106 sprawdzonych sposobów na to… jak nie rzucić palenia

Wszem i wobec wiadomo, że palenie szkodzi. To dlaczego tyle osób pali?

Sama mam w rodzinie palaczy wracających do nałogu. Wrzeszczę i tupię, ale zazwyczaj słyszę, że :

1.Przecież nie palę tak dużo… yhy… taaaa….dwie paczki czy 5 papierosów, jaka to różnica? Trucizna to trucizna niezależnie od ilości.

2.Palę bo jestem nerwusem – papierosy uspakajają?? A co to melisa czy Relanium? – tak – jasne – każda wymówka jest dobra.

3.Poczekam do nowego roku – czekaj tatka latka

4.Boję się, że przytyję – od braku papierosów się nie tyje, tylko od nadmiaru jedzonka – wiem co mówię i to z własnego doświadczenia.

5.A mój dziadek palił i dożył 99 lat – tylko w jakiej kondycji? Leżał 20 lat nie mając siły dojść do łazienki??  Wbrew pozorom jakość i komfort życia w podeszłym wieku jest bardzo istotna dla wszystkich wokół, nie tylko dla samego „właściciela”

6.Wszyscy znajomi palą – jaaaaasne –  gówno jest dobre, jedzmy gówno – przecież milion much nie może się mylić.

No i moje ulubione:

7.Na coś trzeba umrzeć – dostaję piany, jak ktoś mi tak mówi, bo chyba ktoś, kto tak twierdzi, nie widział jak umiera nałogowy palacz.

Czy ktoś widział jak człowiek z trudem łapie powietrze, niczym ryba wyciągnięta z wody, ledwo oddycha, wręcz walczy o każdy haust powietrza?

Czy ktoś widział jak umierającemu palaczowi podłączają tlen?

Czy ktoś widział jak rurka z tlenem tylko na krótką chwilę przynosi ulgę?

Czy ktoś widział jak palaczowi było odrobinę lepiej i umierający palacz pytał czy może sobie zapalić?

Czy ktoś słyszał jak palacz mówił, że umieranie bardzo boli?

Czy ktoś widział jak serce palacza bije coraz wolniej, walcząc do ostatniej chwili?

Czy ktoś wie co to jest POChP, podpowiadam: to Przewlekła Obturacyjna Choroba Płuc zaczynająca się niewinnie od porannego kaszlu, lekkiego odkrztuszania, przez stadium, gdzie rezerwy płucne pacjenta są znacznie ograniczone, a kończącego się zgonem z powodu powikłań, którymi najczęściej są niewydolność oddychania i nadciśnienie?

Ale spoko palaczu….Masz szansę tego nie dożyć – w końcu sam twierdzisz, że  na coś trzeba umrzeć. Wielu chorych na POChP umiera wcześniej z powodu raka płuca lub zawału serca.

Ja niestety widziałam to wszystko. Przeżyłam to bardzo – bo była to moja babcia, nałogowa palaczka z którą byłam bardzo emocjonalnie związana. Wtedy powiedziałam sobie dość…Rok „dojrzewałam” do decyzji o porzuceniu śmierdzącego i drogiego nałogu. TAK!! Drogiego. Przelicznik jest prosty.

15 zł x 3 paczki dziennie (na dwie osoby w domu) = 45 zł dziennie.

45 zł x 30 dni = 1350 zł

1350 zł x 12 miesięcy = 16 425 zł…. no właśnie.

Liczyć dalej?? Tak wiem, zaraz usłyszę, że sam sobie na to pracujesz. I owszem. Jako osoba niepracująca własnego wyboru, jestem jakoby pasożytem, ciężarem dla społeczeństwa, bo przecie każdy dorosły powinien pracować i osoby pracujące muszą dokładać do mojego nieróbstwa. No dobra – to co powiedzieć o trujących się z własnego wyboru a później chorujących na własne życzenie? Zalegalizować eutanazję i utylizować? Bo przecież leczenie ich pochłania miliony złotych.

Nie tak dawno minęła okrągła rocznica rzucenia nałogu. Nie palimy już kilkanaście lat. Ot, tak. Bez planowania, noworocznych postanowień i innych wstępów. Prawie rok od śmierci mojej babci. Wstałam rano, mieliśmy resztki papierosów w paczce.  Palnęłam bez namysłu – „może by tak przestać palić?” Mąż palacz przytaknął. No to nie palimy. Klamka zapadła. Bez wspomagaczy, e-papierosów, plastrów i innym wyciągaczy pieniędzy. I na tym zakończyliśmy przygodę z papierosami. Nie było lekko. Paliliśmy po 2-3 paczki papierosów dziennie. Czyli na twarz przypadało więcej niż paczka. Dużo? Wtedy wcale mi się tak nie wydawało. Owszem, lubiłam palić. Nie wyobrażałam sobie życia bez papierosa. Jak można wypić kawę bez dymka? Jak można wypić lampkę wina bez papierosa? Jak można rozmawiać bez papierosa? Aż w końcu dojrzałam. Odchorowałam odwyk okrutnie. Wszystko mnie bolało, wszystko było nie tak. Myślałam, że eksploduję. Ręce nogi, biodra, łydki. Ból mięśni przy grypie był niczym, w porównaniu do tego, który odcierpiałam podczas odwyku. Nie mogłam myśleć o niczym innym tylko o bólu i papierosach. Ale udało się. Rzuciłam. Stwierdziłam, że nie zacznę już nigdy palić, właśnie z tego powodu, żeby znów nie przechodzić przez odwyk…Nie było to pierwsza próba rozstania się z papierosami, ale ostatnia. Wcześniej nie raz chciałam rzucić, ale zawsze miałam 106 sprawdzonych sposobów na to jak nie rzucić palenia. Moje wymówki były takie same, jak każdego statystycznego palacza. Pierdylion wymówek, a każda z nich tak samo bezsensowna jak i naiwna. Skoro ja dałam radę…Rzucanie nałogu zaczyna się w głowie.

No i wygrałam tą nierówną walkę. Głupi papieros nie będzie już mną rządzić.

Uwaga. Nikogo nie namawiam i nie zmuszam do rzucenia palenia. Wiem, z własnego doświadczenia, że przynosi to odwrotny efekt. Papierosy są fajne jak ktoś lubi ten smrodek w ustach. Ja uwielbiałam… Palaczu – stań przed lustrem i powiedz sobie, tak po cichu, żeby nikt nie słyszał, dlaczego właśnie Ty przegrałeś z głupim papierosem.

63 odpowiedzi do “106 sprawdzonych sposobów na to… jak nie rzucić palenia”

  1. Wymówka mojej mamy:"Jedyna przyjemność w moim życiu". Rzuciła palenie z dnia na dzień, jakieś 30 lat temu. A ja, wyrodna córka nigdy nawet nie spróbowałam.

  2. Na swój specyficzny sposób poruszyłaś bardzo ważny temat. Warto taki post upubliczniać gdzie się da. Może trafi do zatrutego nikotyną i całym kompleksem zawartym w dymie i smole rozmaitych substancji (na pewno nie są to witaminy!!!)

    1. Jeśli chodzi o rzucanie, nie muszę, bo nigdy nie zaczynałam, nie próbowałam nawet – palili wszyscy wokół, a ja przekorna jestem…
      Mój brat rzucał 3 razy, trafił pechowo, bo gdy chciał rzucić, zwolnili go z pracy i znów zaczął.
      Nie wiem co palacza może zniechęcić, moja mam widziała i czytała różne rzeczy, paliła 40 lat dużo, zmarła na raka płuc w wieku 62 lat, cierpiąc strasznie z powodu braku tlenu i przerzutów. Mojego brata jakoś to nie wystraszyło. Mój syn i mąż na szczęście nie palą.
      Gdy odwiedzaliśmy mamę w szpitalu pulmunologicznym widywałam pacjentów, którzy wychodzili na zewnątrz zapalić…a jak mówi nazwa szpitala mieli poważne problemy z płucami, niektórzy chorowali nawet na gruźlicę!

    2. A na mnie umierająca babcia zrobiła piorunujące wrażenie. Też widywałam takich pacjentów i to na onkologii. Dobijali sobie gwóźdź do trumny.

  3. gratuluję samozaparcia i dobrej decyzji 🙂 cieszę się że się trzymasz w swym postanowieniu, oby tak dalej! 🙂 ja nigdy nie zaczęłam palić, i nie zacznę, ale bardzo bym chciała żeby przestał palić mój mąż… kilka razy rzucał ale bezowocnie. zawsze sa wymowki… moze kiedys mu sie uda… 🙂

    1. Tak, masz rację. Obcy w sensie, że ja nigdy nie rzucałam:). Na szczęście mąż sam narzucił sobie reżim i nie pali w domu, nawet zimą wychodzi do ogrodu.

  4. Bardzo ciekawy i ważny wpis Jago. Osobiście spotkałam się z tymi wszystkimi stwierdzeniami, które nie są absolutnie żadnym wytłumaczeniem tylko takim bezsensownym usprawiedliwianiem siebie. Czasem się zastanawiam jak taki głupi nałóg może rządzić człowiekiem. Nigdy nie paliłam i nie miałam papierosa w ustach. Zawsze mnie ten zapach dymu odrzucał i tak mam aż do dziś. Posiedzę trochę w zadymionym pomieszczeniu, to zaczynam się źle czuć, kręci mi się w głowie i jest mi bardzo niedobrze.
    Śmieszy mnie np. zachowanie jednej mojej znajomej, która strasznie stosuje różne diety i nie pije mleka, bo ponoć jest szkodliwe, ale papierosy kopci i to dosłownie jeden za drugim. Wydaje mi się, że coraz mniej ludzi pali. Moim zdaniem to dobrze, że ograniczyli miejsca, w których wolno palić. Dla nas biernych palaczy dym papierosa jeszcze bardziej szkodzi, więc dlaczego mamy być narażeni na niebezpieczne konsekwencje?
    Bardzo dobrze, że wspominasz o budżecie rodzinnym, który przez ten nałóg zostaje mocno nadszarpnięty. Wystarczy te pieniądze wrzucać do skarbonki i już można raz w roku wyjechać na całkiem fajne wakacje z rodziną 😉 Wielu ludzi nie bardzo sobie zdaje z tego sprawę, że ot tak ciągle brakującą kasę puszcza z dymem.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Kasa puszczana z dymem to najmniejszy problem – najgorsze są choroby związane z długotrwałym nałogiem. No i masz rację bierne palenie jest jeszcze gorsze.

    1. Ano tak. Ale mam jeszcze mnóstwo innych czułych punktów: pijam alkohol, jadam chińskie zupki, oglądam Wiadomości, nie zbieram kup po piesku, podjadam między posiłkami, słucham disco polo, czytuję literaturę niskich lotów, robię zakupy w niedzielę, zdarza mi się krzywo patrzeć na innych ludzi, no i mam też ten najczulszy czuły punkt…

    2. Każdy smakuje co mu brakuje 🙂 Jak lubisz mieć takie czułe punkty to Ci nikt nie ma prawa zabraniać. "MOJE" ZMIENIA WSZYSTKO 🙂 Ty dostaniesz rachunek

  5. Tata palił – rzucił z dnia na dzień, nie pali już ponad 10lat.
    Mama paliła, pali nadal i nie ma zamiaru przestać.
    Starsza siostra paliła, pali i raczej nie przestanie… no chyba że!
    Ja: nie paliłam (poza kilkoma wybrykami, aby spróbować co to jest i jak smakuje, a bo na imprezie wszyscy wychodzą 'na fajkę' – nie posmakowało, nie wciągnęło, etc.), nie palę, i nie mam zamiaru.
    Jestem palaczem biernym, co podobno czasem nawet jest gorsze od czynnego. Póki co nie odczuwam tego na swym zdrowiu.

    Tobie oczywiście gratuluję 🙂 .

  6. Dziesiątego lipca napisałam posta, o tym jak w czerwcu rzuciłam palenie. Podobnie jak większość palaczy miałam swoje wykręty na to by palić i nie wierzyłam, kiedy mi mówiono, że rzucano tak z mety, od chwili postanowienia. Po wypaleniu zbyt dużej ilości papierosów, zaczęłam kasłać i dusić się. W pewnym momencie organizm sam odrzucił kolejnego papierosa. W dalszym ciągu nie czuję się dobrze i chociaż czytałam, że odwyk trwa około miesiąca, to ja mam wrażenie, że u mnie się nie skończył. Pozdrawiam.

  7. Gdyby racjonalne argumenty zawsze działały…, ale nie działają. Rzucenie nałogu nie dla każdego jest decyzją prostą. Nawet, jak chce rzucić. I chyba w tym jest największy problem.

  8. Gratulacje 🙂 Mnie nigdy do papierochów nie ciągnęło, ale mieszkałam wiele lat z palaczem i teksty, o których wspominasz w tym poście, słyszałam prawie każdego dnia. No cóż… każdy ma wybór 🙂

  9. Też nie cierpię tego argumentu "na coś trzeba umrzeć". O ile większość ludzi stosuje go pół serio, tak zdarzają się tacy, którzy mówią to całkiem poważnie…

  10. U mnie w domu na szczęściu już nikt nie pali. Od dziecka mieszałam z palaczami – babcią i dziadkiem i nie ważne było, że jesteśmy dziećmi, nie palili u siebie w pokojach, tylko zawsze we wspólnej kuchni. Dziadek nie żyje już kilka lat, a babcia na szczęście po długich namowach rzuciła to świństwo. Szkoda tylko, że przez jakieś 20 lat życia musieliśmy wdychać mimo woli tą truciznę.

  11. Mnie to przyszło bardzo, bardzo łatwo – ciąża, a dla dziecka zrobiłabym wszystko, więc…rzuciłam i nie palę już prawie ćwierć wieku 😉
    Jak mi to przyszło? Nic mnie nie bolało, nie czułam się psychicznie źle. Zero złych odczuć. Tylko…ta ciąża. Kilka razy próbowaliśmy rzucić wcześniej, ale mnie się nigdy to nie udawało. I pewnie by się nie udało, chyba że wystąpiłyby problemy zdrowotne.

    Dobrze, że rzuciłyśmy. Cieszę się za nas obie 🙂

    1. Te z się cieszę i jestem z tego dumna jak paw…. Paliłam dużo i długo więc mój organizm był zatruty pewnie stąd ta reakcja na odstawienie nikotyny

  12. 10 sierpnia minęły dokładnie 2 lata odkąd nie palę:) mimo, że paliłam "tylko 5 lat" to odczuwam ogromną różnicę w samopoczuciu! I tak samo bez planowania i wielkich postanowień, po prostu miałam dosyć tego głodu niktynowego w sytuacjach kiedy nie mogła dłużej zapalić…teraz tylko czas przekonać Lubego…on właśnie "nie wyobraża sobie kawy bez papierosa"..mam nadzieję, ze i on kiedyś zdoła rzucić

  13. Argument o dziadku, który palił i dożył 99 lat to mój faworyt… Niektórzy wypowiadają to w taki sposób, jakby właśnie palenie gwarantowało dożycie tego zacnego wieku. To znaczy, że jakby nie palił, dożyłby ledwo siedemdziesiątki? A może warto spojrzeć na to w ten sposób, że gdyby nie palił, może dożyłby 110 lat… a może nie, może również 99, bo palenie akurat na jego organizm nie miało większego wpływu, ale po co igrać z losem? Po co się truć i przepalać grubą kasę?

  14. Mój dziadek palił od 17 roku życia do 90-tki. Wcale nie leżał, do końca życia był aktywny, skakał koło babci, robił zakupy, gotował, właził na stół i mył okna. A niepaląca siostra mojego teścia zmarła w wieku 63 lat na raka płuc.
    To tak na marginesie, bo nie palę i drażni mnie nawet smród zajeżdżający od palacza. Ale na rzucenie palenia jest tylko jedna metoda: przestać palić. Jak się chce przestać, to się nie będzie paliło, co wiem z własnego doświadczenia, bo 11 lat temu rzuciłam papierosy z dnia na dzień. A jeśli chce się palić, to będzie się to robić niezależnie od gum, plastrów i innych bzdetów oferowanych przez apteki (czyt. —> naciągaczy).

    1. Temat rzeka – ale jak umierają najbliższe osoby które paliły to mnie szlag trafia. Nie ma reguły podobno – też znam osoby które nie paliły a zachorowały ale palenie nie pomaga w niczym (przynajmniej mi nie pomagało)

  15. Krótko i na temat. Mój mąż choruje na POCHP, jego ojciec zmarł na raka płuc. Nie od razu po jego śmierci, ale po zapaleniu oskrzeli, kiedy dusił się jak ryba – z dnia na dzień palic przestał.

    1. Ja też już kupę lat ale znam palaczy którzy twierdzą, że rzucenie palenia jest NIEMOŻLIWE . A niemożliwe to kask na lewą stronę obrócić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *