Przyjaźń

Przyjaciółki i koleżanki miałam od zawsze. Nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów, więc jakoś na samotność nigdy nie cierpiałam. Zdaję sobie sprawę, że mój charakterek nie należał nigdy do łatwych, więc tym bardziej, cenię sobie ludzi, którzy znosili i znoszą mój żywiołowo-wybuchowy temperament. Ale jedna taka długoletnia „przyjaźń” wylazła mi bokami i długo nie mogłam się otrząsnąć z resztek syfu.

„Po co mi wrogowie, skoro mam takich przyjaciół”.

Wiadomo, że każdy żyje własnym życiem i nie codziennie mamy czas dla znajomych. Z jedną kontakt się poluzował, bo mimo, że spędzałyśmy bardzo dużo czasu ze sobą, to powiedzmy że spędziliśmy o jedne wakacje ze sobą za dużo, z inną bo mąż jej nie pozwalał na pogaduchy z psiapsiółami, inna znów wyjechała za wielką wodę i wiadomo co za tym idzie – kontakt się urwał mimo zapewnień o dozgonnej przyjaźni…..

A szczególnie „leży” mi na sercu jedna „przyjaźń”. Znałyśmy się od dziecka  i  mimo, że po szkole podstawowej wybrałyśmy dwa różne kierunki szkoły, nasze losy ciągle się splatały. Chodziłyśmy razem na piwo, razem chodziłyśmy grać w piłkę na szkolne boisko, razem użalałyśmy się nad  losem prześladowanych przez rodziców nastolatek i razem chodziłyśmy na wagary. Nie byłyśmy ciągle obecne jedna w życiu drugiej, ale miałyśmy wspólny kontakt i mogłyśmy na siebie liczyć. Wyszłam za mąż bardzo wcześnie – ona wtedy po kolejnych nieudanych startach w dorosłe życie, z dwu-czy trzyletnim poślizgiem dopiero zaczynała studia w naszym rodzinnym mieście. Po roku już miałam dziecko i pierwsze miesiące poświęcałam się roli młodej mamy i żony. Po jakimś czasie ona poznała chłopaka z którym była już „na poważnie” a ja niepracująca mama z małym brzdącem chętnie ich gościłam w naszym małym 45m2, ale w samodzielnym mieszkanku. Oni studenci, zamieszkujący kątem u rodziców byli częstymi gośćmi u nas. Ponieważ Duży długo i dużo pracował, dotrzymywali mi chętnie towarzystwa a ja ich u siebie chętnie przyjmowałam. Zaczęli bywać na wszystkich naszych rodzinnych imprezach i nie wiadomo kiedy stali się integralną częścią rodziny, domownikami. Nieważna pora dnia i nocy – mogli zawsze przyjść, ponarzekać na rodziców, wykładowców i życie. Bywały dni , że nie patrząc że Duży rano idzie do pracy wychodzili od nas o 2 czy trzeciej nad ranem, ale w końcu to przyjaciele, którzy potrzebowali naszej pomocy, naszego wsparcia, prawda?  Tak leciał czas, aż któregoś dnia zakomunikowali, iż kupują mieszkanie. Cieszyliśmy się razem z nimi. Duży zaangażował własne siły i środki pomagając im z remontem łazienki, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że o tyle mniej studencka rodzina zadłuży się na urządzenie własnego kąta. A ileż to słyszeliśmy deklaracji, że będziemy mieli u nich własne kapcie, że o każdej porze dnia i nocy tak jak oni prawie mieszkali u nas itp itd. Byliśmy u nich na „parapetówce’, którą urządzili tylko dla nas. Minął jakiś czas i ona zakomunikowała, że jest w ciąży. Tu trochę się zastanowiłam nad wiadomością, a raczej nad brakiem wcześniejszej wiadomości i tym dlaczego powiedziała, swojej bądź co bądź, swojej przyjaciółce taką radosną wiadomość dopiero po ponad 5 miesiącach. No dobra – przeszłam nad tym do porządku dziennego nie dzieląc włosa na czworo. Urodziła zdrowego  synka i zaczęło się robić dziwnie. Mając swoją rodzinę, pracę zawodową nie maiłam możliwości siedzieć u nich tyle, co oni niegdyś u nas. Chciałam wpadać do niej na chwilę, dosłownie na przysłowiową kawę. Ale zazwyczaj było jakieś „ale” jak zadzwoniłam powiedzieć, że zaglądnę.

A to przetwory u rodziców robi ( parę ulic dalej ) a to, że synek marudny dziś, a to upał i jadą nad wodę,  to straszny bałagan ma w domu, a to to nie tak, a to gówno…. Zaczęła strasznie bronić swojej prywatności i swojego życia rodzinnego nie wpuszczając mnie za próg. Po kilku takich próbach szturmu odpuściłam. W końcu to, że mam włosy koloru blond to nie znaczy że jestem idiotką. Podeszłam zdrowo do tematu – nie chcesz mnie widzieć – to nie. Spotkałam ją jeszcze przypadkiem jak była z synkiem na lodach i dała bym sobie głowę obciąć, że jest w ciąży. Ale tak się chowała za cukiernianą ladą, że wyszłam tracąc ochotę na lody. Przy najbliższej okazji dopytałam wspólnych znajomych o moja eks-przyjaciółkę. Rzeczywiście. Niedługo miała rodzić drugie dziecko. Zadzwoniłam do niej mimo, że rozsądek wrzeszczał NIE, Powiedziałam sobie, że to ostatnia szansa. Rozmowa przebiegała żałośnie i już po 3 minutach żałowałam, że wybrałam numer do niej. Mówię, że nasza młodsza wspólna koleżanka jest w ciąży i będzie niedługo rodzić…Tu zapadło kłopotliwe milczenie, więc kontynuuję niezrażona „A Ty” , znów cisza i pada debilna odpowiedź „Co ja?” . No chciało by się odpowiedzieć „Gówno”  ale czekałam jak mi odpowie. i usłyszałam jakieś bredzenie

„- No wiesz, właśnie się przeprowadzamy, mamy wspaniałych przyjaciół, wspieramy się, kupiliśmy większe  mieszkanie,  no wiesz ciasno jest…”

Słuchałam i własnym uszom nie wierzyłam. Przez chwilę zastanawiałam się czy wstąpiła do jakiejś sekty czy poziom hormonów w  ciąży spadł jej na tyle, że zaszkodziło to jej mózgowi, pomyślałam tylko brzydko „a spierdalaj”, a ona dalej bredziła jak nawiedzona…..Ale już po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że to koniec naszej znajomości, bo co do przyjaźni, to chyba jej nie było. Byliśmy z Dużym zawsze na ich zawołanie, wtedy kiedy my  byliśmy im potrzebni. Od dłuższego czasu są niezależni finansowo – mają trzy mieszkania, które wynajmują a w domku mieszają. Już nie jesteśmy im do szczęścia potrzebni. Cóż, jakoś muszę żyć ze świadomością, że zostałam wykorzystana.

Jak to się nazywa??

Wyzysk?? Umiejętność zagospodarowania się?? Wykorzystywanie?? Eksploatacja?? Zdzierstwo?? Segregacja?? Krwiopijcy?? Szakale?? Sępy?? Hieny?? Drapieżcy?? Lichwiarze?? Paskarze?? Łupieżcy??

W imię przyjaźni??

A idź pan w chuj z taką przyjaźnią…

 

 

 

102 odpowiedzi do “Przyjaźń”

  1. Rewelacja – takich przyjaciół trzeba przysłowiowo kopać w tyłek. Ja miałam kilka podobnych przypadków ale nie na tak ogromną skalę. Teraz jestem mądrzejsza – chyba i umiem dzielić my u was 🙂 pozdrawiam serdecznie i życzę jak najmniej takich "sępów".

  2. Bardzo fajnie piszesz, szalenie podoba mi się Twój żywy i zabawny styl! Sam temat oczywiście zabawny ani trochę nie jest i aż trudno zrozumieć, że "przyjaciele" tak Was potraktowali. Nic nie pozostaje jak tylko się odciąć i być dalej szczęśliwym bez nich, bo uzurpatorów nikomu nie potrzeba. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Wygląda na to, że byłym znajomym podniósł się status materialny i może odstajecie od nich. Tu sprawdza się powiedzenie: "Kto przestał być twoim przyjacielem, ten nigdy nim nie był."

    1. Nie wiem dlaczego tak się to potoczyło i jakoś mnie już to nie ciekawi… Faktycznie – masz rację – to nie byli przyjaciele

  4. To są wampiry uczuciowe, tez to przerobiłam, tyle, że w rodzinie. Jak byliśmy potrzebni i wszyscy mieli podobnie, było O.K. Potem oni się dorobili, poznali znaczniejszych przyjaciół, a my? My to tylko rodzina, która im żadnych koneksji nie zapewni…

  5. Jest takie powiedzenie, że są ludzie i ludziska. Pewnie są też przyjaciele i pseudoprzyjaciele. Ja też miałam w swoim życiu taką dziwną znajomość. Rozpadła się, jak tylko im się polepszyło. Wcześniej gościli się u nas kiedy tylko mieli ochotę. Ale już to przebolałam, chociaż było nam przykro.

  6. Aj, Jaga, sprzątnęłaś mi temat! Właśnie miałam napisać o perypetiach z moją pseudo-przyjaciółką, też z gatunku "lubię cię za…". Swoją drogą, nie wiem, skąd się tacy ludzie biorą. Zaskakuje mnie, że ktoś potrafi przyjaźnić się na zawołanie, zaspokajając swoje potrzeby, a potem, jak gdyby nic, po prostu olewa. Problem jest też w tym, że ja wtedy miotam się nie mogąc zrozumieć, co jest nie tak, włączam jakieś autorefleksje i poczucie winy, a ktoś bez żadnego obciążenia rusza w swoją stronę, nawet bez bye-bye

  7. Moje znajomości też się podobnie pokończyły. Wielkie przyjaźnie.. do czasu. Potem zazdrość, a bo kupiliście mieszkanie, a my wciąż na kawalerce. Potem lekceważenie nas.. bo nie macie dzieci, a my mamy. No i rozpadły się. Ale szczerze? Nie żałuję. Dobrze mi jest jak jest. Mam swoje życie i prawdziwych przyjaciół, z którymi mogę się spotkać nawet w nocy, jeśli tylko mam ochotę.
    Życzę zarówno sobie jak i Tobie, kochana prawdziwych przyjaciół. I to nie wielu, lecz kilku, prawdziwych 🙂

  8. Każdy ma takie hieny na swoim garbie wypasione; dla mnie to nie przyjaźń; najlepiej uciekać od takich ludzi w poskokach; a prawdziwych przyjaciół trza w dzisiejszym świecie ze świecą szukać. Pozdrawiam 🙂

  9. Szczerze mówiąc nie wierzę w wielkie przyjaźnie. Zdarzają się niezwykle rzadko, te bezinteresowne i szczere. Częściej po kilkuletniej "wielkiej przyjaźni" osoby zaprzyjaźnione z sobą stają się wrogami największego kalibru. A to z racji tego, że kiedy pseudo-przyjaźń zostaje zburzona, przestaje istnieć, wyciąga się na światło dzienne wszystkie tajemnice powierzone w trakcie jej trwania. U Ciebie Jago skończyła się przyjaźń z chwilą dobrobytu jaki osiągnęła Twoja znajoma. Nie byłaś jej już potrzebna. Znam wiele historii przyjaźni, które zakończyły się nienawiścią i obopólnymi oskarżeniami. Jeden nawet otarł się o rozwód, bo przyjaciółka upodobała sobie męża koleżanki, choć sama była mężatką.
    Kocham moją mamę za to, że nauczyła nas nie zwierzać się nikomu z tajemnic, które należą tylko do nas. Nikomu, a przede wszystkim przyjaciółce.
    Pozdrawiam Jago serdecznie:)

    1. Pewnie masz sporo racji, ale ludzie są stworzeniami stadnymi i gromadnymi – nadal lubię towarzystwo ludzi i nie mam zamiaru z nich rezygnować przez jedną wredotę

    2. Ja tez zaczynam coraz więcej wątpić w prawdziwą przyjaźń. Cześć osób po prostu przyjaźni się swojego zysku a drudzy dają się wykorzystywać. Jednak jak się ma przyjaciela to nalezy o niego bardzo dbać!!!

  10. Miałam sytuację gdzie "przyjaciółka" była dobra jak czegoś potrzebowała…jak już nie byłam na każde pierdnięcie to zostałam tą złą…i tak się przyjaźń rozleciała. Bolało…ale przestało. Teraz do "przyjaźni" podchodzę w większym dystansem

  11. Tacy "przyjaciele". Jak coś trzeba to zawsze Ty masz być na ich zawołanie, ale jak już się samemu coś potrzebuje, czy nawet nie potrzebuje, ale po prostu oni nic nie chcą to już jakby zupełnie zapominali o tej "przyjaźni".
    A jeszcze chyba gorsza jest sytuacja gdy się raz odmówi, ten ktoś poleci do kogoś innego i już zapomina o tylu wspólnych latach, zapomina o Tobie. Teraz już nowa przyjaźń…
    Z tamtą osobą dzieli nie tylko swoje sekrety, ale również te Twoje….
    Niestety również miałam podobną sytuację. Z przyjaciółką znałam się 8 lat. Raz zachorowałam, nie miałam jej jak pomóc. A ta oczywiście znalazła se inną, o naszej przyjaźni całkiem zapomniała…
    Ludzie tacy są. Potrafią ranić, jednak nie ma co przez takich skreślać wszystkich. Warto jeszcze raz zaufać i może spróbować na nowo…

    1. Ja właśnie przeżywam koniec przyjaźni i jestem jak jak przejechania walce drogowym. Długo się taki stan utrzymuje??jestem w depresji i pytam sama siebie! Kobieto byłaś ślepa?

  12. Ludzie są okropni 🙁 Zawsze się nad takimi zastanawiam.. Jak oni się czują sami ze sobą, robiąc takie rzeczy? Bo zakładam, że są świadomi swojego postępowania. Pies najlepszym przyjacielem człowieka i zdania nie zmieniam. 🙂 Pozdrawiam ,

  13. W końcu znalazłam chwilke aby zajrzeć na twojego bloga i tak powoli go sobie studiuje, ciekawostki i ogólnie bardzo interesujący, a co do tego wpisu to w sumie przytocze tylko takie powiedzenie"Boże chroń mnie od przyjaciół z wrogami sam sobie poradzę" Ja osobiscie mam kilku przyjaciół od wielu, wielu lat, ale to w sumie mozna policzyć na palcach jednej ręki.

  14. Współczuję 🙁
    Też się na "przyjaźni" przejechałam, teraz bardzo dokładnie dobieram sobie ludzi wokół siebie, a bardzo niewielu dopuszczam naprawdę blisko. I, co zabawne, jest mi z tym nadzwyczaj dobrze 🙂

  15. Witam
    Czasem też czuje sie wykorzystana przez moją przyjaciółkę , która zawsze mogła liczyć na to że ją wysłucham , wesprę ,doradzę. Jednak gdy problem mam ja to zauważam że się mnie nie słucha. To jest tak, że niby mnie słucha ale jak skończę to mówi …..no, no to tak jak u mnie…..i zaczyna dalej już mówić jak to jest u niej czyli gadać o sobie. Ciągnie się to już latami i kiedy próbowałam powiedzieć o tym nagłos to doszło do kłótni
    I teraz tak się zastanawiam czy oby to na pewno jest przyjaźń ….?

  16. Przykre :/ i tak sobie myślę, że chyba każdy z nas ma na koncie tego typu przyjaźń za sobą. U mnie była nieco inna sytuacja, ale też.. przez kilka lat było wszystko wspaniale, a potem? nasze drogi się rozeszły, ale to długa historia..

  17. Niektórzy czynią nasze życie pięknym, bo sa.. a niektórzy zajebistym kiedy znikają! I..lepiej późno niż później 😉
    loonei.blog.pl

  18. Hmm…dobrze się stało, że się posypało, tylko szkoda, że tak późno. O przyjaźni to chyba nie było mowy w takim układzie. Zresztą ostatnie zdanie (wręcz akapit) świetnie to podsumowuje 🙂

  19. Każdy z nas miał nie trafione przyjaźnie i ma takie wieloletnie. Ja mam przyjaciółkę we Wrocławiu od roku 1970, drugą w Chorzowie od 1974 i od tegoż samego roku współtowarzyszkę studenckiej niedoli w Warszawie. Niemniej jednak od 2009 kiedy zaczęłam pisać pierwszego bloga, poznałam dzięki niemu kilka bardzo wartościowych osób, które śmiało mogę nazwać przyjaciółkami.

  20. Jeju. Dzięki tobie zrozumiałam, że nie potrzebuję zawierać bliskich kontaktów z koleżankami, które prowadzą do lichych znajomości, a nie do "wielkich przyjaźni." Ostatnio dużo ze mnie zdarły. Są, wtedy kiedy czegoś potrzebują. Ja sobie podziękuję takich znajomości. Nie muszę się ze wszystkim przyjaźnić. Dziękuję za otworzenie oczu.

  21. Ludzie chyba za mocno szafuja slowem przyjazn i maja tendencje do takiego okreslania fajnej po prostu znajomosci. Bo to, ze przyjemnie nam razem, ze czesto sie spotykamy, ze wiemy o sobie duzo i wyswiadczamy sobie jakies grzecznosci – jeszcze nie znaczy, ze ten ktos zasluguje na miano przyjaciela. Kiedy nauczymy sie wreszcie odrozniac dobra znajomosc od prawdziwej przyjazni, kiedy przestaniemy oczekiwac jakichkolwiek wzajemnosci za to, co dla kogos robimy, zniknie rozczarowanie.
    Ja mam wielu, lepszych albo gorszych znajomych, ale nikogo jeszcze nie moglam nazwac przyjacielem. No moze moje psy, one zawsze byly bezwarunkowe.

  22. A niech im pies mordy liże…Tylko, żeby mu nie zaszkodziło…;o) Ja ostatnio też miałam „przyjacielską” przygodę, a sytuacja została tak odwrócona przez oną znajomą, że do dzisiaj się oglądam za siebie, czy mi czasem ogon nie wyrósł…;o)
    Po dobrej szkole życia zawsze zostają jakieś rozumki…;o)

  23. Cóż za piękna przyjaźń… krwiopijcza! Póki jesteśmy komuś potrzebni, to i by nam tyłki podcierali, a później odchodzą bez słowa pożegnania. Przykro było czytać tą historię. Mam jednak nadzieję, że masz jeszcze w zanadrzu prawdziwcych przyjaciół, takich na dobre i szczególnie „na złe”.
    Pozdrawiam

  24. Przyjaźń to ważna rzecz, jak każda realcja bywa różna. Ale nikt nie uratuje Cię tak jak prawdziwy przyjaciel.

  25. Ah też na swojej drodze spotkałam kilka toksycznych osób, ale zawsze warto się od nich uwolnić, wtedy człowiek czuje się tak jakoś „lekko”;)

  26. Życie bardzo szybko weryfikuje takich „przyjaciół”.
    Nie ma co tracić czasu ani oddawać swojej energii dla ludzi którzy zachowują się w taki sposób

  27. Kiedy przestałam wierzyć w miłość, wciąż jeszcze wierzyłam w przyjaźń. Aż się przewiozłam do samiutkiego końca i w wielkim stylu.
    Pozostaje niewiara w nic.

  28. Teraz właśnie wysłuchałam ciekawych rozważań o życiu i padło tam zdanie, że tak jak wyrastamy z ubrań, tak tez wyrastamy z pewnych osób i na siłę nie ma sensu się pchać w przerośnięty układ, tylko szukać takiego na swoją miarę

  29. Wyrachowane, podłe i wstrętne, a jednocześnie tak często spotykane. Pamiętam, jak słuchałam opowieści koleżanki o tym, jak to hurtem poobrażały się na nią dziewczyny, z którymi miała mieszkać na studiach, ale rodzice stwierdzili, że kupią jej mieszkanie. Co najlepsze, obrazili się na nią i jej rodziców również rodzice tych dziewczyn. To jest tak absurdalne, że aż śmieszne. Tacy zazdrośni potrafią być ludzie.

    Smutna to myśl, że przyjaciele są, kiedy coś chcą, a kiedy już nie jesteś potrzebna, znikają. Ale to nie byli wcale przyjaciele, tylko farbowane lisy.

  30. Ze znajomymi, przyjaciółmi tak jest, że patrzymy na nich przez różowe okulary, nie widząc tego, co w nich może nas niemiło zaskoczyć….

  31. Kilka takich „przyjaźni” przerabiałam, niektóre skończyły się tak łatwo, że trudno w to uwierzyć. Większość z tych osób była przy mnie wtedy, kiedy miała z tego jakieś korzyści – typowe. Na szczęście zmądrzałam i przestałam zabiegać o kontakt z takimi osobami – pozostało bardzo wąskie grono tych bezinteresownych.

  32. Napisze tak – znajomych mozna miec wielu , aleeee przyjaciela jednego ale prawdziwego !

    Mam to szczescie , ze mam wiecej niz jedna prawdziwa przyjaciolke 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *