Nie wstanę-tak mi dobrze

Przyszedł taki moment w moim życiu, że trafiłam na kłody, sypnięte pod nogi i to w hurtowych ilościach. Byłam bez szans, musiałam się wywrócić.

 

I tak sobie leżę, zastanawiając się czy warto wstawać. Chwilami czuję się jak bezmyślny turysta, który mimo ostrzeżeń polazł w góry i został przysypany przez lawinę. Tylko jakoś, ni cholery, nie widzę bernardyna ze zbawienną beczułką rumu przy szyi. Żaden twórczy smutek mnie nie dopadł. Na razie jedyne co widzę, to tylko dno, beznadzieję, trochę mułu i wodorosty. Ile razy można się potykać i rozwalać sobie fasadę? Jeszcze nie tak dawno jedynym moim problemem było parę kilogramów nadwagi i to, że mnie nie znosi teściowa, ale teraz niewiele mnie to obchodzi. A swoją drogą to dziwne jak szybko przewartościował mi się świat…Nie wiem jak mam się zebrać do kupy. Średnio mi idzie, bo czuję się  jak szklanka, która spadła z wysokości  blatu na kuchenne płytki i rozsypała się na wiele kawałków. Teoretycznie można poskładać i posklejać, ale po co? I tak mimo najszczerszych chęci i niezłych umiejętności w składaniu puzzli,  braknie jakiegoś kawałka. Acha, i ta szklanka nigdy już nie będzie taka sama. Zawsze jej będzie czegoś brakować. I ja też już nigdy nie będę taka sama. Nie wiem jak długo jeszcze potrwa ten stan. Zawsze będzie mi brakowało wsparcia i krytyki mamy, która miała być zawsze i wydawało mi się, że była wieczna  i  ze stali. Tak jak wydawało mi się, że ludzie nie są w stanie mnie już niczym zaskoczyć. A tu taka niespodzianka. Ci, którzy wcale nie musieli, tylko chcieli po prostu posłuchać mojego biadolenia i wylewania żali wiedzą jak trudno jest słuchać. I słuchali, chociaż nie musieli. A ludzie od których spodziewałam się wsparcia, bo łączyły mnie z nimi więzy krwi, jasno dali mi do zrozumienia, gdzie mają moją żałobę i żal po stracie, każąc mi dochodzić swoich praw w sądzie. Celowo napisałam to w czasie przeszłym… łączyły… mam gdzieś takie pokrewieństwo. wypisałam się z ich rodziny. Szkoda mi czasu na opisywanie rodzinnego gniazda żmij, ale mama była by w szoku, że jej najbliższa osoba, jedyna siostra, 24 godzin po jej pogrzebie kazała mam spadać…no dobra. Tak zrobiłam mając nadzieję, że kiedyś  się zachłyśnie swoimi decyzjami. I oby się krztusząc nie udusiła, bo może się okazać że nie będzie jej miał kto ratować a nawet po plecach poklepać. A ja mam coraz większy problem z rozdzieleniem dobra od zła i połapania się o co chodzi ludziom i dlaczego celowo zatruwają życie innym czerpiąc z tego dziką radość.

75 odpowiedzi do “Nie wstanę-tak mi dobrze”

  1. Akurat ten etap Twojego zycia wymagalby co najmniej spokoju na godne przezycie zaloby po Mamie. A z rodzina na ogol najlepiej wychodzi sie na zdjeciach, a i to nie zawsze.
    Moze powinnas w tym nielatwym dla Ciebie okresie podeprzec sie lekami? Byloby Ci troche latwiej stawic czolo przeciwnosciom i zlym ludziom na Twojej drodze. Mam nadzieje, ze to tylko przejsciowe, ze czas choc troche zasklepi najbolesniejsze rany. Rok temu stracilam ojca, wiec nadazam za Twoimi nastrojami.
    Trzymaj sie, Jaga, badz silna. A gdybys potrzebowala, to sluze rekawem do wysmarkania.

    1. Spokoju?? Teraz dopiero zaczynają się "jazdy"
      Tak właśnie planuję – jestem już umówiona ze specjalistą. Nie dam rady leżeć bo jakoś każdy zasadę "nie kopać leżącego" ma w dupie. A z tym rękawem uważaj bo teraz mogę Ci zasmarkać cały sweter….

  2. Wiem, że czasem bywa bardzo źle (w cztery oczy określiłbym to trochę inaczej). Przychodzi jednak taki czas, że ponownie stajemy na nogi. I on naprawdę przychodzi! PS. Pies im mordy lizał! I Tyle!

  3. Na wiele z Twoich filozoficznych pytań nie odpowiem, bo chyba nie warto się nad tym zastanawiać, świata całego nie zmienisz, nawet próbować nie warto, szkoda zdrowia.
    Taka głęboka żałobie po mojej mamie trwała rok, o ile pamiętam, bo jednak czas leczy rany lub raczej zabliźnia, będzie lepiej, MUSI.
    Masz dla kogo pozbierać się i dla siebie samej też 🙂 i dla nas tutaj…trzymam kciuki 🙂

  4. Cieszę się Jaguś, że wróciłaś. Wiem, ciężko poskładać się po stracie. Szarpanie się z rodziną przeżyliśmy po śmierci stryja, finalnie mój ojciec zerwał kontakt ze swoją siostrą. Zabronił mi "zapraszać" ją na swój pogrzeb, tak zrobiłam, a jej reakcja…. Z rodziną czasem naprawdę najlepiej na zdjęciach

    1. Rodzina potrafi zatruć życie bardziej niż obcy – obcego możesz zignorować, mieć gdzieś – a rodzina zawsze wie gdzie uderzyć żeby najbardziej bolało

  5. Przykro mi czytać o tym, jak ci teraz jest źle. Zwłaszcza, że byłaś (i w środku jesteś) wesołą, dowcipną dziewczyną. Wiem, boli, brakuje i zawsze będzie. Ale wiesz, pamiętam jak na pożegnaniu mojego taty brat cioteczny powiedział mi: wiem, co czujesz, wiem, że boli (on wcześniej pochował mamę), ale uwierz mi – jeszcze kiedyś będzie dobrze. Pozwalam sobie powiedzieć ci to samo: Jago, jeszcze będzie dobrze, na pewno, tylko trzeba więcej czasu. A rodzina? Cóż, twoja nie jest wyjątkowa, takie przypadki są znane. Po prostu traktuj ich tak, jakby ich nie było. Serdecznie przytulam.

  6. Szczerze mówiąc, za cholerę nie znam odpowiedzi na te pytania. Co prawda w rodzinie nigdy się z podobnymi sytuacjami nie spotkałam, ale marne mam zdanie na temat rodzaju ludzkiego, więc… może w gruncie rzeczy takie zachowania są naturalne? A my takie naiwne…

  7. jak to w zyciu dopiero mocne sytucje pokazuja kto kim jest…
    żałoba, Jaga musi minąć żałoba. podobno rok.

  8. Jesteś Baba z "jajem", więc dasz radę !! Wstaniesz, posklejasz i pójdziesz do przodu…Rozbita szklanka ?? Brakuje okruszków ?? To sklej literatkę, kieliszek, spodeczek…Wykreuj Nową Siebie !!
    Dasz radę, bo jesteś Dobrym Człowiekiem !! A Dobrzy Ludzie mają pewną przywarę…Można Ich ranić, ale zniszczyć Ich nie można…;o)
    Trzymaj się Mój Wodniku Szuwarku !! (Zerknij między te wodorosty, może tam jakiś szczupaczek się chowa !!)
    Jakby co, to bernardyna nie mam, ale kapeczka rumu się znajdzie…;o)

    1. Próbuję się posklejać ale to bardzo czasochłonne zajęcie. Na rum reflektuję , bo czego nie. Obyś miała rację z tym zniszczeniem

    1. Moja mama już dawno by mnie kopnęła w zadek żebym przestała się użalać nad sobą …. pewnie to zrobię ale jeszcze nie teraz

  9. Nie Ty pierwsza odkryłaś , że prawdziwa rodzina to nie więzy krwi… I ci na których liczysz – mają to wszystko… Moja Mama nie żyje już 13 lat. Tęsknię, ale czasem tak pięknie mi się śni, że na jakiś czas wystarcza.

  10. TRudne to wszystko, ale mówią, że czas leczy rany.
    Pewnie większość uda się zabliźnić. Blizny pozostaną, ale będziesz mogła w końcu wstać, otrzepać kolana i pogodzić się z sytuacją.
    Na pewno żmije w rodzinnym gnieździe będą niestety dalej. Dlatego rozumiem, że się wypisałaś

  11. Dawno mnie tu nie było, ale trafiłam na zły okres u ciebie. Co ci mam napisać, jeżeli chodzi o spadki, nie masz dobrej woli wśród rodziny, z mężem poczuliśmy to na własnej skórze i skutki odczuwamy do dziś. Przykro mi z powodu twojej mamy, przyjmij szczere kondolencje

  12. Trafilam tu przez przypadek. Trzymaj sie, z czasem bedzie ci ciut latwiej, mam nadzieje. Ciesze sie gdy spotykam dobrych ludzi a trzeba sobie zadawac coraz wiecej trudu, zeby ich odnajdywac. Marta

  13. Cokolwiek mądrego trudno napisać.
    Wysilanie się na "dobre rady" też niewiele wniesie.
    Takie sprawy każdy musi sam w sobie wygryźć, aż pozwolą żyć.
    Może blog choć na chwilę pozwoli nie myśleć.

  14. Gdy życie rzuca Ci pod nogi same kłody, czas zbudować tartak. Wiesz, piły maszynowe, samodzielnie formowanie pniaków w ładne deseczki wedle uznania, takie tam.
    Kiedyś miałam kilka takich umownych, metaforycznych tartaków i nieźle na tym wyszłam. Nauczyłam się traktować przeszkody jak wyzwania, wyrobiłam sobie inną perspektywę patrzenia.

    Nadwagę to ja kiedyś miałam, dawno temu i już nie ważne. Teściowa to nie temat na publiczne wynurzenia, bo wszelkie spekulacje mogą okazać się zbyt… dojmujące dla obywateli internetu. Wyjawiam Ci jedynie sekret, że łatwo nie mam.

    Ja się czasami czuję "jakbym cały świat odgadła". Kiedy wysiada mi ciekawość życia, dzieje się bardzo źle. To przez brak adaptacji na terenie, na którym żyję i życia w sposób jakiego sobie nie wymarzyłam. Jedak zalety, które ono ma, wygrywają na szali z całą resztą swoją zacna wagą wartości. Czasami tylko od tych myśli wariuję.

    Powiem Ci tak, jako doświadczona w przeróżnych relacjach międzyludzkich – ludzie weryfikują się sami w naszym życiu. A Ty to zostaw. Nie marnuj też swojego zdrowia na nienawiść, bo wyrzuty czy pretensja, niestety wcale nie boli sprawcy, a ofiarę jego postępków. Oddal się od tego.
    I tak zostaną przy Tobie tylko Ci, którzy chcą i potrafią Ciebie słuchać nie dla krytyki czy sensacji, ale dlatego, że Ty tego potrzebujesz.

    1. Wiem o czym mówisz, zwłaszcza kiedy MUSISZ spotykać się z osobą, którą walczy z Tobą non stop. I tylko dlatego to robisz, bo tak wypada, bo ktoś Cię poprosił etc…
      Nienawidzę tego w relacjach międzyludzkich.

    2. Ja też nienawidzę ale nieraz ni cholery, nie ma innego wyjścia. staram się unikać takich ludzi ale nieraz "dla dobra ogółu" nie walczę

  15. Żałoby nie da się przejść na skróty …każdy potrzebuje właściwą dla siebie ilość czasu by się na nowo poskładać . Śmierć zawsze jest tragedią. Nie jesteśmy w stanie przygotować się na nią. Człowiek traci spokój, ład, poczucie bezpieczeństwa. Każdy z nas inaczej przeżywa bolesną stratę. Nie wiemy, jak ukoić ból, jak pogodzić się ze stratą. Żałoba potrzebuje czasu, ma swoje fazy, które trzeba niestety przejść, by z czasem móc wrócić do normalnego życia.
    Nie tłum więc tego co czujesz … bo to Ci nie pomaga .

    1. Na razie nie widzę możliwości "poskładania się" Grunt pod nagami traci się łatwo, ale trudniej to odzyskać. Masz rację – potrzebuję czasu

  16. Wiesz… niedawno Młoda mi powiedziała, że dziwi się, iż po TYM WSZYSTKIM, czego doznałam od teściów, jestem w stanie dobrze żyć z teściową i jeszcze wyjechać z nią na wakacje.
    Jestem w stanie, ale pamiętam wszystko, co do minuty. Jestem w stanie, a wiesz dlaczego? Bo gdybym dalej żywiła w sobie niechęć, czy nienawiść za to wszystko, to we mnie samą by uderzyło. To mnie samą by spaliło.
    Rozumiesz? Przyjdzie taki moment, że wybaczysz i wtedy będziesz mogła pójść do przodu.
    Póki co myślę, że potrzebujesz leków na depresję. Znam ten stan, kiedy człowiek pyta samego siebie, po co w ogóle ma wstawać i myśli, że wszystko jest bez sensu….

    Trzymaj się ciepło.
    Jeśli mogę dodać Ci siły, to przesyłam chociaż tę wirtualną moc 🙂

    1. Staram się nie nakręcać bo faktycznie szkoda mojego zdrowia. Rodzina tak umiliła życie że już nawet nie myślę o nich jak o rodzinie… A tu chyba faktycznie wspomogę się lekami…

  17. od 9 lat zbieram się do kupy i jako młodsza ale bardziej doświadczona koleżanka mogę ci napisać a ty musisz mi po prostu uwierzyć- będzie lepiej. Nie pozbierasz wszystkich kawałków i być może nigdy nie dotrze do ciebie, że mama już nie wróci ale też nikt tego od ciebie nie oczekuje a tym bardziej ty sama nie powinnaś. Czas nie leczy ran, czas przyzwyczaja do bólu- to niesamowite jak człowiek potrafi przywyknąć do ciężkich warunków i jak bardzo to w życiu pomaga przetrwać.A rodzina? Takie sytuacje pozwalają zweryfikować kto jest godzien bycia nazywanym rodziną lub przyjaciółmi i choć teraz to Cię boli to odcięcie się od toksycznych osób wyjdzie Ci tylko na dobre.
    Ściskam bardzo mocno:*

    1. Nie jest lżej – jest inaczej. Do bólu póki co nie da się przyzwyczaić – chwilami przeradza się w bezsilną wściekłość…. Masz rację – toksyczna rodzina poszła w odstawkę i wcale mi nikogo z nich nie brakuje.

  18. Bądź sama zmianą, jaką chcesz zobaczyć we wszechświecie 🙂
    Od tego trzeba zacząć. A ludzie… zauważyłam, że można przyciągać tych dobrych. Trzeba tylko dobro umieć dostrzegać i się na nim skupiać.
    Pozdrawiam serdecznie! Przesyłam moc pozytywnej energii :*

    1. Wiesz, że to przyciąganie ma sens – zazwyczaj spotykam fajnych ludzi ale jak zaczęłam się wściekać to oszołomy zaczęły się mnożyć niczym grzyby po deszczu. A pozytywna energia jest mi potrzebna jak nigdy dotąd.,…dziękuję

  19. Cieszę się że wróciłaś,tęskniłam (pewnie nie tylko ja)…wiem,że to trudne…u mnie też ostatnio rodzina rogi pokazała jeśli chodzi o tzw spadek, uzgodnienia nieżyjącego Teścia poszły się ….rodzina wie swoje 🙁 nic to, zawsze trza liczyć na siebie a reszta to pikuś…Dasz radę, bo kto jak nie Ty…jakby co mam dużo swetrów do smarkania i mnóstwo własnej roboty alkoholu 🙂 tylko daj znać i jadę do Ciebie ze wszystkim…

    1. tu też uzgodnienia poszły w …. resztę mam gdzieś. Słowo – odpuszczam. Nie ma sprawy – alkohol domowej roboty nie jest zły – też lubię robić. Nalewki, wina, winiaki i inne….Z tymi swetrami uważaj, bo ostatnio często potrzebuję rękawów…

    2. oj tam, swetry można uprać albo kupić nowe…mam jeszcze kota idwa psy , które też mozna obsmarkać a wyczyszczą się same . Trzym się ciepło, kiedyś wreszcie będzie lepiej

  20. Ja nie pojmuję takich ludzi. Nie rozumiem, jak można kłócić się o spadki, kiedy ktoś właśnie umarł i się go dopiero co pożegnało. A to często tak jest. I to jest bardzo przykre. I prawdziwe jest powiedzenie, że prawdziwego przyjaciele poznasz w biedzie. Może to banalne, ale z czasem będzie lepiej.

  21. Współczuję Ci bardzo, ale i ja od dawna najwięcej wsparcia mam od osób, które sama sobie oswoiłam, czyli moich przyjaciół. Więzy krwi niczego nie przyniosły w moim życiu. Jak przykro tylko, że te najgorsze instynkty objawiają się w takich najtrudniejszych życiowych momentach…
    Trzymaj się. Niestety im jestem starsza, tym więcej ciosów muszę przyjąć na klatę, mimo że jeszcze się nie podniosłam po poprzednich. Ten czas ma to do siebie, że jakby ciężki nie był – to przeminie. Pamiętaj o tym.
    I niebo też kiedyś znów będzie niebieskie, a łąka zielona.

  22. Jak sama napisałaś wyżej, „rodzina” atakuje właśnie wtedy, kiedy człowiek jest w szoku i rozpaczy, czyli kiedy jest słaby i bezbronny. Jeśli trzeba do sądu, to trudno, czasem nie da się inaczej. Oczywiście, można odpuścić, odciąć się, oddać zwycięstwo walkowerem – tu wszystko zależy od Twojego charakteru. Czy lepiej odpuścić, czy walczyć. Po sobie wiem, że niestety czasem lepiej się pobrudzić (choćby po kolana wpaść do szamba), odpuszczanie jest średnie, bo strasznie rozzuchwala drugą stronę. Kiedyś być może prztyczek w nos by wystarczył, teraz trzeba porządnie natłuc po łbie.

    Ale cokolwiek sądowego trwa i wymaga cierpliwości, więc nie ma co jeszcze o tym myśleć. Na razie znajdź czas dla siebie, na zebranie sił, odzyskanie równowagi. Choćby wspartej lekami. To najważniejsze.

  23. Po prostu…Wyluzuj…
    Nie roztrząsaj, bo Cię to zadręczy…
    Sama ładowałam w siebie podobne emocje, i wierz mi na słowo, nie warto…
    Masz tylko jedno zdrowie i jedno życie…
    Trzymaj się !!

    Jakbyś potrzebowała to możesz wylać to na mnie…;o)

  24. Pewnie to głupie, co powiem, ale tak właśnie czuję i nic innego nie przychodzi mi do głowy, poza tym, że jest mi naprawdę bardzo przykro. 🙁
    Posiedzę sobie w kąciku cichutko. Albo głośno jeśli wolisz.

  25. Zawsze warto wstawać 🙂 Może na początku się wydawać, że nic nie ma sensu, ale z czasem to się zmienia 🙂 Nigdy nie wolno się poddawać!

  26. Rozczarowanie najbliższą rodziną mocno boli…TRudno się pozbierać. Czytałam ostatnio Dziewczyny z Wołynia, moja babcia pochodziła z Wołynia. BYł tam fragment, w którym siostra prosiła siostrę o furmankę, żeby zebrać zboże z pola. Proszona zgodziła się, zastrzegając, że na kilka godzin, bo chce uciekać z Wołynia przed mordercami. Ta, co pożyczyła jednak nie wracala, godzina, dwie, dzień, drugi…w końcu na piechotę poszli do niej. Okazało się, że z całym dobytkiem uciekła na cudzej furmance, a siostrę z rodziną zostawiła na pastwę banderowców. W konsekwencji siostra z mężem i dziećmi zginęła. Ocalała tylko jedna ich córka.

    1. Oj bardzo – ulga będzie dopiero wtedy jak dotrze , że nie nad wszystkim mamy panowanie i nie na wszystko mamy wpływ . Aż ciarki mi przeszły po plecach jak przypomniałam sobie film WOŁYŃ . Właśnie dlatego zrobił na mnie takie wrażenie że mam świadomość, że jest to na faktach i taki los spotkał ludzi . I siostra siostrze……. a ja się zastanawiam „DLACZEGO”

  27. Kiedy Mama odchodzi, nic już nie jest i nigdy nie będzie takie jak przedtem. Straciłam mamę dwa lata temu w wyniku błedu lekarza i żyję, ale wszystko jest inne. Nie miałam starć z rodziną na szczęście, więc w ogóle nie wyobrażam sobie jak musisz mieć ciężko. Trzymaj się mocno.

    1. Masz rację, powoli to do mnie dociera, ale bardzo powoli. Rodzina ? To zlepek ludzi którzy nie zawsze chcą patrzeć w tą samą stronę .

  28. Uwierz- z czasem będzie dobrze, bo to normalna kolej rzeczy-starsze pokolenie odchodzi, musi, czy chce tego czy nie.A ból z czasem przycichnie, nie będzie taki ostry, zostanie „ćmienie” i rzewne wspomnienia.
    Pantera dobrze Ci napisała- z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach a i to trzeba stanąć pośrodku, żeby Cię nie obcięli.
    Wspomóż się lekami, to nie wstyd, to czasem życiowa konieczność.
    Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale ja więcej serdeczności i pomocy miałam w życiu od osób obcych niż od własnej rodziny.
    Przytulam, wprawdzie wirtualnie, ale szczerze.

    1. Już to wiem…wiem też że dobrze nie będzie, będzie inaczej. Pusto i bez kleju który trzymał całą rodzinę w ryzach…. I znów masz rację, obcy mają więcej empatii niż najbliższa rodzina

  29. Na wszystko potrzeba czasu
    Smutek powinien dojrzeć jak wino i przejść w strefę innego wymiaru
    W strefę dozowania
    Nie przyśpieszaj przejścia w radość czasami człowiek potrzebuje się wypłakać
    Rodzina, chyba wszyscy się na niej zawodzą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *