Tytuł „Dziecko Roku” wędruje do…

Robię zakupy w sklepie. W większym sklepie. Zakupy to szumna nazwa, potrzebny mi był jedynie papier śniadaniowy, półpergaminowy, duży. Nie przepadam za większymi sklepami, takimi ja ten, zwanymi popularnie hipermarketem czy supermarketem. Zresztą ze wzajemnością.

Sklep też za mną nie przepada i ma w zwyczaju robić takim jak ja, mało stałym klientom, niespodzianki. Niespodzianka polega to na tym, że wchodzę do takiego (sic!) hipermarketu a tu cały asortyment jest poprzestawiany. Jak po przejściu trąby powietrznej czy innej cholery. W miejscu, w którym były zwykłe chusteczki higieniczne i chemia domowa, zalegają owoce, tu gdzie była mąka leżą majtki a chcąc znaleźć kawę odbijam się od półki na której podczas ostatniej wizyty leżały kubki i talerze. Jak na kobietę, nienormalna jest moja awersja i niechęć, do łażenia po sklepach. Więc jak mam zrobić szybko zakupy, biegam z obłędem w oczach, w duchu przeklinając marketingowe chwyty w praktyce. Szlag mnie trafia, bo podczas ostatniej wizyty ledwo ogarnęłam jak dotrzeć do półki z papierem śniadaniowym bez przewodnika i mapy to już jakiś geniusz stwierdził, że za mało czasu spędzam w tym sklepie i trzeba mi trochę skomplikować życie, zmieniając ustawienia towaru. W chwili kiedy to nerwowo usiłowałam zlokalizować potrzebny artykuł to jakiś wyrostek wpada we mnie z impetem. W pierwszej chwili miałam ochotę wrzasnąć, żeby ktoś spisał numery tej ciężarówki, która mnie potrąciła, ale widząc zerową reakcję wyrośniętego dzieciaka, odpuściłam. No dobra, to nie jest mój najlepszy dzień. Nadal szukam papieru śniadaniowego próbując ignorować małego intruza. Zazwyczaj jestem bardzo tolerancyjna w stosunku do cudzych małoletnich – w końcu rozpuszczony gnojek nie jest moim problemem, ale ten przechodził samego siebie. Widok ponad 10 letniego wyrostka rozwalającego z furią sklepowe półki nie należy do widoków normalnych ani przyjemnych. Matka starała się go, na zmianę, ignorować i uspokajać. Gówniarz drze się na cały głos „w dupie mam zakupy, chodź już” a mamusia milutkiego chłopczyka zmienia kolory od trupio bladego aż dobiła do mało twarzowego bordo.

Zażenowana, półgłosem mu tłumaczy, że musi kupić mu zeszyty i papier kolorowy. Chłopczyna głośno wyraża swoje zdanie na temat szkoły i uczących tam pań i lepiej, że żadna z nich tego nie słyszała. Wszystko dzieje się dość szybko i dość głośno. Chłopak nie ma żadnych hamulców, zaczyna wyzywać wulgarnie matkę, budząc ogólne zainteresowanie i oburzenie znajdujących się nieopodal kupujących. Hmmmm, „ma co chciała”, pomyślałam mało współczująco o matce wrednego angora. Kiedy to nadal szukałam specjalnego papieru półpergaminowego składanego a dzieciątko po raz wtóry mnie potrąciło przechodząc niemalże po mojej mało filigranowej osobie, nie mówiąc słowa przepraszam, moja agresja nie dała się już stłamsić w zarodku. Ba, trudno ,było ukryć, że moja wściekłość sięgnęła zenitu. Złapałam gnojka za rękaw pytając po cichu czy wie jak zaraz bardzo go zaboli kopnięcie w tyłek. W tym momencie zobaczyłam przerażoną facjatę matki. Upppsssss…Chyba w napadzie wściekłości za głośno zadałam szczylowi pytanie. Ale już po ułamku sekundy widzę, że warto było. Gnojek zaniemówił. Łapał powietrze jak przedwcześnie wyłowiony karp na kolację wigilijną. Na jego górnej wardze pojawiły się krople potu. Przerażenie mieszało się ze zdziwieniem…Chyba pierwszy raz od urodzenia ktoś śmiał paniczowi uświadomić, że nie tylko bardzo wqrwia otoczenie, budzi niezdrową sensację, ale też jest chamski w stosunku do osoby, której z urzędu należy się szacunek. Do swojej matki. Tylko dlaczego to właśnie musiałam być ja? Właścicielka rozwydrzeńca profilaktycznie nie reagowała. Wokół odezwały się głosy oburzonych obserwatorów całej farsy. Jakaś starsza kobieta, w toczku na głowie i w eleganckim żakieciku powiedziała do mnie „Mój syn ma ponad 60 lat, ale jak by się tak do mnie odezwał to bym mu z dupy zrobiła jesień średniowiecza.” Parsknęłam śmiechem, bo w ustach dystyngowanej damy,  ubranej niczym angielska królowa, zabrzmiało to wręcz groteskowo, ale trudno było starszej damie nie przyznać racji.

Zostawiłam rozsierdzony tłum i bez zakupu upragnionego papieru, opuszczając progi przesympatycznego sklepu zaczęłam się zastanawiać jaką ja byłam córką i stwierdziłam, że do tego rozwydrzonego paskudnika ze sklepu się nie umywałam i gdybyśmy byli równolatkami to i tak do pięt bym mu nie dorastała, ale tytułu córki roku też bym nie zdobyła. Nigdy się nie odzywałam do rodziców wulgarnie, ale też wiedzieli przy mnie, że żyją. Jako małe dziecko demolowałam i niszczyłam wszystkie z trudem zdobyte zabawki, jako biegająca z kolegami po osiedlu dziewczynka nie dawałam rodzicielce szans na założenie mi spódnicy, bo wystawały spod niej pokiereszowane, podrapane po wspinaczkach po okolicznych drzewach, chude nogi. Nawet zęba się pozbyłam w ulicznej bójce. Ale moi rodzice jako właściciele chudej jak patyk córki, byli w zaskakująco dobrej sytuacji, bo rodzice pobitych przeze mnie dzieci nigdy, ale to przenigdy, nie przychodzili na skargę. Po prostu koledzy wstydzili się przyznać, że łomot spuściła  im dziewczyna. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej uciekłyśmy z koleżanką z lekcji. Sprawa się wydała, bo po sąsiedzku mieszkała taka, która z przyjemnością na nas doniosła. Do dziś jej za to nie lubię. Nienawidziłam wtedy szkoły i marzyłam, żeby ją spalić. Gdybym miała nieograniczony dostęp do otwartego ognia niechybnie bym to uczyniła. Zwlekałam do domu wszystkie futrzaste nieszczęścia i żądałam od zaangażowania od własnej mamy, to znaczy karmienia. Jako dziecko i nastolatka zawsze miałam swoje zdanie. Okres typowego buntu nastolatki też dał im w kość. Testowałam ich wytrzymałość i cierpliwość przez kilka lat. Ale i tak uważałam, że starzy się mnie czepiają. W wieku 14 lat namówiłam swoje dwie serdeczne koleżanki, żeby z włosów do pasa obciąć się na modnego wówczas „jeża”czy popularnego wówczas Limahla powodując stan przedzawałowy u matki jednej z ogolonych koleżanek. Nigdy nie dotrzymywałam danego słowa, wiecznie się spóźniałam, w wieku 16 lat wróciłam do domu pijana jak wór, bo równie mądra jak ja koleżanka, po butelce piwa dała mi do spróbowania wódkę, a w domu uparcie twierdziłam, że wcale nie piłam alkoholu tylko jadłam wiśnie a na dowód prawdziwość swych słów usiłowałam czytać książkę. Paliłam papierosy od 16 roku życia podkradając pojedyncze sztuki palącej mamie a w miarę rozwoju kradnąc całe paczki. Ale to rodzice się mnie czepiali. A przecież ja nic strasznego nie robiłam….Przynajmniej tak wtedy myślałam (o ile te bredzenia niczym chorego w malignie można było pomyślunkiem nazwać) Na szczęście z wiekiem trochę (!!) zmądrzałam, rodzice wytresowali mnie na punktualną istotę, która dotrzymuje słowa, no a już o chamskim odzywaniu się do własnych staruszków w ogóle nigdy nie pomyślałam.

Dobrze, że Dorosły Dziecek mnie oszczędził i nie dawał takich popisowych recitali w sklepowych zaułkach, bo pewnie nie dane by mu było dożyć pełnoletności w pełni zdrowia.

 

 

110 odpowiedzi do “Tytuł „Dziecko Roku” wędruje do…”

    1. Ja jej nie podziwiałam – przecież ten wyrostek pewnie nie pierwszy raz się tak zachował …. skoro tak się jej podobało to niech znosi

  1. To Ty niezłe ziółko byłaś, ale z takich ziółek dobrzy ludzie często wyrastają, a w szkole długo się ich wspomina.
    Ten gagatek, o którym piszesz, albo zdominował matkę i rządzi w domu, albo leki powinien brać. Najgorsze, że ostatnimi czasy takie egzemplarze stają sie normą i większość rodziców liczy na to, że szkoła ich utemperuje…

    1. Niektórzy nauczyciele do dzisiejszego dnia pamiętają mnie i zwracają się do mnie po imieniu – co nie ukrywam, jest bardzo miłe. Ale wiem też dlaczego mnie pamiętają ;))

    2. Ja trafiłam kiedyś na taką Agatę, ale dziś uśmiechamy się z daleka do siebie, ona ma już dziecko i wyrosła z niej mądra młoda kobieta, opiekuje się przyszywanym bratem. Prymuski z wzorowym zachowaniem często nie poznają nauczycieli na ulicy…

  2. Chyba bym zareagowała tak samo jak ty. I to już za pierwszym razem. To przerażające jak niektórzy rodzice boją się własnych dzieci, albo ustępują dla świętego spokoju, albo myślą, że wychowają bez stresu. Bez stresu – proszę bardzo, ale nie bez wychowywania. Ty wydajesz mi się osobą, mimo przeszłości, którą barwnie opisałaś, dobrze wychowaną.

    1. Miałam ochotę gówniarza wydrzeć ze sklepy za ten łokieć …. Ta kobieta kręci sobie sama bat na siebie. Ja dobrze wychowana? dziękuję… Moja mama by Ci zaraz odpowiedziała "ROBILIM CO MOGLIM" – rodzice wtłaczali mi w mózg kanony dobrego zachowania i nieraz sami przesadzali

  3. Moja ciocia dałaby popalić temu gó…łepkowi. pracuje w szkole i wszystkie dzieci ją uwielbiają a chuligani boją bo każdego wytropi i sprowadzi do poziomu. Potrafiła mojego brata 3 kilometry a rowerze przez pole gonić jak nabroił i uciekał przed nią xD A ja? ja byłam zawsze grzeczna, nie sprawiałam żadnych problemów mamie, uczyłam się, nie przechodziłam nawet okresu młodzieńczego buntu! No…no to teraz na starość mi się odmienia:)

  4. Gdy moja Córuś zaczęła chodzić do szkoły to taki jeden rozwydrzony szczyl uczepił się Jej. Szarpał, straszył, wyzywał. Chciałam pokojowo problem rozwiązać i najpierw rozmawiałam z nauczycielką. Nie pomogło. Potem spotkałam na wywiadówce mamusię szczyla. Rozmowa się nie udała, bo mamusia warknęła, żeby się odczepiła od niej i szczyla. Następnego dnia poszłam po Córuś do szkoły i trafiłam akurat na scenkę jak szczyl usiłował zabrać mojej Córuś czapkę. Złapałam szczyla za kołnierz kurtki i spokojnie powiedziałam, że jak się jeszcze raz zbliży do Córuś to łeb w plecaku będzie nosił. Jak ręką odjął. Niedawno Córuś do mnie dzwoni i płacząc ze śmiechu opowiada, że ten szczyl odnalazł Ją na FB, pogadali o starych dziejach, a on na koniec mówi, że do dziś pamięta, jak się mnie wtedy przestraszył ;-))))

    1. Wątpię …. Chociaż powinnam poterepać tą mamuśką a nie dzieciorem. Pewnie nikt głupolowi nie powiedział że tak się nie robi

  5. Dzisiaj rodzice za dużo, bardzo za dużo dzieciom pozwalają. To może być wynikiem tzw bezstresowego wychowania.
    Pozdrawiam Jago.

  6. jakbym ja się do ojca tak odezwał za dzieciaka, to amba fatima…:) ba jakbym przy nim do kogokolwiek się odnosił bez szacunku. PS. Nie lubię karpia:P u nas na święta szczupak króluje:)

    1. Karp to tradycja a ja lubię tradycje tylko w wigilię 🙂 Jemy po kawałeczku 🙂 Gówniarz był ir ytujący i to jemu ktoś powinien zrobić z dupy jesień średniowiecza

    1. Wychodzę z założenia że może domownikom łeb urwać i do kadłuba nasrać skoro oni tak lubią, ale w miejscu publicznym niech się zachowuje tak żeby nie drażnić otoczenia

  7. Idealnym dzieciakiem to ja też nie byłam, ale tak inaczej nieidealnym. Bo ja aż do matury to żadnych pić, paleń, wagarów, nieodpowiedniego towarzystwa i takiego tam nic a nic. Za to wypaliłam rodzicom dziurę w kołdrze lampą, bo czytałam nocą zamiast spać ( lampa pod kołdrą), a jako trzylatka oplułam mamę – nie złośliwie, własnie się tego w przedszkolu nauczyłam i chciałam pokazać jak ładnie już umiem pluć… I nie jadłam. To znaczy nie grymasiłam, jadłam wszystko, tylko w ilości mikroskopijnej – dwa gryzy bułki i już byłam najedzona. łyżka zupy i dość. Podobno mam szału dostawała…
    A w sytuacjach jak ta opisana… Terapia szokowa może być pomocna 🙂

    1. Nie wiem czy to coś pomogło gówniarzowi, ale ja sobie ulżyłam – wiem też byłam straszna ale mi na takie rzeczy by rodzice nie pozwalali. Ja nic nie chciałam jeść – dzisiaj to brzmi niewiarygodnie bo kocham jedzenie

  8. zareagowałabym podobnie. niejednokrotnie przekonałam się, że w takich sytuacjach stanowcza reakcja kogoś obcego potrafi wywrzeć efekt piorunujący.
    ps. też jakaś dziwna jestem – nie cierpię sklepów wielkogabarytowych z nieukrywaną wzajemnością.

  9. Jak ja zazdrościłam takim rozwydrzonym koleżankom 😛 Ja zawsze poukładana i licząca się ze zdaniem innych, marzyłam o wybrykach i szaleństwach, zwłaszcza o fryzurze na Shinead O`connor, ale zawsze czułam, że nie wypada. Ehhhhh nudne ze mnie dziecko było.
    A takiemu gówniarzowi, na placu zabaw też zagroziłam, że nogi z zadka powyrywam 😀

    1. ja nie byłam rozwydrzona…rodzice mi nie pozwalali na to żeby być rozwydrzoną. Ja zawsze miałam swoje zdanie i swoje pomysły na życie.

  10. Już mogę wstawić komentarz. Widocznie problem był po mojej stronie, nie Twojej Jaga.
    Tekst mi się podoba.Może dlatego, że też nie znoszę łażenia po marketach. Jak już łazić to po księgarni.
    Poza tym nie lubię takich dzieciaków i obawiam się, że ode mnie też by oberwał.

  11. kilka razy opisałam podobne zdarzenie (np. restauracja, rodzice zupełnie nie zwracający uwagi na potomka, który biega między stolikami, staje za krzesłem i szarpie oparcie) i zawsze trafiają się czytelnicy zarzucający mi egoizm – że przestrzeń publiczna jest dla wszystkich, że nie powinnam oceniać bo może to dziecko ma jakieś schorzenie o którym nie mam pojęcia, itd. Generalnie z tych wypowiedzi wynikało, że skoro nie mam już małych dzieci to mam się nie wtrącać. Dlatego gdy widzę gówniarza drącego się jak strażacka syrena i stojącą nad nim mamusię powtarzającą proszalnym tonem "nie rób tak" to myślę o matce – dobrze ci tak!

    1. To nie jest egoizm tylko prawo do spokoju. Nie szkoda mi mamusiek które rozwydrzyły własne dzieci do granic bólu – szkoda mi otoczenia które musi znosić wycie syreny strażackiej w wykonaniu dziecięcia…

  12. Nie zdarzyło mi się być świadkiem takiej sceny, jak opisana przez Ciebie. Pewnie też bym zareagowała, tyle tylko, że nie mówiłabym o skopaniu tyłka, byłaby perswazja umoralniająca. Z matką kłóciłam się często, bo narzucała swoje zdanie bez przerwy. O karze za chamskie zachowanie wspomniałam w ostatnim poście. Do 17 roku życia mój syn zachowywał się przyzwoicie. Wraz z piciem alkoholu, paleniem i uleganiem wpływom kolegów(uwielbia popisywać się)zaczęłam obrywać werbalnie. Pozdrawiam.

    1. Iwonko, obawiam się, że takiej młodej wredocie żadne gadki umoralniające by nie pomogły…Kłócić się z matką każdy z nas potrafił ale to co wyprawiał ten gówniarz przechodziło ludzkie wyobrażenia….

  13. Niewiem jakbym sie zachowala w takiej sytuacji. Na szczęście nigdy nie zdarzyło mi się nic podobnego. Mam nadzieję, że moją córkę dobrze wychowam i takich scen nie będzie.

  14. Ho ho ho, to z Ciebie, Jago, był niezły "numerek". Ja też mam trochę za kołnierzem, choć mniej ostentacyjnie niż Ty to robiłam, uchodząc za SUPER GRZECZNE dziecko 😉
    O małolatach robiących w marketach dym, już kiedyś pisałam, o ich matkach także – niereagujących, a może nie potrafiących się zachować, gdy ich latorośl, wychowana bezstresowo, demoluje sklep, ludziom stopy i koszyki…
    Ot wychowanie. Dawniej nie było marketów. Na szczęście 😉

    1. Wychowanie bezstresowe?? Nie ma czegoś takiego…To wymysł rodziców, którym nie chciało się wychowywać własnych dzieci

  15. powiem coś niepopularnego…może dostanę cięgi, ale to niestety dzisiejsze wychowywanie w duchu bezgranicznej cierpliwej miłości z kategorii "dzieko może", które popieram, ale…z pewnymi wyjątkami. nie sprawdza się zawsze i do każdego dziecka. żeby dobrze wychowywać dzieci trzeba mieć twardą d…i wielki dystans. wiem coś o tym, bo podobno moje prawie 6letnie czy 3,5 letnie czegoś tam nie powinno robic, bo nie rozumie, nie jest w stanie tak kombinowac. g…prawda 🙂 potrafi. i trzeba się pilnowac, by trwac w stanowczej grzecznosci, a kiedy trzeba pokazac swoje emocje i powiedziec – zaraz zwariuje, jak sie nie uspokoisz 🙂 Jaga, podziwiam postawe 🙂

    1. To dziecko nie było wychowywane tylko chowane a to już spora różnica. No i to nie był 3 latek – to wyrostek wchodzący w wiek nastolatka….

  16. Ja byłam grzeczna z małymi wyjątkami do 17 roku życia(kujon, introwertyk), a później nowi na szczęście już byli znajomi przestawili mnie na ciemną stronę mocy-to sobie poszalałam… Coraz więcej takich dzieci, dlatego ostatnio mam negatywny stosunek do nich. Angor nieźle pomiata matką, kompletny brak wychowania. Uważam, że niektórzy przed decyzją o powiększeniu rodziny powinni przejść kurs, albo kupić sobie zwierzątko(chodź tym też trzeba się zajmować). W ogóle część społeczeństwa nie powinna posiadać dzieci.

  17. Też nie jestem fanką zakupów, ale wolę je robić właśnie w większych sklepach niż w tych małych, bo mogę zobaczyć produkt, dotknąć i nikt mnie nie pospiesza. ALE właśnie, też nie cierpię kiedy wszystko przestawiają. To jest straszne i ten pomysł z mapą, to jak najbardziej w takiej sytuacji, przydałaby się. 😉 Człowiek oszczędzi czas. A co do tego dziecka. Podziwiam odwagę, bo choć wkurzyłabym się na maksa, że ktoś mnie potrącił (i to tyle razy!), to chyba nie zdobyłabym się na zwrócenie uwagi. To naprawdę nie jest przyjemne, kiedy ktoś cię potrąca i nawet ,,przepraszam" nie powie.
    Pozdrawiam serdecznie. 😉

    1. Starałam się ignorować ale za bardzo wyrośnięty gówniarz był żeby przejść obok . Zwrócenie uwagi to jakiś taki odruch i bunt że nikt go nie nauczył dobrych manier

  18. Oj, też nie byłam aniołem bo w książki uciekałam i nie było siły która by mnie do powrotu do żywych namówiła. 🙂 Czyli leń.
    A takiego gowniarza kopnęłabym w tyłek z przyjemnością!!! Dobrze ze go postraszyłaś. A w ogóle hipermarketów nie znoszę i unikam jak ognia. Do milego 🙂

  19. Witam wszystkich. A ja się obawiam, że gdyby mama tego małego kryminalisty zdecydowała się mu sprzedać strzał w pośladek, to w sklepie też znaleźliby się obrońcy uciśnionych grożący opieką społeczną. Od skrajności w skrajność.

    1. Nie sądzę, żeby ktoś zwrócił uwagę matce widząc zachowanie rozwydrzonego bachora…Tym bardziej że to nie było małe, bezbronne niewinne dziecko tylko wyrostek pomiatający całym światem

  20. I bardzo dobrze… należało mu się… miejmy nadzieję, że nie nabawił się traumy i nie zacznie sikać do łóżka. Wstyd przyznać, ale byłam bardzo grzecznym dzieckiem i w ogóle nie rozpieszczonym, choć byłam jedynaczką. Ale ty przynajmniej masz superanckie wspomnienia 😀

  21. Nie dziwię Ci się, że zareagowałaś, ja z pewnością też bym zwróciła temu łobuzowi uwagę, tym bardziej, że z tego co piszesz nie był to już malutki kilkuletni chłopczyk. Mój syn na szczęście już jest dorosły, ale gdy jestem na zakupach, to tak obserwuję nieraz rodziców i ich małe pociechy, które dokazują na całego, a rodzice przyczajeni patrzą na reakcję innych, bo najzwyczajniej w świecie boją się zwrócić swojemu dziecku uwagę nie mówiąc już o jakimś drobnym skarceniu. Zaraz pojawiają się tacy obrońcy, którzy oburzeni zwracają rodzicom uwagę, że tak się nie robi, że niby to i tamto, porażka. A potem Ci sami obrońcy będą się skarżyć do drugiej osoby, że niby jakie te dzieci są niewychowane. No cóż czasy są ciężkie i zwrócisz dziecku uwagę to jest źle, nie zwrócisz to jest jeszcze gorzej.

    1. Dzieci są różne , ale powtarzam , dzieci a nie wredne angory!! Nigdy nie komentuje zachowania dzieci, bo dzieci są różne więc rodzice powinni najlepiej wiedzieć jak właściwie zareagować . Ale to była patologia!

  22. Dawno u Ciebie nie byłam (pewnie dlatego, że dawno nie byłam nigdzie), wracam, czytam pierwszy tekst i już mi się podoba. Wyobrażam sobie jak lawirujesz pośród półek, nie mogąc niczego znaleźć i z minuty na minutę coraz bardziej się denerwujesz, że Ci znowu wszystko poprzestawiali. Mam to samo. Też nie wiem po kiego grzyba to robią. Tzn. wiem, bo chcą, żebyśmy więcej kupiły, ale to chyba nie działa. Jeszcze mi się nie zdarzyło kupić czegoś, czego nie chciałam kupować, tylko dlatego, że znalazłam to zamiast np. szamponu czy ziemniaków. No i czuję też Twoją frustrację kiedy dzieciak na Ciebie wpada, a później zachowuje się tylko coraz bardziej i bardziej chamsko. Mam to samo czasem na korytarzu szkolnym. Ale się powstrzymuję, bo bo wiesz… nauczyciele uczniów bić nie mogą 😉 Ba, nawet dotykać ich nie powinni 😀

    1. Dzięki i witaj….I to jest błąd, że nauczyciel nie może wlać takiemu rozwydrzeńcowi…nieraz taki kubeł zimnej wody dla gówniarza byłby wybawianiem

  23. A ja uważam, że takie zachowanie nie bierze się z niczego. Ta matka, też nie bez powodu zachowuje się jak pokorne cielę. Dlaczego chłopak zachowuje się tak, anie inaczej? chrzanić półki sklepowe, problem nie zniknie po daniu mu "klapsa",czy szarpaniu za rękaw. On poszedł w świat i jeżeli nikt tego nie przerwie, dalej będzie robił swoje

    1. W pierwszej chwili pomyślałam ze złością o matce że ma co chciała – ale później zrobiło mi się jej żal – taka nieudolność nie prowadzi do niczego dobrego co było widać

  24. O, Kochana! Byłaś niezła ;)))

    Ciężka ta cała sytuacja, nigdy się w takiej nie znalazłam (jako świadek). Chociaż czasami obserwuję różne sceny w codzienności. I oprócz tego, że każdy wychowuje dzieci jak chce (oczywiście, gdy nie wchodzi w to żadna przemoc), to tak strasznie nie lubię obcych, wtrącających się ludzi. Zwykle kobiet.

    1. 🙂 nie wtrącałam się – ale uwierz, że mnie to sporo kosztowało, bo dziecior nie zachowywał się jak cywilizowany młody człowiek

  25. A we… Gdybym ja za gówniarza przykładowo ojcu napyskował, to byłby ostatni raz, kiedy coś takiego powiedziałem. Inaczej. To byłby ostatni raz, kiedy cokolwiek powiedziałem.:)

    1. Ten szczon był bezkarny i on dobrze wiedział , że tak może. Matka się go normalnie bała. Straszne i przerażające zarazem.

  26. Łobuziara wita łobuziarę.
    Często problem tkwi głębiej. Znam raką rodzinę w której słowo matki się nie liczy, Tylko Ojciec mam rację, i potem ta biedna kobieta idzie na zakupy z dzieckiem a ten odstawia sceny, matka delikatnie reaguje a on robi swój show… bo jej słowa się nie liczą.

    1. Wiem co ja bym zrobiła gdyby tylko ojciec miał mieć rację – na pewno TYLKO ojciec by robił zakupy z dzieckiem. I niech by wtedy odstawiał sceny to bólu i do woli :)))

    1. a ja jej nie współczuję – współczuję wszystkim innym ludziom którzy będą mieli kontakt z tym rozwydrzonym angorem

  27. Życie gnoja dojedzie. i to szybko. Masz rację, nie ma sensu żałować matki, niezależnie od tego, co spowodowało, że wyhodowała sobie takie coś.

  28. Do końca roku jeszcze cztery miesiące, może zdarzyć się, że typowanego teraz laureata przebije jakiś jeszcze bardziej milusiński…

  29. Najgorsze jest to, że w takich sytuacjach często rodzice są ostatni, by upomnieć dziecko. A co do przemeblowywania sklepu, jak ja tego nienawidzę. Idę w sprawdzone miejsce po dany produkt, a tam…zupełnie coś innego. A już Empik to w ogole…

  30. Rzekłabym, że takie są właśnie uroki bezstresowego wychowywania, ale też gdzieś tam tli mi się myśl, że ją przecież jeszcze zaburzenia, które wywołują niekontrolowane reakcje (np. Zespół Tourette’a), a w takim wypadku winno się współczuć, bo to nie jest zależne ani od matki, ani od dziecka. Także ten… może jednak się nie wypowiem w tym temacie. Nie chcę oceniać nie wiedząc wszystkiego.

    I odpowiadając od razu na Twój komentarz: trafiłam na Twojego bloga w taki sposób, że (przy poprzednim poście) Ty odwiedziłaś mnie 😉

    1. To był rozwydrzony gówniarz, który po prostu nie umiał się zachować, bo nie wyznaczano mu żadnych ram ani granic- chorym z zespołem Tourette’a współczuje ale temu rozwydrzeńcowi także – ktoś go kiedyś uświadomi , że nie jest centrum wszechświata

  31. Wybieram się jutro na zakupy…;o) Mam nadzieję, że rozwydrzeńce będą siedzieć w domach…;o) Ale takich mimozowatych mamusiek jest teraz multum, zamiast rozsądku artykuły w necie i porady „równieoświeconych”…;o)

  32. Wypada mi się tylko cieszyć, że moje dziewczyny takie nie były. I mieć nadzieję, że Tamaluga też nie będzie.
    Kiedyś, gdy Oliwka miała ze 4 lata, jakiś 8 letni gnojek z podwórka obok, zaczął ją szarpać. Złapałam szczyla za kołnierz, przyparłam do muru i,,, powiedziałam, co miałam do powiedzenia. Po chwili się ogarnęłam, że mam zaciśniętą pięść i mało brakowało, żebym uderzyła, bądź co bądź, dziecko… Chciał postraszyć, jak zwykle, wujkiem, ale powiedziałam co myślę o wujku, nawet samemu wujkowi, bo właśnie nadchodził. Od tamtej pory spokój. 😀

  33. Historia ciągle aktualna, niestety….tym bardziej, że już wkrótce rok szkolny, będzie trzeba kupować zeszyty, kredki….ech. ja też nietypowa bo po sklepach nie lubię chodzić 😉

  34. Ja stanę w obronie chłopca. Bo nie znamy jego historii. Nie wiemy o nim nic. Owszem – być może jest po prostu rozwydrzony i niewychowany. Ale jest szansa, że dziecko ma zaburzenia, nad którymi nie potrafi zapanować. Być może to wcale nie jest kwestia jego złej woli, a spraw, na które nie ma wpływu. Nie raz i nie dwa spotkałam się z podobnym zachowaniem u dzieci, które żyły w rodzinach patologiczny. Albo u tych, które wykazywały zaburzone funkcje społeczne jak autyzm czy zespól Aspergera.

    Uważam, że nam, obserwatorom bardzo łatwo oceniać. Czasami jednak warto wykazać się odrobiną empatii, tym bardziej, że nic nie wiemy o tym, kogo oceniamy;)

    1. Cóż – ja nie żyję na tym świecie 16 lat tylko 3 x więcej. I uwierz mi , że jestem ostatnią osobą która by się czepiła chorego dzieciaka. Niejedno widziałam i niejedno słyszałam .Moja tolerancja w stosunku do cudzych dzieci jest ogromna, bo nie wiem nigdy w jakich warunkach żyje. Gdybym miała cień podejrzeń , że to dziecko było chore nie krytykowałabym jego zachowania na forum publicznym. Dziwne, że po mojej reakcji chłopak siadł sobie na tyłku i nie burknął już do matki… To był zwykły niewychowany, młody gbur, który wyrośnie na starego gbura

  35. Żyłka mi pulsowała przy samym czytaniu. Coraz więcej takich dzieciaków – i co, wszystkie chore, żadne zwyczajnie niewychowane? Nie wydaje mnie się.

    1. Dzięki Ken.G 🙂 ja też wychodzę z założenia , że wszystkiego nie da się zwalić na karb choroby. Kiedyś dziecko robiące błędy ortograficzne zmuszane było do ćwiczenia ortografii – teraz idzie się do psychologa i bierze się zaświadczenie, że dzieciak może być tumanem , przepraszam , ma dysortografię. Kiedyś dziecko mające problemy z czytaniem zmuszane było do regularnych ćwiczeń z czytania – teraz idzie się do psychologa bierze się zaświadczenie, że dzieciak może być tumanem , przepraszam , ma dysleksję. To samo z pisaniem nauką aż w końcu z .życiem Wg mnie to pójście na łatwiznę . Soryyyyyyyyy – stara jestem i mogę mieć swoje zdanie

  36. O nienawiści do szkoły mogę godzinami. 🙂 Coś czuję, że wypiłybyśmy skrzynkę piwa, ubolewając nad swym losem. 🙂 Ja w pierwszej klasie też poszłam na wagary. Trwały kilka tygodni i były wybiórcze – dotyczyły języka polskiego. 🙂

    1. Mi zawsze powtarzano, że kto szkołę traktuje jak budę ten ma pieskie życie, coś w tym było….Sama szkoła nie była złą …. jako budynek. Z ludźmi tam pracującymi było już rożnie a raczej ze wzajemnymi sympatiami 🙂

  37. Hmm, niezła z Ciebie zołza. Moja mama, gdyby to mogła przeczytać, zabroniłaby mi kolegować się z Tobą. No, ale do niej internet nie dociera. Swoją drogą takich gnojków jak opisałaś na świecie jest cała masa. Albo ćwierć masy. Pewnie paralizatory czy inne środki przymusu bezpośredniego w jakimś stopniu mogłyby ten kłopot rozwiązać, albo przynajmniej znacznie ograniczyć, gdyby nie polskie prawo. Sprawdziłem – nie pozwala na walenie gówniarzy prądem. Cóż…
    Nieutulony w żalu z w/w powodów Twój kolega Jerzy Kur Domowy i Pan Domu, chachacha 🙂

  38. No kochana i moje 3 grosze. Mama nad gnojkiem jeszcze zapłacze i to nie raz (obym była złym prorokiem), powyżej 10 lat i takie fochy… żenada!
    A my ciągle będziemy czytać, oglądać jakie to te teraźniejsze matki „heroski” bo dzieci wychowują i tam takie inne pierdoły… Ludzie opamiętajcie się !!! Zło tępi się w zalążku.
    Jaga no tak czułam, że Ty pokrewna dusza ale żeby aż tak być zjechaną??? no, no szacun 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *