Pożegnanie

To nasza psica jako psi osesek

Mała i pokraczna….Była taka urocza, zaledwie 10 lat temu…

Wybór rasy był trudny, bo chciałam żeby to była decyzja przemyślana. W końcu miało nas czekać kilkanaście wspólnych lat. W końcu po zastanawianiu się czy ma to być tosa inu, czy może owczarek czy rottwailer zdecydowaliśmy się na psicę rasy owczarek niemiecki. Pies z hodowli, ale jak się później okazało, po bardzo agresywnych rodzicach,  dużo pracy i cierpliwości musiałam włożyć w jej ułożenie i w walkę o dominację w stadzie.

Miałam z nią ostre starcie, nie chciała mnie zaakceptować jako przewodnika stada. Gryzła, kąsała i warczała, trzeba było pomocy specjalisty, bo moje doświadczenie z psami z takim charakterkiem było niewielkie. Ale dzięki pomocy tresera i naszej konsekwencji pies był wspaniałym stróżem (niech ktoś nieproszony wejdzie za ogrodzenie….) i  świetnym towarzyszem. Mówiłam do niej jak do mądrego człowieka i nieraz miałam wrażenie, że dociera do niej więcej niż do niejednego inteligentnego homo sapiens

Oczywiście nie odpuszczała żadnemu intruzowi, nie ważne czy to inkasent czy zbieracz złomu – ona pilnowała swoich włości. A my jej pozwalaliśmy być psem stróżującym. Po pracy wracała w domowe pielesze dotrzymując nam towarzystwa.

Jako szczeniak gryzła wszystko co miała w zasięgu zębów i wszystko czego mieć nie powinna. Fajne były buty, kości, patyki, chodniczek….

 

na pogryzionym chodniku też dało się leżeć – nosiła go więc wszędzie ze sobą i kładła się tam gdzie jej akurat przyszło do głowy….

 

 

Zaprzyjaźnianie się z kotami różnie jej wychodziło – początkowo kończyło się podrapanym nosem…

 

Później też  miłości wielkiej nie było, ale żyły poprawnie, nie wchodząc sobie w drogę.

Rządziła  oczywiście kotka Zołza…

 

 

Kocica nie miała za grosz szacunku ani do gabarytów suki ani do jej własności – wyciąga się ile może, tak na wszelki wypadek, jak by psicy przyszło do głowy się zmieścić obok niej.

 

 

Jednak w niedoli trzymały się razem

 

Jak nie pozwalaliśmy rekonwalescentkom wychodzić do ogródka to razem patrzyły na świat przez okno…

 

Nawet chora psica mogła leżeć na swojej ulubionej skórze…

 

Jak trzeba to dobra sunia się podzieliła swoją zabawką, nawet z tak małym człowieczkiem

 

A to już ulubiona zabawa psicy w śniegu – nie wiem kto miał większą frajdę ona czy jej pani…

 

 

 

 

 

A później trzeba było psicę rozmrozić, więc mogła odtajać, obok grzejnika

 

Co mnie tak nabrało na retrospekcję? A no życie, a raczej jego brak. Czas zrobił swoje. W jeden dzień pożegnaliśmy się z ukochanym psem… Rano jeszcze nic nie zwiastowało dramatu. Psica radośnie przywitał nas merdaniem ogona i chętnie wyszła pilnować ogródka. Biegała do południa pilnując nowego domownika – chorego maleńkiego kotka przybłędy. Nagle wywróciła się i z przerażeniem patrzyła na nas, nie mogąc stanąć na łapy. Weterynarz, zastrzyk, płacz i diagnoza….porażenie, ale byliśmy dobrej myśli, no przecież psy z tego wychodzą. Później kilka nieudanych prób wyjścia z domu i coraz większe przerażenie w oczach psa. Kolejne rozpaczliwe próby pomocy i opinia weterynarza „WIĘCEJ POMÓC NIE MOGĘ, ZROBIŁEM CO MOGŁEM, PRZECIWBÓLOWE, PRZECIWZAPALNE, STERYDY, TRZEBA CZEKAĆ”

W pewnej chwili pies zaczyna bardzo szybko oddychać, jak podczas pokazu sztucznych ogni, które ją, postrach okolicy, tak bardzo przerażały. Później jeszcze szybciej i ostatnia próba podniesienia się z podłogi…. Pomogłam jej się przenieść na materac, bo wydawało mi się, że psisko marznie na podłodze z płytek. I już nie trwało to długo. Oddech zaczął się wyrównywać aż w końcu przestał być zupełnie wyczuwalny…. Reszty opisywać nie muszę. W każdym razie nie dałam jej ruszyć aż do czasu przyjazdu firmy pogrzebowej dla zwierząt. Może dla kogoś kto nigdy nie płakał po stracie ukochanego zwierzaka zabrzmi to jak parodia, ale ostatnie pożegnanie psa, który ważył ponad 35 kg to jest nie lada wyzwaniem, szczególnie w weekend. Ale na drugi dzień rano przyjechali bardzo empatyczni ludzie, delikatnie zapakowali w psią trumnę moje ukochane zwierzę i już podpisując dokumenty niewiele widziałam na oczy…  Jak przejrzałam zauważyłam, że moi faceci doszli do wniosku „co z oczu to z serca” Nie było śladów bytności psa. Materace, miski, zabawki… nie zostało nic. Schowane głęboko i czekające na zabliźnienie się dziury w serduchu po stracie…. Po trzech dniach mój mąż rano zasugerował, żebym sobie może jakąś herbatę zaparzyła i przyłożyła w miejsce gdzie normalnie powinny znajdować się oczy a u mnie były dwa zwisające wory przepełnione żalem i łzami po stracie ukochanego zwierza. W domu, pomimo przybycia kolejnego zwierzaka, chorego kociaka, zrobiło się tak pusto…Przechodząc koło miejsc w których sypiała, cały czas szklą mi się oczy… tak wiem, przecież to był TYLKO pies.

A może faktycznie miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do zwierząt??

118 odpowiedzi do “Pożegnanie”

  1. Świetne zdjęcia, wspaniałe zwierzaki, ale pewnie i tak nic nie przebije "przewodników tego stadka". Rozwaliło mnie odkurzanie kota. Jestem w szoku, że się nie boi, bo mój, jak usłyszy odkurzacz, to ucieka i chowa się w najciemniejszy kąt.

    1. Wytłumaczenie jest proste – ona się nie boi dlatego że to ONA…Mój kocur jak tylko usłyszy, że z szafki wyjmujemy odkurzacz tak się schowa w ciemnym rogu szafy, jak byśmy przynajmniej jemu kazali odkurzać. Bo faceci tak mają jak usłyszą dźwięk odkurzacza i nieważne czy to facet ludzki, koci czy psi 🙂

  2. Zwierzaki są piękne, ale przy takiej ilości wyjazdów jakie mam w roku nie mógłbym trzymać niczego poza pająkami i rybikami cukrowymi 🙂

  3. Myślałam, że wciągniesz kota w ten odkurzacz!!! Faktycznie słodkie są, ale charakterek też mają.Uzbierałaś cały zwierzyniec :-)prawdziwa z Ciebie psia i kocia mama:-)
    Jeża miała kiedyś moja mama, ale nie wiem, co się z nim stało bo szkrabem byłam.

    1. Prędzej kotka wciągnęła by odkurzacz – a zwierzyniec sam się uzbierał. Nawet podrzutków nie miałam sumienia wyrzucać za bramkę

  4. Sporo tego:). U mnie w ogrodzie mieszka, jeż, wiewiórka, jaszczurki i cała masa ptaków. Koty bywają tylko gośćmi, psów…. hm… ja się boję i nie ma.

  5. Stosunek do zwierząt, jest miarą człowieczeństwa. Jesteś więc tysiącprocentowym człowiekiem 😉 Fajnie się czytało i oglądało 🙂

  6. wspaniały macie ten zwierzyniec! mam wrażenie że wasz dom jest takim ciepłym, przytulnym i rodzinnym miejscem i to nie tylko za sprawą zwierzaczków ale i ludzi bo ten kto kocha zwierzęta musi być dobrym człowiekiem:)

  7. Świetny zwierzyniec, u mnie przez lata też by się tego tałatajstwa nazbierało. Koty sobie wspaniale radzą z psami. Pamiętam jak moja Rottweilerka leżała na małym zberku posłania, a kot się rozwalał na wielkim legowisku:) Potrafiły też razem kraść:) Kiedyś rozmrażałam piersi z kurczaka, Kot zrzucił tackę na ziemię i razem z psicą się podzieliły naszym obiadem:)

  8. Wspaniały ten Twój zwierzyniec! Ja też mam swój, choć na koty w domu, gdzie żyją ptaki (pies by może jakoś przeżył 😉 ), już raczej nie ma miejsca 🙂
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  9. Cudowne zwierzaki!! Ja mam psiunia. Yorka….bo mieszkam w bloku, ale gdybym miała dom, pewnie mój zwierzyniec powiększyłby się i ilościowo i gabarytowo. Teraz marzę o kotku. Jak myślisz….7 piętro ….to dobry pomysł?
    PS. Masz cudowny dom. Piękne kolory, taki ciepły i przytulny. Nic dziwnego, że ciągną do niego wszystkie stworzenia małe i duże:)

    1. Dzięki 🙂 A kot w bloku?? są rasy kotó niewychodzących, poradź się weterynarza – m.inn to rasa kota ragdoll ufny, typowy kot niewychodzący z domu – ragdolla nie należy wypuszczać z domu bez opieki człowieka, bo łatwo może zostać skradziony lub skrzywdzony.

  10. Sukę podobną do Twojej psicy przyprowadził mój syn parę lat temu, bo błąkała się po stacji benzynowej.Wabi się "Masza" i jest strasznie chuda, bo ma chorą trzustkę, a apetyt za czworo. Starszą "Vegę"(podobna do tego czarnego pieska na jednym ze zdjęć- o ile zrozumiałam przebywającego w gościnie). Pozdrawiam domowników i menażerię.

    1. Tak, dobrze Iwonko zrozumiałaś, czarna labradorka była czasowo – nie jesteśmy w stanie przygarnąć każdego "podrzutka"

  11. Wiesz, ja również uważam że to nie jest „tylko pies” pies to czlonek rodziny. I kiedy zegnalam moja dobermanke myslalam ze sama padne:( rozumiem calkowicie

  12. Piękna była, ufne i mądre miała spojrzenie. Przykro mi Agnieszko, rozumiem twój ból. Odszedł AŻ twój piesek. Trzymaj się kochana.

  13. Podziwiam Cię, że możesz o tym pisać, zwłaszcza, gdy rana jeszcze świeża i długo się nie zabliźni. Ja nie umiałam i wciąż jeszcze nie umiem, nie mogę.
    Zryczałam się na „dzień dobry”, czytając ten tekst. i wspominając oślinione maskotki…

    1. Ja też jeszcze buczę, a maskotki gdzieś schowane , nawet te zaplute. Ale niewiele jest osób, które ryczą tyle dni po stracie ukochanego zwierzaka…. Może to objaw jakiegoś defektu ?

  14. Łzy wzruszenia i uśmiech na widok ostatniego zdjęcia 🙂
    Mojego pierwszego psa żegnałam dwa razy, bo raz zmartwychwstał…
    Moi sąsiedzi pożegnali niedawno swojego amstafa, wielkie psisko, 4 osoby znosiły go z czwartego piętra, dla mnie to tez było straszne, bo znałam go od małego, czasem wpadał do nas przewąchać kąty i zawsze witaliśmy się na schodach…
    Na razie psa nie mam, bo całymi dniami nikogo nie ma w domu 🙁
    Dziękuję, że o tym napisałaś 🙂 Może trochę Ci ulży…

    1. nie wiem czy ulży, ale musiałam się czymś zająć żeby nie zwariować . Na razie jest mi źle, i nie chcę słyszeć o „nowym” psie

  15. Podobno trzeba mieć dużą wrażliwość by psa czy inne zwierzę traktować jak członka rodziny. Ja nie mam. Ale rozumiem, bo moje dzieci mają. Nie wiem czy to kwestia wychowania czy charakteru, ze choć kocham zwierzęta, to jednak jak zwierzęta. Owszem, nie lubię jak coś im się dzieje, chucham i dmucham, ale nie płaczę po nich (chyba że się nacierpiały, to może jeszcze). Ech, jak mówi mój mąż, jestem emocjonalnym czołgiem.

    1. Może faktycznie to zależy od charakteru, u nas w domu zawsze był zwierzyniec. Na razie w domu zostały 3 koty i do czasu aż nie przestanę rozpaczać po psicy nawet nie myślę o nowym domowniku

  16. Jaga, ja nie byłam w stanie przeczytać tekstu od razu. Musiałam to robić na raty. I siedzę teraz zaryczana. Ty wiesz, że ja kocham psy. Ty wiesz, że ja przeżywałam to samo, rok temu. Ty wiesz, że ja rozumiem i łączę się w bólu. Bardzo mocno cię przytulam… Trzymaj się kochana! ♥

    1. To wiesz, że trochę to potrwa zanim przestanę ryczeć przechodząc obok miejsca gdzie stała jej miska, gdzie stał jej koszyk z zabawkami, gdzie leżał jej materac, echh… znów ryczę – chyba nigdy nie przestanę

      1. Cóż, mi do końca nie przeszło i chyba nigdy nie przejdzie. Nie płaczę codziennie jak na początku, ale raz w tygodniu obowiązkowo. Tyle rzeczy wciąż mi go przypomina. Dopiero ostatnio przełamałam się i poglaskałam obcego Goldena, bo do tej pory nie byłam w stanie podejść do tej rasy…

        1. Zdaję sobie sprawę że z czasem mniej będzie paliło pod powiekami ale póki co nie chcę słyszeć o szczeniaku . Psy żyją zdecydowanie za krótko Kiedyś przeczytałam jak dzieciak po stracie ukochanego psa stwierdził „Ludzie rodzą się po to, aby mogli się dopiero nauczyć jak prowadzić dobre życie — aby zawsze kochać innych, być miłym, prawda? A psy wiedzą to wszystko od samego początku, więc nie muszą zostawać na tym świecie tak długo jak my.”
          Ich bezwarunkowe oddanie i miłość za nic po prostu powalają

  17. Nie dziwię się tęsknocie, żalowi, pustce.
    Pięć lat temu musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu. Nie było szans na pomoc. Nie mogłam patrzeć na cierpienie.
    Mój ukochany pupil odszedł na moich rękach.
    Kilka dni temu trafiłam na filmiki, które nakręciłam z nim w roli głównej. Się poryczałam bo pamiętam, tęsknię, chociaż to był tylko tchórz.

    1. Tchórz nie tchórz ale członek rodziny…Na całe szczęście podjęcie tej decyzji było mi oszczędzone…. A Tobie nie zazdroszczę że musiałaś się z tym zmierzyć

  18. Dla mnie nie ma, że to TYLKO pies. TYLKO zwierzę. To był członek rodziny i tyle. Gdyby ktoś przeczytał tę notkę i pomyślał, że to parodia (firma pogrzebowa, a przecie można zakopać pod jabłonką), mogłabym tylko stłamsić w środku baaaardzo niecenzuralne słowa. Choć wiem, że są i tacy, co tego nie rozumieją. Ich problem.

    Trzymaj się.

    1. Przede wszystkim zakopywanie psiaka w ogródku jest prawnie zabronione, no a druga sprawa to kwestia uczuć . Masz rację ale pięść mi się zaciska jak ktoś mówi TO BYŁ TYLKO PIES….

      1. Może to tak zabronione jak np. palenie w piecach pampersami czy kubotami – nie wolno, a palą. U nas na wsi z pięć kotów pochowałam pod jabłonką, gdzieś na pewno zakopałam jedną kurę (zamordowana przypadkiem, ukryłam ciało), nie ręczę też, że nie ma grobu jakiegoś psa.

        Jeśli ktoś nie ma takich uczuć, chyba nic się nie poradzi. Można tylko wzruszyć ramionami. Niech sobie dalej żyje w swoim prostym światku.

        1. Jedno nasze kocisko zginęło śmiercią tragiczną i też spoczywa w ogródku, ale świadomość gabarytów psa jakoś odwiodła mnie od tego pomysłu. Zresztą po co mam patrzeć na ogródek i myśleć że 10 lat po nim biegała a teraz tam ją zakopaliśmy…. A wiesz, że nieraz chciałabym mieć taki prosty światek, bez płaczu za zwierzem, bez zapuchniętych oczu, bez żalu po stracie futrzastego stwora…. Wiem, że to minie, potrzebuję tylko czasu

  19. To spojrzenie psich oczu, gdy odchodzą… również nigdy nie zapomnę. Pożegnałam dwie suczki, które odchodziły na moich rękach. Współczuję bardzo.

  20. Przykre 🙁 Psa nigdy nie miałam, ale pożegnałam pięć oswojonych papug i w chwili obecnej nie mam żadnego zwierzaka, bo już dość. Nie dość zwierzat, tylko tych pożegnań i trudnej do wytrzymania ciszy przez jakiś czas po.

  21. To nie był „tylko pies”…
    Znam te łzy i ten cholerny żal…Dwa lata nie byłam w stanie wspominać…

  22. To był AŻ PIES, a nie tylko pies. Mój Schwarz odszedł w marcu ub. roku a mnie się nadal robią wilgotne oczy, kiedy o tym myślę. Żałoba powoli mija, ale spędzone razem 15 lat mojego najwierniejszego towarzysza to nie jest ot takie tam, tylko to jest COŚ! Ściskam, płacz, ile trzeba.

    IW

  23. Wiem jak boli strata ukochanego zwierza. Nie tylko płakałam ale ryczałam, wręcz wyłam po śmierci Sprytki… więc i Ty sobie na to pozwól.
    Przepiękna była ta Twoja piesa:) Lubię wilczury, w ogóle lubię duże psy i koty. Dlatego Sprytka była maine coonem:) ponad metr długości i prawie 8 kg wagi:) Wielka kocica z niej była, dlatego zostawiła taką dziurę w sercu.
    To piękne, że przygarnęłaś tę kocią biedę, zrobiłabym to samo:)
    Dziękuję za odwiedziny, zapraszam ponownie i… tulam:)

  24. Jago, ja od czerwca co jakis czas jeszcze rycze po kotce, ktora rok temu przyszla znikad juz ciezarna, wykocila sie, wychowala mlode I zyla na naszym podworku (bardzo plochliwa I trudna do oswojenia, w domu nie chciala byc). Kiedy juz-juz stala sie ufna I przymilna I cieszylam sie, ze wreszcie sie oswoi, zginela potracona przez samochod. Brakuje mi jej bardzo…

  25. … piękne epitafium dla ukochanej psiej panienki, cudnej urody Owczareczki; ja mam prawie 18-letniego Lalusia- jeszcze sprawny, jeszcze wszystkie ząbki ma, jeszcze za panienkami swojego gatunku się ogląda, ale…. coraz częstsze zadyszki, prawdopodobna głuchota, albo znaczny ubytek słuchu- to wszystko powoduje, że każdy ranek witam z obawą, że na jego ulubionym fotelu będzie tylko kudłate psie ciałko, bo dusza za Tęczowy Most powędrowała.

    1. Nic nie zwiastowało tak szybkiego końca…. była energicznym psem i do przedostatniego swojego dnia zachowywała się jak szczeniak. . . to boli

  26. To bardzo przykre jak odchodzi nasz członek rodziny – nie jestem oryginalna jak większość tu pocieszających Ciebie i siebie w bólu.
    Też pożegnałam mojego chłopaka już przeszło dwa lata temu. Kochałam go miłością pierwszą i najszczerszą. Tak jak Ty nie chciała słyszeć o innym zwierzaczku. Pomagam kilku fundacją jak mogę ale już wiem że jak przeprowadzę się na Roztocze to tam zaadoptuję kota albo psa i nikt nie będzie miał prawa słowa powiedzieć.

    1. Ooooo… ja marzę o przeprowadzce w Bieszczady na jakieś odludzie, bez syfu ,sąsiadów i tłumów ludzi. Ale to marzenia niczym przeprowadzka na Karaiby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *