki (mój kubek nie nadaje się do zmywarki, dwa płaskie talerze obiadowe, jeden mniejszy talerzyk, , sztućce, 1 garnek. A jak robię coś tylko na patelni to i ona nie nadaje się do zmywarki. Zmywarka została mi narzucona , ja jej wcale nie chciałam.

        1. Mam funkcję płukania naczyń więc nie płuczę pod bieżącą wodą. No i wrzucam wszystko co się da w zmywarkę, patelnie też 🙂 ale jak miałam poprzednią zmywarkę to też płukałam bo w lecie już po jednym dniu unosił się smród przy każdorazowym otwarciu zmywarki

  15. A mnie te Twoje wariactwa bardzo się podobają:-) Sama mam takich całą masę i nazywam je ‘pozytywnym zakręceniem’.
    Od niekorzystania z publicznych natrysków i własnej łyżki (od innych robią mi się zajady) zaczynając;-)

    1. Jest – nienawidzę latać ale co jakiś czas mimo to wsiadam do samolotu. Nie czynię tego z dziką radością ale jakoś daję radę. Otwarta przestrzeń na wysokości też mnie przeraża . Za nic bym nie wyszła na dach wieżowca – jak o tym myślę to łaskocze mnie pod kolanami

  16. Kiedy moje dziecko jakiś czas temu rozpłakało się tylko dlatego, że na talerzu ziemniaki dotykały mięsa, zaczęłam zgłębiać temat fobii i zastanawiać się, czy ja mam w domu małego Detektywa Monka? 😀 (jeśli znasz serial) Napisałam nawet o tym post, bo okazało się, że po zastanowieniu to ja sama do końca normalna nie jestem chyba 😉 Szklanki z Coli nie cierpię, nawet do Coli. Nie wiem, coś w niej jest nie halo i nie potrafię wytłumaczyć co. Czy to grube szkło może? A może ta cieńsza “nóżka” w porównaniu do reszty. Sama nie wiem. Ale mój mąż już się nauczył, że u nas w domu są “Kubki do kawy” i “Kubki do herbaty” Widelec też mam swój ulubiony. Co z tego, że ktoś mi mówi, że inne są takie same. Nie są. I jak głosi jeden z magnesów na naszej lodówce “Nie próbuj zrozumieć, po prostu mnie kochaj” 😛
    Szczerze i otwarcie przyznaję. Nienawidzę much. Napawają mnie takim obrzydzeniem, że nie wiem, czy Tarantula mogłaby się z nimi równać. Wyrzucając je do śmieci wykonuję ruch podobny do pozbycia się bomby – szybko i uciekać jak najdalej 😀
    I z góry przepraszam wszystkie osoby z ciemnymi włosami, ale nie cierpię ciemnych włosów w umywalce czy prysznicu. Dzięki Bogu u nas w domu wszyscy mają jaśniejsze, bo chyba bym umarła. Nie wiem z czego to wynika, ale jeśli zobaczę takowy w publicznej umywalni, idę umyć ręce gdzie indziej, albo na wdechu spłukuję włos.
    Podsumowując. Kochana, jest szansa, że jesteś normalna, że to nie wariactwo. Ale jest też zagrożenie, że obie mamy nie równo pod sufitem 😉 Tak czy siak, jakby nie było, we dwie raźniej. Bo przecież kto to wie co w dzisiejszym świecie jest normalne 😉

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Szacun, Izzy, odważyłaś się opowiedzieć o ciemnym włosie publicznie. (Co nadal stawia moją wizytę pod duuuużym znakiem zapytania :-D)

      1. Hahaha, czytając wcześniejsze komentarze, nie znalazłam Twojego, więc bałam się, że jeszcze wejdziesz, że zobaczysz, że mnie skreślisz … No i weszłaś, ale jeszcze dajesz mi szansę tak? Czy wizyta pod duuużym znakiem zapytania, bo Ty nie wytrzymasz jak bym Cię goniła “Olitoria! Zabieraj te cholerne włosy z umywalki”, czy ja bym mogła nie przeżyć?
        Wiesz, była ogólnie okazja się oczyścić publicznie. Do tej pory o włosach wiedziałaś tylko Ty 😀
        “Cześć, jestem Izzy i nie potrafię przejść obojętnie obok ciemnego włosa w umywalce” :D:D ( i tu wszyscy biją mi brawo a ja siadam na krześle)

    2. Muchy to paskudztwo – potrafiłam kiedyś zamknąć dom – wyrzucając uprzednio wszystkie futrzaste z domu – pojechałam do sklepu kupić muchozol – zapryskać i później myłam wszystko w domu ,,,, fuuuuuuuuuj…. Szklanki z Coli mają specyficzny kształt 🙂 glut się robi na dnie :(( Taki napis na dom,u se walnę jak Ty masz na lodówce

  17. Uwielbiam Monka – Tony Shalhoub w tej roli był genialny. Pocieszyłaś mnie – nie jestem nienormalna 🙂 jestem w zacnym gronie normalnych … inaczej :)))
    Na dnie szklanki z coca-coli robi się …. glut. Żeby nie wiem co tam było – coli nie lubię ale z wody nawet z lodem na dnie też się robi. Rano mam inny kubek na kolejną kawę już inny. To są małe rytuały zwane przez niektórych paranoją 🙂

    1. Haha, to ja dodam, że też mam inny kubek na kawę, bo rano piję z mlekiem, więc lubię w małym, albo w filiżance. Po południu piję Latte, więc wiadomo, do tego już też inny idzie w ruch. Mój mąż mógłby napić się z garnka, jemu wszystko jedno 😀
      Może po obejrzeniu Monka tak nam zostało 😛 Uwielbiam go.

  18. Nie sikam na siedząco w obcych miejscach
    ?????
    Nawet u siebie musze się przyzwyczaić
    Nienawidzę spania pod obcą pościelą dlatego na wyjazdy zabieram swoją
    Mam takie humory , że tydzień potrafię na ludzi nie patrzeć
    Już wiesz?
    Rozumie cie doskonale

    1. Ło masz….. potrafisz sikać na stojąco? Czy ja o czymś nie wiem ? Ludzi lubię nawet jak mi pojedynczy egzemplarz podniesie ciśnienie reszta niewinna 🙂

      1. Zapraszam na kursy
        Będę Twoim instruktorem???
        Sikania
        PS.
        Jaga błądzę
        Nie mam pojęcia czy zauważyłaś?
        Dlaczego nie wyświetla się na stronie Twój najnowszy post???
        Klikałam w te stare?

  19. Nie miałaś odruchu wymiotnego tworząc ten wpis? 😀
    Uwielbiam Monka, więc nic mi nie straszne.
    Co do szklanek, to ja z kolei nie wypiję herbaty w kubku. Żadnym. Musi być szklanka, bo inaczej całkowicie traci swój smak. Wszyscy w domu o tym wiedzą. Z prysznica na tak zwanym “outside” raczej nie korzystam. Wika moja w siłowni za cholerę nie weźmie, czego z kolei nie rozumie Tomasz. Na owady nie mam aż takiej obsesji, ale panicznie boję się os. Znalazłoby się pewnie dużo więcej takich kwiatków u mnie. Włos, czy nitka, i to nawet nie w jedzeniu, ale np. na podłodze do tego stopnia odrzuca Tamalugę, że aż piszczy “Woś! Woś!” i muszę natychmiast usunąć. 😀
    Ciekawi mnie co ci przypomina picie z takiej szklanki, czy mam zapytać na privie? 😛

  20. Czytam, czytam i nie widze nic co by odchylało sie od normy, a może ja tez jestem wariatka? Pociesze Cię, ż Ci uwazający się za normalnych to psychopaci najwięksi. A Ty jestes po prostu świadoma 🙂

  21. taaaak tak kazdy ma swoje różne takie szmergle jak mawiała babka Antonina. Nie jesteś wariatką kochana )))) masz ZASADY 😉

    1. No tak, już wiem dlaczego piszę bloga 🙂 żeby się dowartościować….Nie jestem wariatką – mam ZASADY !! I o to chodzi 🙂

  22. Tam od razu wariatka. Natręctwa masz i tyle – powiedział Wojtek – który nigdy nie weźmie tłustego do ręki i nawet na grillu je skrzydełka nożem i widelcem, zaś kanapkę komponuje w ten sposób, żeby nie dotykać wędliny:)))

    1. Błachachacha 🙂 Natręctwa powiadasz? Skrzydełka sztućcami ? Toż to jak jeść pizzę czy hamburgera widelcem i nożem 🙂

  23. Dziwactwa i natręctwa:-) Wszyscy je mamy, nie zdając sobie nawet sprawy, że istnieją. Czekaj, zastanówmy się…o! Nie zjem mięsa, które widziałam w stanie surowym, nie dotknę też takiego mięsa (na szczęście dla innych, to nie ja gotuję). I nikt nie ma prawa dotykać moich trzech miękkich kocyków, jeśli mu posiadanie rąk miłe. I wszystko poza zupą jadam widelcem. Och, wyszła by z tego cała lista…:-)

Pozostaw odpowiedź wojtek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *