Jak zepsuć wakacje sobie i wszystkim wokół.

 

I nie mówię tu o kataklizmach niezależnych od nas typu choroba lokomocyjna (swoja lub dziecka, tudzież jadącego obok nas jegomościa),

pogoda na którą zawsze można wszystko zwalić, komary, meszki, sraczka, kleszcze, zapalenie pęcherza, poparzenia słoneczne, tsunami czy wszy. Mówię tu o naburmuszonej minie statystycznego wypoczywającego człowieka w wieku średnim.

Nie chcę się rozwodzić nad tematem „dlaczego” ma naburmuszoną twarz….Widocznie dlatego, że postanowił spieprzyć wakacyjny urlop sobie i wszystkim napotkanym ludziom. Tęsknimy do upragnionego słońca, lata, wypoczynku i wyjazdu. Wreszcie jest!! Pakujemy się w pełni szczęścia, że nie będziemy musieli słuchać wrzasku dziatwy używającej wakacji, stać w korkach podczas letnich remontów ulic czy w zatłoczonych środkach transportu publicznego wąchać przepoconych pach istot, które o istnieniu mydła i dezodorantu gdzieś kiedyś słyszały. Wreszcie jedziemy. I co zrobić, żeby to był jeden z najgorszych urlopów życia? Proponuję zastosować poniższe rady

Zabierz ze sobą zaprzyjaźnioną rodzinę, która dzieci wychowuje bezstresowo. Nie ma nic fajniejszego niż wrzeszczące, obce bachory domagające się na okrągło lodów, chrupek, napojów, ciastek, wizyt w McDonaldzie a jakikolwiek opór ze strony rodziców budzi w dzieciętach reakcję, której nie powstydziła by się główna bohaterka „Egzozcysty”. Rzucanie po podłodze i wrzask to jeszcze nic… No i nie waż się zwrócić uwagi, że takie zachowanie jest odrobinę niestosowne – ściągniesz na siebie gniew nie tylko dzieciątek, ale i ich rodzicieli. W końcu dzieciowiny mają wakacje i wszyscy muszą się dostosować.

Dla odmiany weź  ze sobą zaprzyjaźnioną parę, bardzo ale to bardzo wyzwoloną. Ona będzie biegać po plaży w stroju toples, on nie widzi w tym nic złego – niech inni też popatrzą na jej wdzięki,  zazdrosny nie jest,

ona będzie siadać na kolanach wszystkich facetów nie pomijając twojego osobistego, będzie słodko ćwierkać do wszystkich wokół, w pokoju będzie odwiedzać was półnaga, a ciebie, ot tak normalnie, po babsku szlag trafi.

Zabierz ze sobą przyjaciółkę marudę, którą zostawił narzeczony dla jakiegoś rudego pustaka tuż przed ołtarzem i z którą jakoś ostatnio poluzowały się więzi a oficjalną wersją tego stanu był brak czasu. Już w podróży będzie narzekać jakie to straszne kanapki zrobiłaś: za tłuste, za ciężkie, za suche, za mało strawne mimo, że tylko ty o tym pomyślałaś, bo bidula jakoś nie miała do tego głowy i jeszcze się nie pozbierała. Później będzie narzekać na standard hotelu, bo przecież żaden nie jest wart swej ceny, będzie psioczyć na obsługę hotelową, na jedzenie i mimo, że ty wszystko sfinansowałaś nie miała czasu się z tobą rozliczyć, bo bidula jakoś nie miała do tego głowy i jeszcze się nie pozbierała. Później zatruje ci życie wdeptując w ziemię ostatnie przebłyski twojego dobrego nastroju, narzekając na słońce, na komary, na powietrze, na morski wiatr, a na zdjęciach macie miny jakbyście były na stypie a nie na wakacjach.  

Jedź tylko ze swoim facetem w chwili kiedy wasz związek się sypie i przeżywacie kryzys. To nie hollywoodzki film i szczęśliwego końca nie będzie, nawet najbardziej egzotyczna i romantyczna sceneria niczego w magiczny sposób nie naprawi jeśli wasza druga połówka naprawdę nie ma ochoty na wspólne milczenie. A żadna przyjemność patrzeć na nabzdyczonego, naburmuszonego, kwękającego partnera, którego, niczym przerośnięte dziecko, musisz wszędzie holować na siłę.

Wybierz się na Kasprowy w szpilkach, TOPR marzy o kolejnej idiotce, którą będzie ściągał z gór. Ale za to zdjęcia na Facebooku czy Instagramie będą świadczyły, że nie jesteś osobą pozbawioną stylowości nawet na wakacjach.

Do krajów arabskich zabierz same sukienki mini a na wyprawę z plecakiem po Bieszczadach ze cztery kilo kosmetyków – będą ci na pewno niezbędne. Acha – i nie bierz ciepłych polarów – strasznie grubo wychodzisz w nich na zdjęciach.

Śpij do południa kiedy wszyscy chcą rano iść zwiedzać okolice. Albo dla odmiany budź wszystkich o 4 rano po imprezowaniu nocnym kiedy współtowarzysze przejechali na rowerach 59 km po górkach i mają ochotę na zdrowy sen.

A poza tym zachowuj się tak jak byś była księżniczką na ziarnku grochu czy pępkiem świata i jedyna wypoczywała na wakacjach. Wszystko krytykuj, wszystko komentuj, na wszystko się złość. Sprawiaj wrażenie wściekłej od urodzenia. Bo pieniacz potrafi zadręczyć wszystkich wokół. Możesz być pewna, że następny urlop bliscy zafundują Ci w zaprzyjaźnionej pustelni, u miłego eremity, który złożył śluby milczenia przed II Wojną Światową.

Niestety, aby urlop był udany trzeba go przemyśleć – wakacje to ciężka praca. Dlatego staram się nie jeździć nad morze w sezonie letnim a w góry w zimowym. Wypoczywam skutecznie, ciesząc się drobiazgami, czego i Wam wszystkim życzę.

 

70 odpowiedzi do “Jak zepsuć wakacje sobie i wszystkim wokół.”

  1. Wiele osób tak ma. Ja na szczęście zawsze umiem się zorganizować i wolę jechać na wakacje z rodzinką. Kiedyś byliśmy razem ze znajomymi i oni nie umieli czerpać radości z wypoczynku bo padał deszcz. A dodam że byliśmy w górach. A my płaszcze przeciwdeszczowe na siebie i w góry. Życie jest przecież piękne 🙂

    1. Właśnie o tym piszę :))) Dlaczego za własne pieniądze i na własne życzenie mam patrzeć na humorki znajomych ?? Przecież i deszcz się zdarza na wakacjach

  2. Doda od siebie jeszcze, że jak chcesz zafundować kryzys w związku, to zabierz na wakacje 18 – letnią siostrzenice swojego faceta wraz z jej chłopakiem, która uważa siebie za pępek świata a nad tobą zaczyna wisieć groźba, że nie możesz zostać ciocią po takim wyjeździe.

  3. No tak właśnie myślę czy wyczerpałaś wachlarz atrakcji, jak coś wymyślę, to dopiszę. Choćby to: zasypiasz wyczerpana po całodniowym marszu po górskich szlakach i tak o 2 w nocy budzi cię rozmowa panów na balkonach w pensjonacie, bo akurat spać nie mogą, więc wyszli, każdy na swój balkon na innych piętrach i rozmawiają głośno. Oni nie śpią, więc ja też nie muszę.

    1. Przypomniały mi się wczasy z wyżywieniem, kiedy siadało się do posiłków z przydzielonymi wczasowiczami . Trafiliśmy razu pewnego na parę emerytów. On narzekał na wszystko, co jadł (za mało, za słone, za słodkie itp.), ona wyliczała wszystkie dolegliwości i to czego nie może jeść. Można było stracić apetyt…

  4. Genialnie napisane.
    Ja bym do tego dodała jeszcze – narzucaj wszystkim swoje zdanie, bo przecież znasz się najlepiej na każdym z poruszanych tematów; bądź wiecznie na diecie i krytykuj każdego, kto je coś innego, niż Ty możesz (przecież on nie może się obżerać podczas Twojej głodówki). I najlepsze – pojedź na wakacje ze znajomymi i cały czas siedź z głową w telefonie. Bang! Skończyłam 😉

  5. Raz byłam na wakacjach ze znajomymi w Zakopanem..Ja i mój chłopak lubimy góry, mieszkamy tutaj, więc wszystko fajnie. Koleżanka oczywiście niby też. No to ok. Idziemy na Giewont. Już na samym wstępie usłyszałam marudzenie, że nie w takich butach, że źle, że omatkoboska, chodźmy na Gubałówke. No po prostu szlag by człowieka trafił. Plus, jakby tego było mało, w drodze na owy szczyt, kiedy już w koncu poszła, rozpłakała sie nad przepaścią..bała się iść..lęk wysokości..
    a przeciez tak lubi góry 😉

  6. Bardzo zabawny i trafny wpis. Można jeszcze dołączyć punkt ze znajomymi o innej grubości portfela – albo narzekają, że nie chcesz jeść w centrum Rzymu trzeciej kolacji (to ci bogatsi), albo ze zgrozą patrzą, gdy wydajesz pieniądze (to ci biedniejsi). Jedni i drudzy sprawiają, że czujesz się źle

  7. Ci znajomi z dziećmi zawsze mnie przerażają. Dzieciaki to albo niejadki, albo żrą wszystko i jeszcze Tobie w talerz patrzą. Spotkałam się nawet z wyrzutem od rodzica, kiedy nie chciałam dziecku dać się pobawić smartfonem – "przecież ci nie zje!". Unikam jak tylko mogę – później się okazuje, że nie tylko dzieci człowiek nie lubi, ale i za samymi znajomymi nie przepada. 😉

  8. Ojoj jak się ucieszyłam przy kawie do tego Twojego wpisu 😀 😀 😀 ale co prawda, to prawda. Nie wiem, która wersja jest najbardziej "tragiczna". Ja miałam w zeszłym roku swoją, a okoliczności jeszcze inne, ale zbyt dużo by można pisać. Wiem jednak jedno: "już nigdy wiecej!" :DPozdrawiam!

    1. Wróciłam do Twojego wpisu przed kolejnym urlopem i w tym roku obawiam się o inny punkt niż ten co spieprzył mi wakacje w 2015 😀 Mam cichutką nadzieję jednak, że będzie inaczej. Wtedy pojechałam z towarzyszką, której ciemna stronę matczyną poznałam dopiero na wakacjach z jej latoroślą. Ale przeczytałam ponownie dla przypomnienia 😀 Aaaaa, wtedy wytrzymałam dwa dni i marzyłam o powrocie 🙂

  9. Mówiąc szczerze polałem się ze śmiechu.Mimo że post ma swoje lata i jako wpis jest już dorosły, to jednak jadąc w tym roku na pewno z Pani rad skorzystam. NIE!!! Nie skorzystam, co ja piszę. Z żadnej, nikogo ze sobą nie zabiorę, szpilek ani mini nie zabiorę, nic z tego. Jago, chciałbym ten post opublikować u siebie, jest fajny. Podkreślę – opublikować – z zachowaniem praw autorskich, podaniem Pani autorstwa, adresu bloga etc. Pozdrawiam J. Wilman

    1. Cóż… gdzieś widziałam reklamę pieluch :))) Cały mój blog ma swoje lata 🙂 jak i ja. Dzięki za zachwyt. Urosłam. Mam już 180 cm…. wzrostu oczywiście

  10. No jak widać wczasowiczów jest dośc sporo. Podeszłaś do tematu z humorem, co mi bardzo się spodbało 🙂

  11. Albo mialam szczescie w zyciu, albo zawsze dobieralam sobie na urlop wlasciwych znajomych. Nic, o czym piszesz, nie jest mi znane. 🙂

  12. A wygradzanie parawanem jak największej „prywatnej” przestrzeni na publicznej plaży? A głośne i nieskrępowane rozmowy gęsto przeplatane wulgaryzmami u brzegu basenu lub w „zaciszu” jeziornych szuwarów? A prezentowanie gołych brzuchów i biustów w kawiarniach i restauracjach? Ech… Listę uprzykrzeń można by wydłużać i wydłużać…

  13. Nie wspomniałaś jeszcze, tak mi się zdaje, o puszczaniu bąków czy bekaniu. Oraz o głośnym kibicowaniu, bo to już za chwilkę. Tekst świetny, aktualny mimo upływu czasu, polałem sobie ze śmiechu. Koszulkę piwem 🙂

  14. uwielbiam drobiazgi i góry. morze potrzebne jest mi wyłącznie po to, żeby dostarczyć ryb, a poza tym istnieć już nie musi. mękoły wszelkiego rodzaju są standardem wpisanym w pejzaż codzienności. ale dzieci wychowywane bezstresowo przyprawiają mnie o gorączkę, bo często chcę w rewanżu być takim wyrośniętym dzieckiem i równie bezstresowo kopnąć toto w wychuchany tyłeczek, żeby wreszcie używało umysłu do czegoś innego niż „ja chcę”. najchętniej rodzicom zasadziłbym kopa. i te anegdotyczne: „nie kop pana bo się spocisz…” aż krew we mnie gotuje.

  15. Mam już zaliczone jedne takie wakacje…I wystarczy…;o)

    Spora szansa, że się gdzieś na szlaku spotkamy, bo mamy taką samą zasadę…Morze – nigdy latem…Góry – nigdy zimą…;o)

  16. Hahahah ale się uśmiałam, tak bardzo w temacie i tak bardzo do przemówił twój wpis. 😉 Jakie to wszystko często jest prawdziwe. W tym roku na wakacje jadę sama, ale z regóły wyjeżdżam z partnerem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *