Historia letniej znajomości.

Powroty z wakacji nie należą do przyjemnych. Tak było i tym razem. Powrót z Okuninki/k. Włodawy do Rzeszowa zazwyczaj nie nastręczał większych problemów. Autobus z Włodawy do Lublina a później przesiadka i dalsza podróż Lublina do Rzeszowa. Pierwsza faza trwała niewiele ponad godzinę, po przesiadce kontynuacja podróży to już niespełna 3 godziny. Ale w te wakacje wszystko sprzysięgło się przeciwko nim….

 

Nie dość, że upał był niesamowity, nie dość, że siostruni nie chciało się iść kupić biletów, na podróż autobusem w przedsprzedaży, to jeszcze babcia odwiedzająca rodzinkę końcem wiosny, zafundowała sobie serwis na 24 osoby. Babcia zakupu dokonała, nie bacząc na odległość dzielącą ją od domu. Stwierdziła jednak, że jest za stara jest na targanie tych skorup, ale „dziewczynki będą w sierpniu to zabiorą”. A że były to czasy, w których niewiele można było kupić,  więc żadna nie śmiała babci psuć radości zakupu i oczywiście, jako przykładne wnuczki, babci nie odmówiły przysługi, poza swoimi rzeczami z prawie miesięcznego wypoczynku, taszczyły te cuda porcelanowe rozłożone sprawiedliwie na trzy plecaki.

Już w Lublinie okazało się, że niestety biletów na autobus bezpośredni brak. Więcej!!! Biletów brak było na jakikolwiek autobus zmierzający w stronę pięknego Rzeszowa. Świadkowie Jehowy postanowili właśnie w ten dzień wracać ze zlotu a dokładnie z kongresu… Więc co pomysłowe dziewczynki zrobiły?? Ano postanowiły, że wrócą pociągiem. Plecaki ciążyły niebotycznie, ale jak to mawiają głupi ma szczęście, do dwóch z nastolatek, przemówili ludzkim głosem rówieśnicy zapoznani w czasie biegów po dworcu autobusowym, oferując swą pomoc, trzecia targała swój garb narzekając na świat, babcię i Jehowych. Po przetransportowaniu się na Dworzec PKP w Lublinie, (kto ma pomysł ile waży serwis obiadowy na 24 osoby rozłożony na trzy??) zaczęły śledzić możliwość powrotu…I tutaj kuku, niespodzienka albo czarna dupa, jak kto woli. Okazało się, że chcąc jechać pociągiem, trzeba uzbroić się w zapasy wody i żywności oraz ogromne pokłady cierpliwości (tu i jednych i drugich dziewczyny nie miały). Pociąg do Rzeszowa liczył nieskończoność przesiadek a przy każdej trzeba było czekać godzinami na kolejny pociąg….W końcu stwierdziły, że małymi kroczkami do przodu i wsiadły w pierwszy pociąg odjeżdżający w kierunku rodzinnego miasta. Nic to, że podróż miała trwać całą noc, a było zaledwie wczesne popołudnie, w końcu to młode dziewczyny – dadzą radę. Oczywiście żadna z nich nie zdążyła kupić biletu w kasie, więc pozostało liczyć na konduktora. Dwie dziewczyny miały już tragarzy plecaków z babcinym serwisem i towarzystwo, więc po bilety i na poszukiwanie konduktora, przemieszczającego się po pociągu wysłały trzecią. Znalazła pana w gustownym ubranku, który wypisywał bilet jakiemuś wielkiemu chłopakowi. Widok był groteskowy, chłopak bardzo szczupły, około 190 cm wzrostu, nachylony, niemalże w pół, do baaaaaaardzo niskiego konduktora, wypisującego bilet. Oczywiście żadna nastolatka nie mogła by pozostawić takiego obrazka bez komentarza i chichotu. W końcu i ona się doczekała, krzyknęła „trzy ulgowe do Rzeszowa” Pan wypisał bilety, a ona przed powrotem z radosną wiadomością, iż dzierży w dłoni bilety, siadła w wagonie dla palących (kiedyś takie były) zapalając papierosa. Chłopak dużego wzrostu przysiadł się niedaleko, zagajając rozmowę. Okazało się, że jego celem i miastem rodzinnym jest też Rzeszów. Do reszty towarzystwa dołączyli już wspólnie. Całą noc przesiadali się z pociągu do pociągu, koczując na dworcach, stacjach, próbując kupić chleb, bo tylu godzinach podróży każdy chciał jeść. A że z zapasów zostały im jeszcze jakieś konserwy, pieczywo było by nieodzownym dodatkiem do posiłku. Rano na Dworcu wymienili się adresami i ona zaprosiła go w wolnym czasie na herbatę. I faktycznie, po kilkunastu dniach ją odwiedził. Później przyszedł jeszcze raz, i jeszcze raz. Ona nie miała ochoty na jakiekolwiek bliższe znajomości, prosiła siostrę „powiedz mu, że mnie nie ma”.….Powitała go w drzwiach „O!! Fajnie, że jesteś, wchodź , tak oczywiście moja siostra jest u siebie w pokoju”. Cóż, siostra wiedziała lepiej. Nie było jakiegoś porażenia prądem, olśnienia, strzały Amora ani błyskawicy. Znajomość rozwijała się bardzo powoli. Aż pewnego razu stwierdzili, że chcą być razem, później, że żyć bez siebie nie chcą, nie mogą, nie potrafią. Dziś już chyba żadne z nich nie pamięta kto komu pierwszy powiedział „KOCHAM CIĘ”….A mówią, że wakacyjne znajomości nie mają szans na przetrwanie. Jak widać mają. Później zdecydowali się na wspólne życie, razem. I żyli długo… Dlaczego o tym piszę?

Ano dlatego, że ta nastolatka z pociągu to ja, dziewczyny, które ze mną jechały, to moja siostra i moja siostra cioteczna.

Pociągi towarzyszyły nam przez szereg kolejnych lat. Duży studiował na drugim końcu Polski, nieraz jechałam całą noc pociągiem relacji Kraków-Poznań, tylko po to, żeby móc się widzieć przez trzy godziny. Mało kto nam dawał szanse, że będziemy razem. Ja walnięta nastolatka, szalona i mająca trociny we łbie, on zrównoważony, spokojny, dojrzały i opanowany a zaledwie kilka lat starszy….

Dwa lata później stanęłam na ślubnym kobiercu, z chłopakiem poznanym w pociągu. I powiedziałam sakramentalne TAK

Nie zawsze było słodko i kolorowo. Kilka tygodni po ślubie wyjechaliśmy na drugi koniec Polski zdani tylko na siebie. Rok po ślubie urodził się Dziecek, a my byliśmy tak daleko od rodziny, ale może właśnie dlatego nasze małżeństwo przetrwało bez większych wojen?? Byliśmy zdani na siebie i obok nas nie było nikogo, kto mógł by się wtrącić w nasze życie. Dopiero po kilku latach udało się wrócić do Rzeszowa. A poznawanie siebie trwa do dziś. Czego się nauczyłam?? Przede wszystkim tolerancji. Szkoda się zabijać o drobiazgi. Lepiej śmiać się z siebie i do siebie niż walczyć o każdą pierdołę. Jak oceniam swoje małżeństwo po tylu latach??

I co jest najważniejsze?? Jestem szczęśliwa. Do dziś nie lubię jak Duży gdzieś wyjeżdża na dłużej niż tydzień. Jestem człowiekiem gromadnym i stadnym, nie lubię zostawać sama w pustym domu. Dużo rzeczy lubię robić razem z nim, ale też wiele nie znoszę. Mamy zupełnie odmienne gusty jak chodzi o oglądanie filmów, ale wolny czas zazwyczaj spędzamy razem. Jestem przy nim bezpieczna i wiem, że mogę na niego liczyć. Bo my jeszcze jesteśmy z tej epoki, kiedy się coś zepsuło to się to naprawiało. A wierzcie mi, że z moim wulkanem energii i wybuchowym, cholerycznym charakterze nie było to łatwe. Kiedyś żona mojego kuzyna powiedziała, obserwując nas razem, że „przy nim czas wolniej płynie”, i coś w tym jest. Bo gdyby miał taki sam temperament jak ja to z pewnością nie dożylibyśmy nawet 5 rocznicy, a co dopiero mówić o kolejnych….

Dziś po 28 latach małżeństwa, jak ktoś mnie pyta co bym zrobiła, mając możliwość ponownego wyboru, ale ten rozum i tą wiedzę, którą posiadam na dzień dzisiejszy stwierdzam, że tak….tak, bez wahania tak…poszła bym z Nim do ołtarza jeszcze raz…z zawiązanymi oczami 

 

 


114 odpowiedzi do “Historia letniej znajomości.”

  1. No kochana , najlepsze życzenia, to w takim razie ten Aniołek będzie specjalny! U mnie to już 31 minęło w czerwcu, ale napisałabym jak Ty, że nie żałuję ani chwili, że zrobiłabym to jeszcze raz i też jestem z tych, co wolą sklejać niż zmieniać ciągle na nowe…A poznawać drugiego człowieka, z nim się starzeć i mieć w drugiej połówce najlepszego przyjaciela, a w dziecku odnajdywać cechy nas obojga, cóż może być fajniejszego?
    Długich lat, równie szczęśliwych dla Was obojga!

  2. Ładnie napisałaś 🙂 Dziękuję. A raczej dziękujemy. Wiesz, że dziś tak samo pada deszcz jak 25 lat temu? Ciekawe czy po południu się rozpogodzi

  3. Ale cudnie 🙂 Ja mojego małża poznałam też na wakacjach. Czasy były prekomórkowe i preinternetowe więc słaliśmy sobie listy. Jesteśmy 20 lat razem, 13 po ślubie.
    Z Lublina dalej nie da się nigdzie dojechać bez przesiadek.

    1. My też mamy pudło listów…. Na rozmowę międzymiastową czekało się pół dnia :)))) Ale teraz w to nikt nie chce wierzyć …. Jedna laska mi napisała, że (cytuję) "twoja opowieść jest fajna, ale to harlequin(….), z porad dla nastolatek… nic konkretnego – Bravo czy Popcorn" – upsssss,,,, nie wiedziałam że moje życie jest tak tandetne

    2. Czekało się na rozmowę, listy; były też takie budki telefoniczne. Mój wtedy nie mąż opanował jakiś patent z telefonem, budką i aluminiową łyżką, dzięki czemu na koszt państwa mogliśmy rozmawiać nawet i godzinę… Niezbyt to uczciwe, ale miłość tłumaczy wszystko.
      A komentami laski się nie przejmuj. Nawet nie wie, co straciła, jeśli tego nie doświadczyła.

  4. Opowieść taka niezwyczajnie urokliwa; w dzisiejszych czasach coraz więcej potarganych małżeństw i związków, więc Twój przykład niech napawa optymizmem – można żyć długo i szczęśliwie z jednym i tym samym człowiekiem 🙂 To ja jeszcze wirtualny tort podrzucam 😀

  5. Gratulacje 🙂 Z całego serca! Ćwierć wieku to nie przelewki 🙂
    Moja historia też zawiera wakacyjną znajomość, pociągi w te i z powrotem i zwątpienie mas. Więc nie ma co ufać stereotypom.
    Gratulacje raz jeszcze i najlepsze życzenia także dla małżonka – ostatecznie w tym ćwierćwieczu miał swój udział 🙂

  6. Przyznam się, że do pewnego momentu myślałam, że czytam powieść a tu jak się okazuje niezwykłą powieść życia Jago napisałaś. Wszystkiego najlepszego z okazji 25 Rocznicy Wam obojgu życzę 🙂

  7. Dziękuję za komentarz na moim blogu 🙂
    Piękna historia miłości życia i dowód na to, że można ją spotkać w najmniej spodziewanym czasie i okolicznościach.

    Pozdrawiam 🙂

    1. Często się nad takimi drobiazgami nie zastanawiamy – no to jak by się to potoczyło gdybyśmy wracały autobusem jak zawsze ??

  8. No to faktycznie super przygoda, choć czesto właśnie wakacyjne znajomości gdzieś giną i pozostają po nich tylko wspomnienia. Pogratulować tak długiego stażu małżeńskiego i aby tak dalej, najważniejsze w tym wszystkim że są piękne wspomnienia i super udane małżeństwo.

  9. jednak w tych pociągach jest jakaś magia, której nie ma w podróży samochodem 🙂 Swojego czasu na studia z Łodzi do Lublina też przez cały dzień jechałem i niejednego człowieka poznałem, żałuję, że mnie się taka romantyczna historia nie przytrafiła…

  10. Po pierwsze kochana gratuluję rocznicy, piękna liczba. Czytając stwierdziłam, że mamy dużo wspólnego, chociaż ja poznałam swojego męża u koleżanki i zaprosiłam go na kawę i tak już został. I tak już jesteśmy 15 lat i jesteśmy szczęśliwi. Życzę ci wszystkiego co najlepsze i szczęścia i miłości 🙂

  11. Dodaję do moich ulubionych blogów, bo własnie takiego mi trzeba, takiej mądrości pragnę. Dziękuję, że mogłam tu zajrzeć :).

  12. 25 lat?Wow 🙂 Też chce. U nas na liczniku będzie dopiero 7. I powiem Ci coś – chciałabym, żeby za te paręnaście lat pisać/myśleć o swoim podobnie jak TY. I też płakać i nie lubić się rozstawać. Oj chciałabym…Obyśmy zostali na tej dobrej drodze.
    A Tobie/Wam najlepszego! 🙂

  13. Dziwne..Wczorajszej nocy jakos skacząc z kwia…z loga na bloga wpadlam na ten post, ale nie doczytalam (bylo jiz bardzo pozno i jedno oko juz spało) a dzisiaj u siebie widzę Pani komentarz i link do tego postu 🙂
    Wiesz, czego zazdroszczę? Tego co zawarlas w ostatnich słowach, ze nie zalujesz, ze jeszcze raz i z zamknietymi oczyma…Chcialabym tak.
    Pozdrawiam.

  14. Och, jakie to romantyczne! Dla mnie jezdzenie pociagami to dopust i kara, nie znosze, nienawidze i wolalabym pieszo. Szczegolnie w tamtych czasach bylo to straszne, tym straszniejsze, ze nie mialo sie specjalnie wyboru.
    W tym roku my bedziemy swietowac 37 rocznice i to mi uswiadamia, jacy my jestesmy juz starzy.

  15. Ale piękna historia. Na sam koniec zaczęłam myśleć, że to fabuła jakiegoś filmu, czy opis książki. Miłość można spotkać wszędzie. Ja swoją poznałam w sklepie zoologicznym 🙂

  16. Nie wiem, czy wspólne (ale każde w swoim aucie) przejeżdżanie przez kolejne brody na bagiennej grobli, można nazwać podróżowaniem. Jeżeli tak, to my również poznaliśmy się w podróży:))) PS. Odwrotnie, niż Wy, mamy podobne temperamenty, więc czasem czatownie pękają od naszych energicznych, ale całkowicie cichych (żeby nie płoszyć) kłótni:))

  17. Ahhh te nasze cudowne pks-y i pkp-y, no i na domiar złego kongres braci i sióstr… tylko prawdziwa miłość przetrwa taką życiową rozłąkę i niepogodę 😀

  18. Gratulacje! Ja swojego chłopaka poznałam w Bieszczadach, ale pociągi towarzyszą nam od lat. Ja na co dzień mieszkam i pracuję w Warszawie, On w Katowicach więc wiem o czym mówisz:) W zasadzie to niektórzy konduktorzy mnie już poznają, a ja znam na pamięć rozkład pociągów Warszawa-Katowice i Katowice-Warszawa. Serio, mogę robić za informacje…

  19. Ale super masz wspomnienia, będzie co wnukom opowiadać, jak to się dziadkowie poznali 😀 No i że wtedy komórek nie było, żeby do siebie smsować :] Super naprawdę! Gratuluję tylu lat razem i życzę kolejnych szczęśliwych 😉

  20. Pięknie napisane 🙂 U nas powrót z wyjazdu zgrał się z awarią pralki i właśnie usiłuję się nie wkurzać… wdech wydech…tylko spokojnie… 😉

  21. no toz to piekna historia miłosna )) wszystkiego co najpiękniejsze jeszcze dla Was obojga.
    a serwis babciny w komplecie dowiozłyście ?

    1. tak, serwis w całości dotarł. Do dziś mówię do męża że jak będzie niedobry to mu nie dam ponieść plecaka 🙂

  22. Wyszło na to, że obchodzimy „rocznice” w ten sam dzień…;o) Tyle, że my trochę „starsi” w dorobku i małżeństwo nie wakacyjne, a szkolne…Ale Pan N. tez się ożenił z niezłą zołzą…;o)

  23. O kurcze i kto by pomyślał, jakby nie mówić zasługa babci i serwisu rozłożonego na trzy plecaki 🙂 Ja mojego też poznałam na wakacjach, ale jednak w innej scenerii 😉 Wszystkiego najlepszego

  24. Jak romantycznie!!! Zazdroszczę… Dużo szczęścia życzę.
    Cudownie jest mieć kogoś takiego przy sobie, a jeszcze cudowniej że się to docenia. Ech… rozmarzyłam się.
    Domyśliłam się, oczywiście, że to o tobie. Oczekiwałam tylko, że wytłuczecie tę porcelanę po drodze 😀

    1. Serwis dojechał w całości 🙂 Babcia była przeszczęśliwa. 🙂 a ja przez całe małżeństwo nie kupiłam ani jednego serwisu – wszystkie mam darowane a imprezy robimy nieraz na 30 osób więc liczna zastawa mile widziana 🙂

  25. historie z pociągów, to coś, co potrafi zmienić beznamiętny wieczór w wyjątkowy. Tobie udało się zamienić nie jeden, a połowę życia – niezwykłe. niech to trwa i obyś miała komu opowiadać tę historię jak najdłużej.

  26. Piękna historia i piękny staż 🙂 Ano siostra miała nosa, mimo że motylki u Ciebie trochę przysnęły 😉 Ja swojego wypaczałam za suszarką do ubrań na akademikowym korytarzu – Amor piznął mnie strzałą zza sterty szmat 😉

  27. Jago, nie wiem o co chodzi ale nie aktualizują mi się Twoje posty!! także nie wiem czy coś nowego napisałaś? oraz znikasz mi z horyzontu na moim blogu…

  28. Wspaniała opowieść, czytałam jak opowiadanie, z wypiekami. Jaga, to wspaniałe, jak człowiek może powiedzieć, że dziś zrobiłby to samo. Powiem ci, że ja za mojego męża też bym wyszła po raz kolejny za mąż. A jeszcze wiedząc, że będzie tak, jak jest – tym bardziej. Wiesz, podoba mi się twoje stwierdzenie, że jesteś z czasów, kiedy coś się naprawiało. Ja też. Myślę, że kruchość i rozpady dzisiejszych związków wynikają z tego, że młodzi podchodzą do nich na zasadzie – jak się nie uda, to trudno, są przecież rozwody. Błąd już na wstępie. Pozdrawiam cię i cieszę się, że znów jesteś:)

  29. Oj a ja taka spóźniona, jak że mi głupio 🙁
    wszystkiego dobrego na kolejne lata dla Was.
    Jak mogę to też się pochwalę u nas też rocznica 25 lat i też we wrześniu była 🙂
    szczęśliwe są te związki z tego miesiąca przynajmniej jak tak po znajomych widzę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *