Jak nie dać sobie zepsuć humoru w święta??

Nie jest to proste, oby nie powiedzieć NIEMOŻLIWE. – Uczyłam się tego całe lata. Wiadomo, że modne duńskie słowo Hygge oznaczające komfort i wygodę jest poza sferą moich marzeń,

bo zawsze znajdzie się jakaś robaczywka, która czerpie dziką radość z dokopania bliźnim. Jeszcze do niedawna nie znosiłam Świąt Bożego Narodzenia. Wszystko za sprawą pośpiechu. Wręcz nienawidziłam tego z całego serca i to przez całe lata. Jak myślałam o zbliżających się świętach, ze wstrętu i obrzydzenia rzucało mną po ścianach. Jedna wigilia u rodziców a druga u teściów. Ani jedni ani drudzy nie wyobrażali sobie innego rozwiązania. A jeszcze do niedawna, ze względu na charakter pracy męża, właśnie tego magicznego dnia, 24 grudnia, spędzał bonusową wigilię z przełożonymi i podwładnymi. Sama radość i atmosfera świąt biła już od rana, kiedy to planowaliśmy rozkład jazdy na cały dzień….Spędzałam dzień u rodziców szalejąc od rana z mamą w garach. Mąż wracał najedzony i siadaliśmy do stołu nerwowo czekając na mojego, wiecznie i wszędzie spóźniającego się, brata. Później warcząc do siebie, że już jesteśmy spóźnieni, goniliśmy do teściów, albo też na odwrót – od teściów biegliśmy do rodziców. Zawsze któreś powiedziało o dwa słowa za dużo i  w tej „sielankowej” wigilijnej atmosferze mijał dzień a ja już nie miałam ochoty na jakiekolwiek świętowanie. Układy i koneksje rodzinne to nie piekarnik czy lodówka, że jak się popsują, to na telefon przyjedzie, specjalista-fachowiec i już, naprawione. Sprawy ludzkie są o wiele bardziej skomplikowane…Ale czasem jest dobrze jednak coś  wymienić, zamienić i zmienić. Marzyła mi się rodzina przy wspólnym stole. Bez zgrzytów, z uśmiechami i bez tego ciągłego pośpiechu. Chciałam się cieszyć tą chwilą, choć każdy z nas wie, że nie zawsze jest to łatwe. Zwykle znajdzie się ktoś lub coś, słowo, spojrzenie, które zepsuje Ci nastrój. Jest to do przeżycia – pod warunkiem, że wrzucisz na luz i wykonasz parę logicznych ruchów. Zaczęłam od siebie i swojego podejścia do całokształtu. Nie wiedziałam na początku, jak to zrobić, żeby nie warczeć do osób, które na co dzień żyją po to żeby mi dokuczyć i wiem, że mnie nie znoszą, bo wcale się z tą niechęcią do mnie nie kryją. Jak niby mam o tym zapomnieć i udawać, że jest w porządku? Nie zmienię ich nastawienia do mnie tylko dlatego, że jest to wigilia – to nie film Walta Disneya i cudu wigilijnego nie będzie. Przynajmniej nie u mnie. 

Na początek zmian, kilka lat temu, zorganizowaliśmy wigilię dla wszystkich, którzy gościli zarówno u moich rodziców jak i u i teściów. Nie było to proste. Na początku był bunt, no bo jak to? A gdzie tradycja? Więc wprowadziliśmy nową, świecką tradycję. Albo kolacja u nas albo my nie ruszamy się z domu do innych. Pierwsza wigilijna kolacja u nas była klapą i porażką. Zebrani u nas goście za wszelką cenę chcieli nam pokazać, że nie chcieli wcale do nas przyjeżdżać. Rozdźwięk między relacjami znajomych i rodziny w czasie Bożego Narodzenia a codziennymi ich zachowaniami był dla mnie nie do zniesienia. 

Zrezygnowałam z prób pogodzenia się, bratania i jednania, proszenia i uszczęśliwiania na siłę, składania sobie życzeń, bo czułam się jak hipokrytka. I to był mój milowy krok do sukcesu. Teraz ze stoickim spokojem podchodzę do prób zniszczenia świątecznego nastroju. Nie smakują moje potrawy wigilijne? O, jak mi przykro, trudno, a tak się starałam. Pozostałym smakują i to bardzo – widzę po opróżnionych półmiskach. Wracając ode mnie proponuję zaglądnąć do McDonalda – tam jest zdrowiej, smaczniej i szybciej. Chcesz siedzieć ostentacyjnie przez cały czas przy pustym talerzu? Wolno każdemu a ja nie będę musiała gotować przez najbliższe dni, bo zostanie mi więcej z wigilijnej kolacji. Nie chcesz się do mnie odzywać? Proszę, jest tak dużo osób na wigilijnej kolacji, że mam z kim rozmawiać. Wychodzisz bez pożegnania? Cóż, mnie mama lepiej wychowała niż innych…W tą wigilię wyjątkowo dotkliwie odczuwałam brak osób, które odeszły. Tak normalnie, po ludzku tęskniłam za osobami, które nie mogły z nami usiąść do stołu.

Dziś mam znośny humor, pełny brzuch i nikt nie jest w stanie tego zmienić – nawet mało zimowa pogoda za oknami i wredne krety, które nie korzystając z świątecznej przerwy skutecznie dewastują ryjąc metrowe kopce na moim trawniku w ogródku.

57 odpowiedzi do “Jak nie dać sobie zepsuć humoru w święta??”

  1. Fakt, trochę pracy, żeby się udało (czasami lata całe).Trzeba zacząć od siebie a reszta jakoś pójdzie.Gratuluję sukcesu:)

  2. Napiszę sentencje starą jak świat.Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.Byliście sobą i szacun za to Życie uczy,ze warto być dyplomata.Tak jest zdrowiej po prostu:-)

  3. Gratuluję! Mam wrażenie, że zdenerwowanie wigilijne zawsze wynika z pośpiechu. Bo nie zdążę z uszkami! Bo prezenty nie zapakowane! Jakie to ma znaczenie? Najwyżej zaczniemy później. Ważne, że jesteśmy w dobrym towarzystwie.

  4. Dobrze wykombinowałaś! Ja tez kiedyś przez to przechodziłam, miotałam się, na myśl o wigilii byłam nerwowa już od listopada. Kiedy przestałam naciskać na tradycje, kupę ludzi razem, na siłę…zaczęło być normalnie, bo wigilię spędzamy kameralnie, nikt sie nie spieszy, jak z czymś nie zdążę, to tego nie będzie, a w święta zapraszam do siebie. Gdy syn był młodszy zapraszałam na jego urodziny 30 grudnia, a w świeta my kogoś odwiedzaliśmy. Czasami trzeba przyjąć ludzi i sytuacje takim, jakie są bez filozofowania…

  5. Zwyczajnie podziwiam. Mnie by nie było stać na zapraszanie osób, o których z całą pewnością wiem, że mi łaskę zrobią, że przyjdą i będą się zachowywać jak udzielni książęta. Z osobą ważną dla męża zwyczajnie bym wcześniej porozmawiała starając się wyjaśnić jak to wygląda z mojej perspektyw i że się nie będę poświęcać. Oczywiście nie wiem jaki układ rodzinny jest u Ciebie, więc mogę tylko porównywać do swoich doświadczeń. Miałam podobnie, po śmierci mojego brata, z bratową i jej dziećmi. Wcześniej, gdy brat żył spotykaliśmy się u mojej matki, a u siebie wzajemnie bywaliśmy bardzo, bardzo rzadko. Po śmierci brata chciałam jakoś nam wszystkim pomóc emocjonalnie w zaistniałej sytuacji i zrobiłam Wigilię u siebie. Bratowa się starała, by jakoś to się odbyło, ale dzieci manifestowały niezadowolenie, wybrzydzały przy stole, robiły głupie miny przy prezentach. Wytrzymałam tak ponad dwa lata (dwa Boże Narodzenia i trzy Wielkanoce). Dzieci podrosły i z każdym rokiem intensywniej manifestowały, że robią łaskę i przychodzą tylko i wyłącznie ze względu na babcię (moją matkę). Bratowa z każdymi kolejnymi świętami coraz bardziej swoim nastoletnim dzieciom wtórowała. My przez te ponad dwa lata nie zostaliśmy do bratowej zaproszeni ani razu, nawet na kawę. W końcu powiedziałam: dość. Porozmawiałam ze swoją matką, bez spazmów się nie odbyło. Ale odtąd matka była na Wigilii raz u bratowej i Ją potem przywoziliśmy do nas, raz u nas i Ją zawoziliśmy potem do bratowej. Od śmierci matki i wypłacie zachowku dzieciom brata nikogo z nich nie widziałam. Moja Córcia usiłowała jakoś te relacje naprawiać, próbując nawiązać kontakty z kuzynką i kuzynem, ale została całkowicie zignorowana. Po sprawie.

    1. Całkowicie się zgadzam. Wigilia jest ważna dla wszystkich, także niewierzących, bo jest wyjątkową tradycją, z najważniejszym poczuciem: jesteśmy razem. Więc manewrowanie, by rozbroić potencjalną bombę, są jak najbardziej wskazane.

  6. Wniosek z tego, że najlepiej świętować w kameralnym gronie z najbliższą rodziną, wtedy nie będzie problemów. Nie każdy chce łamać się opłatkiem z całą rodziną, której połowy nie zna lub nie lubi.

  7. W tym roku Polyanna reagowała rykiem na obcych (czyli dalszą rodzinę męża), w sumie się nie dziwię, też bym chętnie ryczała, kiedy muszę ich słuchać. Dzięki temu większość naszej wizyty zamiast przy stole z 15 rozpolitykowanych dorosłych, spędziłam w pokoju dzieciowym z kilkorgiem nieletnich. Oficjalnie, żeby Polcia się nie stresowała. Małż donosił jadło i napitek i co rusz wpadał ktoś, komu nie było żal opuścić "kolejki". Jak nigdy wizyta obyła się bez nerw 😛

  8. U mnie wigilia to zazwyczaj masakra, ale jak juz będę na tyle duża, żeby samej organizować takie wydarzenia to zdecydowanie skorzystan z Twoich rad:)

    Pozdrowienia,
    Najszczuplejsza
    [najnajszczuplejsza.blogspot.com]

  9. Może by tak tę jedną bliską sercu Dużego osobę zapraszać w drugi dzień do siebie na obiad i wtedy, ta cała nieżyczliwa część towarzystwa kisiłaby się we własnym sosie.

  10. U nas sprawa jest trochę łatwiejsza. Wigilię spędzamy u teściów u których dom zawsze dla wszystkich jest otwarty i chętnie przybywa tam też dalsza rodzina. Lubimy ze sobą spędzać święta i ten czas jest przyjemny. Jest przede wszystkim luz. Kiedyś w przyszłości może będziemy robić wigilię u nas w domu, ale aktualnie byłoby ciężko. Wcześniej wigilie spędzaliśmy u mojej siostry i też było fajnie. Chociaż wiem, że nie zawsze tak jest. Brawo za Twoją postawę, nie ma co się przejmować takimi osobami one często lubią po prostu psuć innym humor, bo same są wiecznie nie zadowolone.

  11. Wszędzie mówi się, jak wspaniałe są święta, ale tematów konfliktów czy jakichś niechęci rodzinnych nikt nie podejmuje. A prawda jest taka, że nie musimy śledząc świat z całą rodziną na siłę. W tym roku robię wigilię tylko dla swojej czteroosobowej rodzinki, na obiad w 1. i 2. dzień jedziemy do teściowej, weźmiemy też moją babcię. Do rodziców zajrzę, ale nie mamy ochoty spędzać z nimi świąt, jeszcze nie…

  12. Chcieli pokazać, że nie mieli ochoty być na Twojej Wigilii? Matko, co to za ludzie? Wybacz, nie znam, niby się nie powinno oceniać, ale aż mi się jakiś agresor włączył jak to przeczytałam…
    Ale masz rację – najgorzej się przejmować. Chociaż i tak czasem robi się przykro…
    Ja zawsze chciałam spędzać Wigilię z moją najbliższą rodziną ale też wyraźnie zasugerowali, że wolą ją spędzać sami. I tak oto mam rodzinę dzików – każdy u siebie, po dwie osoby, zamknąć się na 4 spusty i nie ma ich.
    Dzięki Bogu i partii, że mam super teściową, która organizuje co roku kolację i zawsze jest NORMALNIE i bez zgrzytów.

    1. Jak widzisz każdy ma swojego mola co go kąsa…Nasze “dziki” siadły do wspólnego stołu.Jak żyła mama to jakoś trzymała nas bardziej w kupie teraz trochę się rozleciało, ale i tak nie jest źle. , Błachachacha…Super teściowa – to u mnie jest oksymoron – krwista zieleń,sucha woda , super teściowa.

  13. W święta niestety każdemu się nie dogodzi i warto w miarę możliwości starać się dbać o swój komfort. Ja się cieszę, że od początku z mężem narzucilismy naszą tradycję – wigilia jest nasza i u nas. Nie zapraszamy i nie idziemy. Zarówno jedni, jak i drudzy rodzice, życzyli sobie i uważali, że powinna być u nich, bo… tak.A to, że są drudzy i się nie rozdwoimy… to co z tego? 😉 Zamiast tego odwiedzamy rodziców i teściów w kolejne dni świat, ale z tym też są jaja – każda rodzina jest “wazniejsza” i musimy zjeść u nich jeszcze to i tamto i zostać jeszcze chwile, co z tego, że jesteśmy umówieni juz z drugimi na godzinę. 😉 Jak odwiedzalismy jednych w pierwszy dzień świąt, a drugich w drugi, to całe święta byliśmy poza domem bez odpoczynku. A w tym roku 25-go zjedliśmy pierwsze danie obiadu w jednej części miasta, a drugie w drugiej. 😀 I postanowiliśmy za rok zaprosić ich wszystkich do nas, tej opcji jeszcze nie było. Zobaczymy…. 🙂

  14. Gratuluje odwagi, ja kiedyś nie miałam jej tyle, żeby się ” przeciwstawić” , ale to było kiedyś, teraz za to mam święta takie, jakie sama sobie wymarzę 🙂

  15. Nie można wiecznie żyć w sidłach tradycji. Zrozumiałam to bardzo szybko. Nie było krążenia od jednej rodziny do drugiej- nie mieliśmy mieszkania, wiec wyjeżdżaliśmy na święta- obie rodziny musiały się z tym pogodzić, nie miały innego wyjścia. Gdy już mieliśmy własne, normalne, urządzone mieszkanie robiłam wigilie u siebie, ale nie rok w rok. I wiadomo było, że będą dania nietypowe, a jeśli komuś się to nie podoba to może nie przyjść. A potem, już z dzieckiem, też wyjeżdżaliśmy na święta. Ja po prostu byłam od dziecka i nadal jestem nad asertywną babą. I tej asertywności życzę wszystkim – bardzo ułatwia życie.
    Dobrego Nowego Roku Jago;)

    1. Jeszcze się taki nie urodził żeby wszystkim dogodził…. ale warto patrzeć najpierw na siebie , później dopiero na innych

  16. Kochana, że też przed świętami tego nie napisałaś, czegoś bym się od ciebie nauczyła. Ja niestety wciąż jestem czuła na humory i humorki moich gości. A już szczególnie, gdy są mi bliscy…

  17. taki gość, co jeść nie zamierza, to skarb. w ramach przygotowań do świąt trzeba tylko zabezpieczyć więcej przestrzeni w lodówce – świąteczne potrawy są (jak sama nazwa wskazuje) od święta, bo pracochłonne i niecodzienne. życzę smacznego i to bez śladu złośliwości.

  18. Mój mąż w tym roku ma kaca poświątecznego, stwierdził, że za stary jest na ten cały galimatias, że potrzebuje spokoju, ale daje głowę, że gdy młodzi wyjada i skończą sie goście(syn ma urodziny 30 grudnia), to zacznie marudzić, że za cicho w domu…

  19. Ale masz zacięcie kobieto. Nie wiem czy bym sprostala. Spędzamy wigilię w trójkę a czasami czwórkę z sasiademrysiem gdy nie idzie do rodziny od kiedy mieszkamy na wsi i mamy psa… Czasami mam ogromną ochotę jechać na wieś do kuzynostwa… Lubiłam te wigilię. Rodzina od strony matki Jadwigi duża jest więc nie ma szans że do nas przyjadą.

  20. No, to wcale się nie dziwię, że dostawałaś smazmów na samą myśl o świętach. Ja już dawno wrzuciłam na luz i od lat obchodzimy we własnym, wąskim gronie. Nie ma spiny, pastowania podłóg, wykwintnych potraw i wydumanych kreacji ze swetrem w Mikołaje na czele. Są piżamy, gra planszowa, wspólne ubieranie choinki i luzik.

    1. Podłóg nie pastuję (błachachacha mam panele) ale niektórych rzeczy nie przeskoczysz . Za rok spędzam święta z Tobą. Piżamę mam fajną, niczym dziecięce śpiochy. Tylko większe oczywiście. No i w razie czego sama się w nocy wysadzam 🙂

  21. Nie ma nic gorszego niż taka rodzina. U mnie też każdy kogoś udaje i czeka, aby tylko się rozejść do domu. Z synem stwierdziliśmy, że w przyszłym roku dajemy nogę i schrzaniamy w góry:)

    1. Też bym drapnęła nawet na Kamczatkę ale mam jeszcze ojca, który ma już swoje lata i nie liczyłabym na jego zrozumienie czy towarzystwo 🙂

        1. a no własnie… aż nieraz chce mi się walić głową w ścinę ale co to da? Łeb se rozwalę a całokształt dalej będzie top miał w dupie

  22. Przeczytałam, pokiwałam głową w zrozumieniu tematu i pomyślałam, że już jesteś wygrana, bo zrozumiałaś, że nie warto tracić czasu na ludzi, którzy wcale nie potrzebują Twojej uwagi / troski / itp. Życzę Ci, by kolejne święta były niespieszne, niewymuszone, bezstresowe i takie, jakie sobie wymarzysz. 🙂 Szczęśliwego Nowego Roku! 🙂

  23. Srej to, jak mawiają na Podlasiu. Spokojnego przełomu i tyle. Napij się tego, co lubisz i planuj 2019:) Pozdrawiamy z gŁośką i wszystkiego dobrego!

Pozostaw odpowiedź Jaga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *