Nie ćwicz, bo się spocisz

Kiedy pan kotek był chory to leżał w łóżeczku a ja musiałam odwiedzić kardiologa i diabetologa. Jeden stwierdził, że nie ma powodu do paniki a ten pierwszy wcale nie delikatnie zasugerował żeby coś z sobą zrobić. „Coś” miało oznaczać pozbycie się nadmiaru mnie.

Zaczęłam więc treningi w klubie fitness. Regularne. Pierwszy raz instruktorka-trenerka oprowadziła mnie po całym obiekcie pokazując co gdzie jest i jak z czego korzystać. Klub jest wielki, więc wyglądem odbiega od osiedlowych klubów z malutką salką na zajęcia fitness. Ale co za tym idzie, jest bardzo anonimowy. Tam nawet nikt nie odpowiada na grzecznościowe „DZIEŃ DOBRY”. Wyjątku nie stanowiła Pani Sprzątająca, która na moje DZIEŃ DOBRY, popatrzyła, jak by spotkała kosmitkę. No dobra, nie to nie, będę robić swoje i resztę mam w nosie. Więc zaczęłam przygodę z treningami. Wymyślne tortury mające na celu wykończenie mnie i złamanie mojego hartu ducha, zapału a oficjalnie to wszechstronny trening interwałowy całego ciała o wysokiej intensywności kształtujący sylwetkę. Kiedyś przedstawię szczegóły.

Później bieżnia albo inny przyrząd do tortur. A po wyjściu : przepocona koszulka, włosy mokre i posklejane na czole. W szatni moją uwagę przykuły, nie szafki, lecz gwiazdy, gwiazdki i gwiazdeczki. Na szczególne wyróżnienie zasłużyło dziewczę, około 25-30 lat, długie czarne włosy. W czasie kiedy ja wiązałam buty, Dziunia podeszła do lustra i wprawnym ruchem nakreśliła eyelinerem kreski na powiece, pociągnęła tuszem rzęsy tak długie, że aż groteskowe i fachowo wydęła i tak wydatne usteczka przy korekcie szminką a na koniec spryskała się perfumami. W pierwszej chwili pomyślałam, że skończyła ćwiczyć i po prysznicu poprawia makijaż, bo spieszy się do pracy, ale kiedy zobaczyłam, że naciąga na siebie zamiast koszulki króciutki top ledwo zasłaniający cycki, zamiast wygodnych getrów-przyciasne różowo-czarne spodenki, którym było bliżej do majtek, niż do wygodnego sportowego stroju, eksponując półdupki a w wypacykowany dziobek wetknęła bezcukrową gumę do żucia – odjechałam. Widok paniusi, która pedałując na rowerku, mieli żuchwą niczym rasowa krasula, jest dla mnie nie do przyjęcia. Już widzę siebie w takiej sytuacji, kiedy to podczas zadyszki chcąc wziąć głębszy wdech i krztuszę się i duszę gumą. Ćwicząc staram się nie zwracać uwagi na otaczający mnie świat (czytaj: ćwiczących ludzi), ale często moje starania spełzają na niczym. No bo jak tu nie patrzeć na takie okazy? Na sali znów wpadła mi w oko czarna niuńka, zaobserwowana już w szatni. Teraz dla odmiany ze smartfonem w jednej łapce, a uchwytem orbitreka w drugiej…Leniwie przerabiała zgrabnymi, zbrązowiałymi nóżętami, nie za szybko, żeby się nie spocić, strzelała zza firanek rzęs sarnie, lustrujące spojrzenia na wszystkich przechodzących. Po chwili dołączyła do niej psiapsióła…ten sam typ tylko troszkę starszy model. Ta z kolei, świeżo odziana w firmowym salonie sportowym, w butkach pod kolor majtasów, strzelała słit-focie robiąc dzióbek rodem z wybiegu dla szympansów i nawołując do psiapsióleczki „chodź, zrobisz sobie selfie w lustrze”. No tak…koniec tych jakże forsownych ćwiczeń. W końcu to całe 25 minut, łącznie ze zrobieniem fotek, oka, i fryzury i całej galerii zdjęć na fejsa. Przeparadowały niczym łanie, wdzięcznie prężąc i wyginając swe ciała, przez środek siłowni, wywołując oczywiście ogólną radość wśród ćwiczących tam panów olbrzymim przerostem tkanki mięśniowej nad mózgiem. Teraz tylko odpowiedni filtr i zdjęcia gotowe. Ale będzie lajków…..

Po cholerę komu rewia mody na siłowni? Oczywiście, że ciuch ma być czysty i wygodny, ale to co oglądałam przez te dni na siłowni i na zajęciach fitness powala mnie na łopatki. Butki (firmowe a jakże) kolorem dobrane do topu, makijażu czy wzoru na majtasach do ćwiczeń, oko zrobione nie gorzej niż na bal sylwestrowy, dobre, markowe perfumy….Pewnie zacofana jestem – nie znam się. W końcu przychodzę tam tylko po to, żeby się pocić i spalić trochę tłuszczu i cukru. Przewagę „ćwiczących” stanowią dziewczyny oscylujące wiekiem w okolicach 30 lat…Dla mnie, kobiety, hmmm…dojrzałej – żenujące. Czyżby tak wyglądała kobieca twarz desperacji??

 

 

 

 

 

104 odpowiedzi do “Nie ćwicz, bo się spocisz”

  1. No to teraz wiem, że mój instynkt samozachowawczy dobrze mi podpowiedział, żeby szukać innych sposobów na utrzymanie linii…spociłam się od samego czytania 🙂

  2. BRAWO, widzę że synuś nie wyolbrzymiał- mamcia wzięła się poważnie za odchudzanie! 3mam mocno kciuki! Ja sama jakoś nie mam odwagi ruszyć się i to do tego na norweską siłkę- wiesz jaka TU jest rewia mody? wiesz co to są getry za 700 zł? tak legginsy za 7 stówek..taka dziunia przychodzi ubrana za 3 klocki ale co je wyróżnia od polskich dziuń? One faktycznie ćwiczą i to ostro! Bo Norki mają bzika na punkcie ćwiczeń i obawiam się że wyjdę przy nich trochę żenująco xD z moją kondycją heh. Dlatego ćwiczę ale w domku:)

  3. Brawo dla Ciebie, a takie niunie muszą istnieć dla urozmaicenia świata ;-). Rewie mody na siłowni jeszcze jako tako zrozumiem, ale tylko wtedy, gdy jak wyżej pisze Mada – panna (pani) odziana w legginsy za 700 zł naprawdę daje czadu, a nie klika foty i wydyma dzioba ;-).

  4. O nie nie, o nie… jak przeczytałam o tych eyelinerach to już wiedziałam! Jezu, ile kobiet tak ma to jest niepojęte 😀 Pocą się potem tymi podkładami i szminkami i wyglądają groteskowo… o ile w ogóle się postanowią spocić 😉
    Kochana, gratuluję , baw się tam dobrze na siłowniach! 🙂

    1. Nie chce oceniać takich dziun, bo i my na swój inny sposob, tez swirowalysmy….chyba:)ja dzis dziubek do zdjęcia zrobilam,wrzuve na insta, a co! O

  5. ja od dłuższego czasu wybieram się na siłownie,ale właśnie obawiam się ,że takie 'kobietki' będą za bardzo mnie denerwować i..jak na razie pozostaje mi bieganie

  6. Ciekawy tekst, znam wiele kobiet, które zakładają że właśnie w siłowni poznają wymarzonego mężczyznę stąd ich starania pełen makijaż, odpowiedni strój – seksowny
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    1. Na siłowni wymarzony mężczyzna?? Błahahaha…dobre – i że zwróci niby na siebie uwagę kretyńskim zachowaniem i debilnym strojem – no jest to jakiś sposób na złowienie faceta

  7. Nie chodzę na siłownię, więc obecnie nie doświadczam podobnych widoków, ale słyszałam, że wiele osób chodzi tam by pokazać swoje nowe ciuchy, a nie ćwiczyć. Gdy byłam kilka razy, to na nic podobnego się nie natknęłam, pewnie nieźle bym się uśmiała 🙂

  8. hahah. ja to Cię po prostu uwielbiam, opisujesz to tak, że…już tą dziunię zobaczyłam. to między innymi dlatego tak cięzko mi zmobilizować się do chodzenia "do takich miejsc". za Ciebie trzymam mocne kciuki. Twoj sukces będzie dla mnie mocnym kopem…w tyłek 🙂

  9. Zaliczyłam kilka miejsc, gdzie ćwiczono fitness, ale najdziwniejsze było ostatnie – nie, nie wypacykowane lalunie, ale towarzystwo wzajemnej adoracji – "o jaki ty masz piękny kolor włosów, a jaką fantastyczną bluzkę, a jak schudłaś…." . Nooooooo! Nie wiem, czy tym kobietom nie ma kto prawić komplementów, że same sobie muszą? 😉

  10. Chodziłam jakiś czas nasiłownię a właściwie do fitness klubu. Wytrzymałam miesiąc. Chodziłam tam ćwiczyć i ćwiczyłam. Wychodziłam czerwona, spocona i zadowolona. Potem właściciel rozszerzył ofertę o solarium i różne takie, no i klientela też się zmieniła. Na te dzióbkowe a to nie dla mnie. I sobie poszłam i nie wróciłam 😀 Ćwieczę w domu i jest fajnie. A fitness club omijam łukiem dalekim! Buziaki- również od Futrzatego!

  11. Fajna ta pupa na zdjęciu, mogłaby konkurować z pupami celebrytek. Oni robią takie rankingi, czyja najładniejsza. 😉 .
    Pozdrawiam Jago. 🙂 .

  12. "Dziunie" chodzą na takie fitnessy z dwóch powodów – aby poderwać faceta, a drugi, żeby pokazać się przed kumpelą, niech zazdrości, że nie stać ją na majtki za 700 🙂
    Chodziłem przez jakiś czas na siłownie i inne ćwiczenia pod dachem, ale to nie dla mnie wolę się wybiegać gdzieś w przyrodzie.

    1. czyli miałam rację – tak wygląda kobieca desperacja 🙂 też lubię biegać ale na takich zajęciach jest inny wysiłek fizyczny

  13. Ponieważ żle się czuję w dużych grupach to zwykle ćwiczę kameralnie, ale swoim wpisem nie tylko utwierdziłaś mnie w moim zdaniu, że nie dałabym rady w grupie, to jeszcze rozbawiłaś:)
    P.s. Twój komentarz do wpisu o moim wkurzeniu się na znikające komentarze to dowód na istnienie kota Schrodingera (jednocześnie jest i go nie ma). Nie mam możliwości odpowiedzieć, na blogu go nie widać, a na G+ niby momentami miga, ale..

  14. Nawet mnie nie strasz… kiedy urodzę już Maleństwo, jednym z punktów było zapisanie się na siłownię, nawet już miałam upatrzoną – ale tych dziuń to chyba nie zniosę. Bo podejrzewam, że są pod każdą szerokością geograficzną;]
    Ech, rób swoje i nie patrz na boki…chyba żeby się pośmiać;)

    1. Nie straszę – zachęcam – będziesz mieć rozrywkę przy męczących ćwiczeniach, patrząc jak te okazy się prężą nie męcząc się wcale 🙂
      A w ogóle to miło Cię powitać 🙂

    2. Haha, właśnie Jago- to jest jakaś tam rozrywka 😀 Są jeszcze ci piękni panowie, którzy spędzają na siłowni przynajmniej 6 h- podniosą 3 razy ciężarki i robią kółko po sali, potem zrobią 3 przysiady i znów robią kółko 😀
      Ależ się zawzięła w tej walce o siebie 🙂

  15. Moja walka na siłowni też trwa. Dziunie się zdarzają, ale u mnie są tak wysportowane, że po prostu lekko przychodzi im trening, a że przy okazji zrobione, to już należy do ich stylu. 🙂 Każdy musi mieć coś, co mu sprawia radość. Jestem wyrozumiała, zajmując się wyłącznie sobą i swoim profilem, tym na insta też 🙂

  16. A ja po przeczytaniu Twojego wpisu zatęskniłam za tym czasem kiedy chodziłam na siłownię regularnie. Teraz nie chodzę bo… nie mam czasu? Wiem, że brzmi jak wymówka, ale jak sobie myślę wieczorem po ciężkim dniu, że jeszcze miałabym się gdzieś ruszyć to mi się całkowicie odechciewa. Albo tych wieczorów po prostu nie ma, bo kończę robotę w nocy. Tak wiem, wiem… są jeszcze weekendy. Ale wtedy siedzę na kanapie i piję wino. Witaj zdrowy trybie życia! 😉

    Oczywiście plany powrotu na siłownie są. Chyba miałam więcej szczęścia do towarzystwa, bo u mnie wszyscy sążnie ćwiczyli, chociaż czasem czułam się jak sierotka w swoich trochę mniej wypasionych ciuchach. Jakieś tam markowe nike, adidasy i takie tam mam, ale często leżały brudne w koszu, a ja łapałam pierwszą czystą i wyprasowaną koszulkę bez żadnych znaczków. Ale chyba nikt na to nie zwracał uwagi. Wspaniałym rozwiązaniem na mojej siłowni były telewizorki, które miały multum fajnych programów, więc ludzie się na nie gapili, pedałując jak szaleni na rowerku czy zdobywając Mont Blanc, a nie na wspołćwiczących. A ile się dowiedziałam z tych programów, m.in. o winnicy w naszej okolicy, którą zdecydowanie mam zamiar odwiedzić. Hmmm… chyba za dużo o winie w tym komentarzu 😉

  17. A ja swoją siłownię musiałam porzucić, buuu; wyprowadzka wymusza na mnie poszukanie nowego miejsca kaźni 🙂 Albo będę z zapałem pedałować na rowerku stacjonarnym i hula-hopem masakrantem bujać we wszystkie strony 🙂 Pozdrowionka 🙂

  18. Znajoma trenerka opowiadała, że kiedyś jak taka "Dziunia" zaczęła bardziej energicznie ćwiczyć i machnęła głową, to… jej włosy przeleciały przez całą salę. Okazało się, że miała doczepiane 🙂 Ale to był klub fitness bardzo specyficzny – trenerka pań nie mogła rozróżnić, bo były podobne po… operacjach plastycznych 🙂

  19. Siłownie i fitness to nie dla mnie, chociaż same ćwiczenia jak najbardziej, ale nie mogę dobrać sobie odpowiedniego sprzętu(rotor ucieka, na stacjonarny nie wsiądę, bo nawet gdyby ten kierunek się udał, to odwrotny zakończyłby się runięciem i przygnieceniem przez rower). A tak bez towarzystwa i technicznego wspomagania nie za bardzo się chce. Za Twoje Ćwiczenia czy z paniami czy z dziuniami czy samotnie- trzymam kciuki.

    1. ja nie mam przeciwwskazań – wręcz mam zalecenia do wysiłku fizycznego. Siłownię zmieniłam , teraz tu gdzie chodzę są "normalne" kobitki

  20. Ja przy swoim Mózgowym Porażeniu Dziecięcym też nie mam przeciwwskazań do ćwiczeń. Wręcz przeciwnie, powinnam jak najwięcej. Nie wiem jaki sprzęt mogłabym zakupić, by mi pomagał w ćwiczeniach.

    1. Musiała byś dopytać fizjoterapeutę, ale skoro ruch jest ci wskazany i nie masz przeciwwskazań to coś prostego – stepper za 50 czy 80 zł też by zdał egzamin

  21. A wiesz, w odwiedzanym przeze mnie klubie rewii mody nie ma choć młodzieży sporo. Jest przesympatycznie, uśmiechy rozsyłane na każdym kroku, a dla mnie z racji wieku /chyba/ podwójnie wręcz:))) Omijam ze strachem maszyny treningowe i z przyjemnością witam zajęcia grupowe: ABT, TBC, zdrowy kręgosłup lub pilates. Młodziutkie trenerki wyrozumiałe i motywujące. Naprawdę czysta przyjemność.
    Powodzenia i wytrwałości życzę!

  22. 🙂 ale się uśmiałam… Kiedyś też jeździłam na siłownię i oprócz litrów wylanego potu i kołatań serca, niczego nie osiągnęłam. Od lutego ćwiczę sobie w domu jogę( może nie jest to najwyższych lotów ćwiczenie ) , z filmików i ze studia online. Czuję się o niebo lepiej, i może waga nie spadła, to z wielkim zdumieniem stwierdziłam, że bez problemu zmieściłam się do sukienki, która od paru lat wisiała, bo żal było jej się pozbyć i juz przyszedł na to czas, ale postanowiłam spróbować… i została 🙂 Jak to dobrze, że ja sobie mieszkam na moim pustkowiu i nawet nie wiem, że takie „dziunie” w ogóle istnieją. Pozdrawiam i życzę pozytywnych efektów

    1. Moje ambitne plany ćwiczenia w domu kończyły się już po 2 dniach:) więc skoro mus to mu :O) Ja już też wyjęłam z garderoby karton z napisem „WYROSŁAM”

  23. Koniecznie proszę o adres tego klubu i kilka zdjęć. Wpuszczają tam kury domowe? Czy facet z wynikającym z wieku biustem musi zakładać staniczek??? 🙂

  24. Znam temat, choć u mnie na szczęście opisane przez Ciebie zjawisko nie występuje w aż tak dużym natężeniu – takie egzemplarze są chyba w mniejszości, choć dość dużo ich.
    Ja niedawno powróciłam na siłownię po ok. półrocznej przerwie, więc trochę rozumiem, co tam przeżywasz (choć teraz i tak jest mi łatwiej, niż kiedy byłam tam pierwszy raz). Chodzę tam bezpośrednio po pracy, więc przed treningiem zmywam makijaż i chyba jestem jedyną osobą, która to robi… 🙂

    1. 🙂 śmieszą mnie laski w pełnej tapecie – i jeśli taka już zmusi się do wysiłku wygląda jak Joker po starciu z Batmanem 🙂

      1. Dokładnie, makijaż na siłowni po prostu nie ma sensu – i tak spłynie i będzie się wyglądało znacznie gorzej niż bez. 🙂

  25. Dobrze, że postanowiłem posprzątać na swoim blogu, bo do końca świata byłbym przekonany, że porzuciłaś pisanie. Nie wiem, jakim cudem umknęła mi Twoja przeprowadzka, ale nie ma tego złego:)

  26. Ja to jestem całkiem przestarzała…;o) Jakoś nie ogarniam, że przy pięknej pogodzie ludzie idą na siłkę, żeby skorzystać z bieżni, zamiast pobiegać w lesie, albo w parku…Że zamiast zwiedzać okolicę na rowerku, kręcą w miejscu…;o)
    Starej daty jestem, to i niereformowalna…;o)

    1. ale siłownia to nie tylko rowerek, osobiście chodzę na różnorakie treningi , siłownię zmieniałam na taką w której panie nie tylko przychodzą „wyglądać”

  27. Stary, trzymam Twoją stronę. Często się zastanawiałem czy jestem na siłowni czy na jakimś pokazie. A najbardziej rozbawiła mnie sytuacja jak na dziewczynę, która była tak ubrana że wyobraźnia była zbędna spoglądał koleś. Co zostało oczywiście dojrzane i słyszał od tej otóż gwiazdy „Co się patrzysz debilu??” Także ja w takich sytuacjach się pytam: Czego się spodziewasz świecąc cycem wśród facetów??

  28. Znam ten typ kobietek!!! Są nie tylko w siłowniach!
    Samozaparcia i siły woli gratuluję!!! Też długie lata chodziłam na fitness! Teraz, ot, baba od remontu!!!
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  29. Warto w końcu wziąć się za siebie 🙂 Takie ćwiczenia dużo dają i człowiek od razu lepiej się czuje!

  30. Na siłowni byłam tylko raz i nie sądzę, że jeszcze tam pójdę. Widok tych modelek, które tam były poubierane jak na plaże mnie odstraszył. To zdeydowanie nie mój swiat. Zdecydowanie lepiej ćwiczy mi się z Chodakowską w domu i przyjemniej. Nie muszę nikogo oglądać i nikt nie musi mnie.

    Powodzenia i nie poddawaj się, po prostu je olej i rób swoje 🙂

  31. Też zauważyłam, że niektórzy na siłownię przychodzą chyba tylko dla lansu. Pełny makijaż, markowe buty, markowe ciuszki. Albo jeszcze inny typ: trochę bieżni, trochę posiedzi i do domu. Ale obowiązek spełniony. 🙂

    1. No cóż – bardzo długo chodzę regularnie na treningi ale nadal mnie takie dziunie śmieszą . Lansować to ja się mogę w domu 🙂 i wszyscy zadowoleni 🙂

    1. Do gier zespołowych potrzebny zespół 🙂 a siłownia jest fajna pod warunkiem że trafisz do normalnej a nie do lansujących się idiotek

    2. Też nie chodzę na siłownie, a spalić kilka kalorii można też uprawiając sport samemu: jeżdżąc na rowerze czy w domowych warunkach włączając film aerobowy i ćwiczyć z grupą w ten sposób.

  32. Chore. Ja siłownię mam w lesie. Codziennie 2 godzinny szybki marsz, a po drodze ćwiczonka z podciaganiem na drzewach i pompki z przysiadami tez są.
    Pozdrowionka 🙂

    1. wcale nie chore…. Pozostaje mi siłownia , lubię morderczy trening a nie mam innych możliwości bo do lasu daleko 🙂

  33. Tak jak Jotka, spociłam się od samego czytania 😉 Ilekroć spotykam takie dziunie w klubie fitness, uderza mnie jak bardzo tam nie pasuję… dlatego chyba ostatnio częściej wybieram bieganie po parku. 😉

    1. Dlatego ja uparta zmieniłam siłownię – chodzę tam gdzie dobrze się czuję i nie ma pustaków polujących na mięsne kąski

  34. Może monsza szukają 🙂 Na siłowni jeszcze mnie nie widzieli i nie wiem, czy zobaczą. Ćwiczyłam rok temu (albo dwa lata… czas tak szybko leci) w domu przez miesiąc albo dwa, ale rzuciłam w diabły. Endorfiny na mnie nie spływały, więc szybko mi się odechciało. Ale brzuszek by się chciało zgubić. Heh… Zawsze zostaje liposukcja 😉 Do tego można wyciąć z jednego miejsca i wszczepić w drugie. Genialne! Ten, kto na to wpadł, pewnie się nieźle obłowił 🙂

    1. Unikam lekarzy jak mogę a w domowych warunkach ciężko o takie przepchanie tłuszczu z tyłka czy brzucha w policzki …. Więc wypacam ile się da….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *