Ile jest cukru w cukrze

Ależ ja mam szczęście…Cholerne szczęście. Na czym ten niebotycznie euforyczny fart polega? A już tłumaczę…Zaszczytny obowiązek robienia domowych zakupów, ze względów czysto technicznych, spadł na mnie. Mam z tego faktu radość raczej średnią.

Nie znoszę jak sprzedawcy traktują mnie jak zarazę, malarię czy inne zło konieczne. Staram się zrozumieć ich ciężką pracę, ale na litość, wszystko się we mnie buntuje, jak sprzedająca istota, z obolałą miną cierpiętnika i zbytkiem łaski rzuca na skaner kupiony przeze mnie towar…. Nie chcę, żeby mnie podejmowano pod nogi czy rozwijano czerwony dywan, ale do cholery, jak o coś pytam, to proszę mi odpowiedzieć. To ja zostawiam tam pieniądze a sprzedawcy je zarabiają dzięki temu, że raczą mi ten towar podać. Tak wiem, zaraz usłyszę, że grosze zarabiają, że praca ponad siły, że, że, że…. Do szału doprowadza mnie kiedy to szukam ciucha i pytam o inny kolor tudzież rozmiar i słyszę tekst „TO CO WIDAĆ”. QRWA!! Czyż ja udaję niewidomą, żeby naburmuszone panienki-ekspedientki musiały mi przypominać, że mam zdrowe oczka i mogę sobie sama popatrzeć?? Albo kiedy proszę o 30 dag sera żółtego i słyszę pytanie „TYLE??” I tu następuje zaznaczenie nożem kawałka sera. No żesz jasna dupa!!! Skąd ja niby mam wiedzieć ile to jest 30 dag?? Gdybym stała po drugiej stronie lady to na pewno bym wiedziała. I tak odpowiadam wywołując niezadowolenie i konsternację istot trudniących się podawaniem towaru. Albo podchodzę do stoiska z wędlinami i czekam aż któraś gwiazda przyżegluje w celu zważenia mi czegoś co przypomina wędlinę… Po kilku minutach zaczynam okazywać irytację a pani pyta „PODAĆ COŚ”… Odpowiedziałam paniusi, żeby się nie trudziła, bo w ramach walki z nudą tak se przyszłam postać i popatrzeć jak wyglądają…Albo proszę 2 laski kiełbasy zwyczajnej, tylko chcę „dobrą”, czyli taką, która ma poza zagęszczoną skrobią wodą, zmielonymi chrząstkami, ścięgnami i skórą w miarę wysoką zawartość mięsa. Pani rzuca na wagę coś za 8,99…

Ponawiam swą prośbę „ALE PROSZĘ DOBRĄ”. Pani z inteligentnym wyrazem zdziwieniem na przemian ze świętym oburzeniem malującym się na twarzy odpowiada „ALE LUDZIE JĄ KUPUJĄ JA NIE MUSZĘ KAŻDEJ JEŚĆ”. Zmieliłam w zębach cisnącą się odpowiedź i proszę jeszcze w miarę swoich możliwości- grzecznie, aby sprawdziła zawartość mięsa w kiełbasie. Jej niebotyczne zdziwienie sięgnęło zenitu. „NIE MAM OPAKOWANIA” Uparta byłam niczym osioł „PROSZĘ SPRAWDZIĆ”. Pani z uporem maniaka twierdziła nadal, że nie ma też opakowania na zapleczu. Zirytowałam się!! Zapytałam czy aby rzeźnik przyniósł te nieszczęsne pętka kiełbasy oplątane wokół szyi niczym naszyjnik czy ciągnął za sobą?? Pani wreszcie zrozumiała, że nie wygra tej bitwy i podreptała na zaplecze. Zaraz wróciła przynosząc całe, dziewicze opakowanie tejże chabaniny. Z triumfem malującym się na niezbyt rozgarniętej buźce pokazała naklejkę i przeczytała „ ZAWARTOŚĆ MIĘSA 27 %”

Ha ha ha!! To moje koty w karmie mają więcej!! Zadałam jeszcze pytanie co jest w pozostałym składzie, ale nie oczekiwałam odpowiedzi, mimo to niunia zadała sobie trud czytania ale miała problem z wyartykułowaniem zawiłych określeń chemicznego składu i kazałam sobie poszukać kiełbasy z większą zawartością mięsa. Oburzona odpowiedziała, że przecież jest też taka z prawie 90 procentową zawartością mięsa, ale ta też była dobra…

Wychodząc ze sklepu po stoczonej bitwie zdałam sobie sprawę, że szczęściara ze mnie okrutna, bo gdybym zachowała się tak 30 lat temu, to w każdym sklepie wisiała by zapewne moja podobizna z adnotacją…

 

 

56 odpowiedzi do “Ile jest cukru w cukrze”

  1. Trzymam kciuki za znalezienie pracy i nie przejmuj się tak pracownikami sklepów (ja często przed zrobieniem zakupów sprawdzam w necie asortyment sklepów do których mam się udać na zakupy – oczywiście nie spożywczych) bo wiadomo : z wiedzą osób obsługujących oraz chęciami nieraz bywa różnie 🙂

    Trzymaj się i pozdrawiam 🙂

  2. Dobre, podoba mi się 🙂
    Z tym bieganiem w deszcz to wszyscy powinniśmy brać przykład. Ja marzę o psie, ale jak mam wyjść na dwór w zimno lub niepogodę, to jestem baaardzoo niechętna. I dlatego, jak przypuszczam, mąż protestuje co do psa 🙁

  3. Witam. Z tymi ekspedientkami na wędlinach i serach też zawsze mam jakieś perypetie, dlatego coraz częściej wybieram produkty paczkowane, gdzie na spokojnie mogę sobie poczytać skład przed zakupem.

  4. Fajnie że biegasz. Ekspedientki są przepracowane, zestresowane, mało opłacane, wyzyskiwane, często na tzw śmieciówkach, to nie dziwię się…… .Ja zawsze wyobrażam siebie…….. . Pozdrawiam Jaga i dobrego dnia. 🙂 .

  5. No to ja mam więcej szczęścia, albo lepsze miejsca do kupowania. Ekspedientki są tak kompetentne i tak cierpliwe, że jestem pełna podziwu. Prędzej ja popsioczę na marudzące klientki, niż one. Pozdrawiam:)

  6. Niektórzy ludzie to w ogóle nie powinni pracować w sklepie… Tak się zastanawiam.. moja mama pracuje w sklepie i to uwielbia(!), a klienci wychodzą od niej czasem posikani ze śmiechu… chyba jest rzadkim okazem 😛

  7. Podziwiam konsekwencję, ja gdyby ekspedientka powiedziała, że "ta wędlina jest najlepsza, bo ją kupują", to uwierzyłabym na słowo, a dwa dni później wyrzucałabym pewnie z bólem serca, bo pokryta białym nalotem czy oślizgłą, bałabym się dać moim sukom. Nigdy też nie sprawdzam zawartości mięsa w mięsie, bo te wszystkie dodatki byłyby trudne do rozszyfrowania jak dla tej ekspedientki. Jeżeli w jakimś sklepie kupię niedobrą wędlinę lub inny towar, to staram się tego asortymentu więcej tam nie kupować.

    1. Mam zasadę : "To są moje pieniądze i ja decyduję na co je wydać" i żadna pani z fochem tego nie zmieni 🙂 warto się postawić

  8. Ja np. nie lubię wchodzić do sklepów odzieżowych, w których jeszcze nie zdążę niczego na spokojnie obejrzeć, a już słyszę „coś podać?”. Jeśli chodzi o spożywczy asortyment, doświadczenia mam pozytywne.

  9. Z doświadczenia z drugiej strony lady wiem, że klienci też potrafią być idiotami. Jedna z anegdot:
    Klientka: Czy jest taka płyta, z taką piosenką…
    Ja: Jaką piosenką?
    Klientka: Nie pamiętam tytułu, wczoraj u sąsiadki w radiu słyszałam…
    Moja mina: o.O
    Generalnie trochę inaczej podchodzę do ludzi pracujących w sklepach po tym, jak sama pracowałam w handlu kilka pięknych lat i to od zwykłego kasjera po zastępcę dyrektora. Wyjątkowo nieszczęśliwe ekspedientki omijam szerokim łukiem, bo to strata energii i dobrego humoru na takie, jak one. Zazwyczaj wynika to z braku satysfakcji z pracy, a czasem nie mają wyjścia i muszą pracować tam, gdzie są, a szefowie nie zwalniają, bo rotacja w ekipie też nie jest dobra, bo trzeba znowu szkolić kolejną osobę, bo CV, które wpływają, to jakiś żart (CV ze zdjęciem ze złowioną rybą, to nie żart). 😀

    1. Skoro mówię z uśmiechem DZIEŃ DOBRY a sprzedająca męczennica warczy więc odechciewa mi się zakupów i uśmiechu . Wiem, że kij ma dwa końce ale nie znoszę arogancji w żadnej dziedzinie życia :)))

  10. U mnie w mieście takich problemów nie mam 🙂 zawsze doradzą i podpowiedzą to jest infinity np.świerze.

  11. I dlatego wole kupowac w samoobslugowym, przynajmniej nie musze wyrywac brutalnie z nirwany spiacych ekspedientek, ktore sa tam nie po to, zeby mnie obslugiwac, ale zapewne, zeby robic dobre wrazenie. I zeby byla jasnosc, mieszkam w Niemczech, wiec jesli komukolwiek sie wydaje, ze tutejsze lejdis sa inne, jest w mylnym bledzie.

    1. Dlatego uwielbiam Włochy za cudowną obsługę 🙂 i uśmiech od ucha do ucha. Wystarczy być ze dwa razy w jednym i tym samym sklepie a już traktują Cię jak dobrego znajomego i stałego klienta 🙂

  12. Tego chyba nie czytałam u Ciebie, sądząc po komentarzach rzecz nie jest nowa, ale w niektórych sklepach niewiele sie zmieniło.
    Mój mąż odpuścił tak sobie kilka sklepów, bo nie lubi byc nabijany w butelkę, gdy pani dokłada jakieś resztki spod lady lub kroi nie to, co leżało w ladzie chłodniczej.
    Ale zdarzają się wyjątki – kiedyś ekspedientka odradziła zakup pasztetu, mówiąc, że nie poleca, bo niezbyt dobry…

  13. No wiesz… Jedna była uczennica Wojtka (wiesz, którego), wychyliła się zza lady we Fracu przy Lwowskiej, protekcjonalnie poklepała go po plecach i mówi: „A pan dalej w szkole? Cieniutko, cieniutko…”
    Widocznie jednak w sklepie nabiera się towarzyskiej ogłady i hrabiowskich manier.

      1. Miałam tak samo, w stoisku z serami w dużym markecie mama ucznia na cały głos: a pani jeszcze pracuje w szkole – o mój boże, kiedy syn już skończył, a pani jeszcze tam…

  14. Jak to różnie w życiu jest. Ja mam na osiedlu sklep, gdzie często obsługujący osobiście właściciel prowadzi z klientami rozmowy na aktualne tematy nierzadko poruszając tematy znane z literatury i historii gdyż jest to pan wykształcony i bardzo kulturalny. Mam u niego specjalny status ponieważ wyskubuję przy kasie wszystkie drobne pieniążki. Pan jest zachwycony!
    W wielkich sklepach najbardziej drażni mnie domaganie się od klienta drobnych pieniędzy – sytuacja nieznana w europejskich supermarketach. Może to polska specyfika handlowa?
    Udanych, następnych zakupów!

    1. Zazwyczaj płacę kartą więc przynajmniej ten problem jest mi obcy 🙂 ludzie są różni różne mają podejście do swojej pracy i to nie jest zależne od wykształcenia ale od podejścia do drugiego człowieka

  15. Proponuję zacząć „walkę” ze sprzedawcami od uśmiechu i miłego słowa to naprawdę pomaga, ułatwia wiele rzeczy, a nic nie kosztuje. A na zakończenie – dziękuję miłego dnia. Jeszcze nigdy nie miałem tak, bym musiał się siłować z obsługą sklepu.

    1. Gratuluję szczęścia – jak bym była taka szczęściarą to na 100% próbowała bym sił w grach liczbowych. Już próbowałam, bo takie mam usposobienie, że rozmowę zaczynam od „dzień dobry” okraszonego uśmiechem. No i niestety to kolejny smutny fakt, że kobieta kobiecie wilkiem 🙂

    1. 🙂 a ja czasem kupuję w „dodomku” prosto z Gdyni jedzie świeżutka wędzona rybka i wędliny przy okazji też można, nawet w upał, bo dają wkłady chłodzące

  16. No bo się czepiasz. 🙂 Zawsze pytają, czy tyle? Przecież wagi w oczach nie ma…;) A tak na serio, z tym składem to masakra…Przed jedzeniem, zwłaszcza poza domem, trzeba się modlić. Że my jeszcze żyjemy po tym, co nam serwują w sklepach. Trzeba być dociekliwym i upierdliwym. Inaczej chyba się nie da

    1. Dlatego jestem upierdliwa do bólu 🙂 Staram się czytać etykiety ale nie zawsze jest taka możliwość. No sorry, sorry bardzo ale pańcia sprzedająca powinna mieć wagę w oczętach w końcu mizernie bo mizernie ale za to jej płacą 🙂

  17. No nareszcie jesteś 🙂 i jak zawsze w punkt…umnie nie jest źle, na wsi miła atmosfera, nie wciska się przeterminowanych produktów…a w mieście większość sklepów spożywczych też ok, zakupy robię w kilku, znają mnie i traktują po ludzku…za to odzieżowych nie znoszę
    buziaki

    1. Jak miło, że ktoś za mną tęskni 🙂 Bo wiesz jak by mnie znali to by traktowali po ludzku ale nie znają 🙂 Z odzieżowych uwielbiam szmateksy – no tak mąż też mi kółka na głowie kreśli. Taka nieszkodliwa i niskobudżetowa dewiacja

  18. Ha, ha 🙂 Dziś dokładnie z tego samego powodu irytowała się moja koleżanka. 🙂 (obsługi w sklepach – nie kiełbasy).

  19. Klik dobry:)
    Jeśli sprzedawcą jest właściciel sklepu, to zakupy mogą być przyjemne. W wielkich sklepach nie oczekuję niczego innego, jak fachowej obsługi, na którą trudno liczyć. Często pracownicy są z tzw. ulicy. Pracują ciężko za nędzne grosze.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. ja się staram to zrozumieć ale odrobina uśmiechu i życzliwości dla zawracających głowę (tzn. kupujących) nie zaszkodzi a i sprawi, że praca będzie lepsza

  20. sądząc po opisie zrobienie zakupów może potrwać mniej więcej tyle samo, co wojna trzydziestoletnia. rodzina jakoś wytrzymuje? Mojżesz pościł chyba ze czterdzieści dni i do dzisiaj ludzie mu tego zapomnieć nie potrafią.

    1. Nie robię z zakupów ceremoniału ani rytualnych mordów nie czynię a i do wojny trzydziestoletniej mi daleko . Ale żadna pańcia zza sklepowej lady nie ma prawa do mnie pokrzykiwać tylko dlatego że chcę znać skład tego co pochłaniam. Niebiosa mi świadkiem, że jestem zazwyczaj miła i uśmiechnięta ale moją pogodę ducha szlag trafia jak się natykam na takie istoty

      1. ależ!
        nawet w moim skołtunionym łbie nie postało, że możesz poświęcać, albo wymagać. zrozumiałem intencje i masz absolutną rację – klientowi wolno zapytać i ma prawo oczekiwać, że będzie poinformowany, a jeśli komuś to nie służy, to są inne zawody. ja patrzyłem z podziwem na panie sekretarki i uważam, że taka praca wymaga tak wiele, że nie każda kobieta da radę, bo większość chyba umrze na zgryzoty, wrzody, lub apopleksję. i nie nabijam się absolutnie – mówię z pełną świadomością, że to kosmicznie trudne zajęcie.

  21. Na mnie dziwnie spoglądają sprzedawczynie, kiedy proszę o zdjęcie folii lub sznurka przed pokrojeniem wędliny. A ja wtedy mówię,że znam historię likwidacji sklepu ( fakt autentyczny) z powodu prawie uduszenia się pewnej klientki – kawałkiem sznurka. Zwracajcie tez na to uwagę .

    1. 🙂 doooooobre :))) już widzę te mimozy zza lady jak na mnie patrzą – nie dość, że nie chce starej padliny, chce znać zawartość tego czegoś to jeszcze chce bez sznurka !!!

  22. Wiesz co, ja mam chyba szczęście do miłych sprzedawców 🙂 Mieszkam na prowincji , ale czy to ma coś do rzeczy? Bo ludzie sie znają ? Sama nie wiem. Co do psa i ogródka, mam taki na pół dziki ( ogród), a psów kilka i mimo tego ogrodu chodzimy na spacery. Niezależnie od pogody.
    Pozdrowienia 🙂

  23. Gdybyś zachowała się tak w prlu, po pierwsze kolejka by Cię zlinczowała na miejscu. A pani za ladą odmówiła zakupu. Jak się nie podoba to won. Niestety w wielu instytucjach nadal prl siedzi, np. w szpitalach lub niektórych urzędach.

  24. a ja mam szczęście do ludzi – kupuję w sklepie niedaleko domu, czasem proszę o coś a miła pani – dzisiaj proszę raczej kupić co innego … bez oporu co innego biorę, chociaż … ktoś kupi przecież to, o co prosiłam

Odpowiedz na „GreenelkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *