Za co i dlaczego (nie)lubię południowców

Wróciłam z krótkiego wyjazdu do Włoch. Po raz kolejny patrzyłam na ten naród pełen sprzeczności i dziwnych dla nas Polaków zachowań. Południowców ze słonecznej Italii obserwuję przez długie lata, a południowców zamieszkujących inne kraje od czasu do czasu. Pokusiłam się o bardzo osobiste refleksje, bo są tak różni od nas, Polaków.

Ktoś o nich napisał:

„Naród szczęśliwy, gościnny i hałaśliwy.

Z uwagi na swój stosunek do życia i otoczenia Włosi są najszczęśliwszym narodem na świecie. Nie przeszkadza im bieda, brak pracy czy warunki bytowe. Nie przejmują się wyglądem. Stąd wynika ich radość życia. W każdym ciele czują się szczęśliwi. Z drugiej strony są bardzo głośni i hałaśliwi. Rzadko który Włoch mówi. Porozumiewają się głównie krzykiem i trudno ich nie zauważyć w towarzystwie. Są też najczęściej egzaltowani. Jeśli mają coś do powiedzenia, będą się na siłę przedzierać przez wrzawę, dodając do krzyku intensywną gestykulację.”

Myśląc „włosi”, widzę bruneta o śniadej cerze, ale niskiego, z lekką nadwagą, nieraz z przerzedzoną już fryzurą,  z łokciem wystawionym za szybę swojego auta (tzw. zimny łokieć w naszej strefie klimatycznej), roześmianego i głośnego, ich dzieci są rozpuszczone a wręcz rozwydrzone do granic przyzwoitości (a raczej już dawno przekroczyły te granice). Wyobraźmy sobie najbardziej niesforne dziecko z ADHD, z pustogłową, bezstresowo wychowującą mamuśką i teraz pomnóżmy to razy tysiąc. Chodzenie spać przed 22.00? Zdrowa dieta, kiedy maluch chce się żywić kornetami i słodyczami? W żadnym wypadku!!! Mały tyran i despota znajdzie sposób, żeby dopiąć swego.

Dorośli Italiańcy swój zachwyt czy rozczarowanie okazuje w bardzo żywiołowy sposób. Z moją mizerną znajomością języka włoskiego nie lada wyzwaniem było zorientowanie się czy oni jeszcze rozmawiają czy już się kłócą. Przechodzenie z jednego stanu w drugi był bardzo płynny i dla niewtajemniczonego prawie nie do zauważenia. No i są do tego potrzebne ręce – nie gestykulujesz – nie mówisz.  Podczas rozmowy z Włochem nie ma dystansu, przytula Cię, całuje na powitanie, i to koniecznie dwa razy, na pożegnanie, ściska….co dla nas było nie raz zaskoczeniem.

Za to nie grzeszą punktualnością, a w tej materii nie wybaczam. Jak się umówisz na spotkanie z Włochem, można być pewnym, że nie dotrze na czas. Przecież im się nigdzie nie spieszy. Naród bez kompleksów, co można było zauważyć na ulicach i plażach. Nikt nikogo nie gnębi za to, że jest grubszy, niższy czy po prostu inny. Zazdroszczę im tego uśmiechu na twarzach od rana do wieczora, tego zadowolenia z życia i serdeczności w stosunku do innych. Oczywiście nie wszyscy i nie wszędzie, ale obserwowałam zachowanie zupełnie obcych ludzi przy porannym bieganiu…Mijający nas ludzie spieszący się już do pracy, pozdrawiali, witali nas niczym znajomych, machali. U nas nie jest przyjęte, żeby obcy człowiek powiedział na ulicy dzień dobry czy też odpowiedział na takowe powitanie. Już widzę minę jegomościa nabzdyczonego niczym paw z miną mówiącą: „A TO CO… JA CIĘ ZNAM??”

W sklepach każdy sprzedawca czy kasjer wita klienta jak dobrego znajomego, z uśmiechem, chwilami ich serdeczność budzi podziw. No prawie jak nasze krajowe panie sprzedające…

 

Kuchnia. Mmmmm. Mniam. Na sam dźwięk wyrazów „KUCHNIA WŁOSKA” zaczynam się ślinić. Jest genialnie pyszna i prosta zarazem. Uwielbiam lazanię i wszelkie wariacje na temat…Nie tylko z pomidorowo-mięsnym ragu, ale z warzywami, z sosem beszamelowym, z milionem innych dodatków. Uwielbiam niezliczone ilości warzyw duszonych, zapiekanych, zasmażanych….Tego nieba nie da się opisać. Przystawka (antipasto) typu bruschetta, crostini czy focaccia powinna być zabroniona dla obcokrajowców. Już po zjedzeniu takowej biedny turysta jest, jak mawiają włosi, pełny jak jajko czyli ma „po kokardy”, a gdzie tu jeszcze do dań głównych? No a pizza??  W kraju nie udało mi się znaleźć chociażby zbliżonego smaku do tego wynalazku. Cieniutkie, chrupiące ciasto i dodatki jak ze snów głodomora. Siostra tak skutecznie nas kusiła, że przez krótki pobyt udało się jej mnie utuczyć o 2 kg. Tych smaków nie da się nie kochać.

Przepisy, prawo i normy zostały dostosowane do Włochów, do ich zwyczajów i nawyków. Tak! I wcale nie na odwrót….In vino veritas, czyli dopuszczalna granica promili to aż 0,5 promili. Skoro wszyscy piją wino do posiłków, wcale nie po to, żeby się upić (i jeszcze twierdzą, że to na lepsze trawienie) to przecież walka z tym jest bezsensowna. To jakby złościć się na słońce, że świeci. A że samochodami jeżdżą prawie wszyscy, więc stąd ta wysoka tolerancja alkoholu w organizmie. Piękny kraj ….na wakacje na pewno, ale docelowo wolę naszą pełną ponuraków, schludną, usystematyzowaną, nie tak chaotyczną, Polskę. Znajdź turysto, spacerujący po Rzymie, kosz na śmieci. A po co? Przecież Rzymianie za brud, śmieci i syf w mieście i tak obwiniają obcokrajowców. Więc obcokrajowcu – przywieź sobie kosz na śmieci. Zakazy, nakazy i przepisy? A co to jest? Po co? I dla kogo to wymyślili? Bo tam na ulicach panuje chaos i rozgardiasz niczym w krajach trzeciego świata. Nie mówię, że ma być niemiecki ordnung, ale na litość, odrobina porządku by się przydała. I jest jeszcze coś co u Włochów wprowadzało mnie początkowo w stan osłupienia, później przerażenia i rozpaczy a teraz już tylko wywołuje głupawy uśmiech….To coś, co pobudzi z rana każdego człowieka lepiej niż kawa espresso doppio. Jest to przejażdżka samochodem po stolicy Włoch.

Ale o tym następnym razem…

 

100 odpowiedzi do “Za co i dlaczego (nie)lubię południowców”

  1. nigdy nie byłam, nie wiem, czy kiedykolwiek będę, w związku z czym, pomimo wszystkim włoskich wad, i tak Ci zazdroszczę… oraz witamy na polskiej ziemi … :)))))

  2. Kuchnia włoska to jest to! Dobrze, że nie mam dobrej restauracji w swoim mieście i muszę dojechać kawał drogi żeby zjeść u włocha po włosku bo chyba bym się w drzwiach już nie mieściła 🙂 A same Włochy zwiedziłam, polubiłam, ale wyprowadzać się z naszego bidnego kraju nie zamierzam 🙂
    Skromnie zapraszam do siebie 🙂

  3. We Włoszech nie byłam, ale uwielbiam wszystko co włoskie, a makarony mogę jeść codziennie. Hałaśliwość i zadowolenie z siebie plus śmiecenie przyszły do nas już chyba też, co widać w licznych kurortach, a pozdrawiają się życzliwie turyści w górach, ale prawdziwi turyści… Nie licz tych 2 kg szczęścia, emocji i smaków boskich, cóż to znaczy wobec przeżytych chwil…

  4. Też się rozmarzyłam. Uwielbiam Włochy i kiedy tylko mam okazję, to je odwiedzam. Natomiast najlepszą lasagne na świecie jadłam na małej wysepce Ischia nieopodal Neapolu. Knajpka była pół-formalna, położona przy pustej, dzikiej plaży. Pani gotowała dla rodziny, a jak ktoś zdecydował się wdepnąć i zjeść obiad, to dostawał to, co właśnie ugotowano. I jadło się w pokoju z pięknym widokiem na najwyższą na wyspie górę. Po posiłku gość dostawał cytrynę z ogrodu…

    1. Miałam to szczęście, że w większości jedliśmy domowe lazanie – są smaczniejsze niż te w restauracjach. Włochy i Włosi mają swój urok

  5. Zazdroszczę jedzenia włoskich potraw, no i zwiedzania tego pięknego kraju. Uprzejmość sprzedawców w sklepach nie jest całkiem spontaniczna, muszą być mili dla klientów, żeby sprzedać towar, w innych krajach w tym w Polsce jest podobnie.

    1. No to w Polsce nie trafiam na sprzedawców, którzy muszą sprzedawać towar. Nadal upieram się, że spontaniczność sprzedawców wynika z usposobienia . Nasi sprzedawcy im do pięt nie dorastają 🙂

  6. No to wyrażę się tak jakbym czytała opis Hiszpanów, w 80% dosłownie to samo, jedynie co do porządku na ulicach to kosze na śmieci się znajdują i służby sprzątają co dziennie jednak i tak śmieci zazwyczaj do śmietnika wyrzucają obcokrajowcy, a oni na ulicę bo i tak ktoś posprzata. No i nie są tak krzykliwi, bardziej gestykulacja, a co do reszty to kropka w kropkę, dzieci to szkoda gadać, sąsiedzi nie mogą się nadziwić jakie to moje dziecko grzeczne, no patrząc na innych to aniołek, a też ma swoje za uszami jak każde dziecko, punktualność, zapomnij oni chyba nie znają się na zegarku, ale jak Ty jako petent spóźnisz się do urzędu to kolejka przepadła, a co do jazdy po ulicach to szkoda gadać, jakby po prostu nie umieli jeździć. Ot tyle. Pozdrawiam!!

  7. Mieszkam jakiś czas w Genui we Włoszech i szczerze mówiąc nie lubię tego miasta. Jest brudno, śmierdzącą, nie ma koszy na śmieci, a Włosi tak jak napisałaś są głośni i chaotyczni. Zdecydowanie wolę niemieci Ordnung 😉 (coś o tym wiem, bo byłam jakiś czas w Niemczech).

    w-spodnicy.blogspot.com

  8. Jako rasowy łakomczuch z rozmarzeniem wspominam kuchnię włoską, natomiast Włosi i ta ich krzykliwość jest dla mnie strawialna maksymalnie przez dwa tygodnie wakacji 🙂

  9. Nie lubię zbytniej wylewności Włochów,śmiecenia i ślinienia się na widok blondynek (znam to z własnego doświadczenia w naszym kraju). Ale mam włoskie imię i może dlatego bywa, że za głośno mówię (a jak się kłócę, to nie popuszczę nikomu), uwielbiam słońce, kuchnię włoską i wino.
    Fajne jest, że matka ma tam wielki szacunek. Ale w życiu nie chciałabym tam mieszkac.
    Włosi , jak każdy naród, mają swoje wady i zalety.

  10. Super post. Powiem tak kocham ich kuchnię i zazdroszczę tej miłej atmosfery w sklepach i na ulicach. U nas jak się uśmiechniesz do obcej osoby to wezmą cię za wariatkę, chociaż ja i tak się uśmiecham i zaczepiam ludzi – wariatka jestem 🙂

  11. Zobaczyć Włochy, choć w małym wycinku, to moje marzenie. Wiara czyni cuda, więc wierzę, że spełnię je.
    Świetnie, plastycznie piszesz. Pozdrawiam

  12. We Włoszech nie byłam, ale za to w te wakacje odwiedziłam Grecję. Tam jest podobnie, jak we Włoszech (według Twojego opisu), widać wszyscy południowcy są podobni. Jestem sama osobą dość ekspresywną, która mówi głośno i przy tym dużo gestykuluje. W Polsce spotyka to się z różną reakcją, dlatego muszę strać się panować nad tym. Może jednak, czas pojechać do Włoch, by zostać zrozumianą. Kto wie… Grecy, z tymi swoimi gestami są przemili. Kiedy pytaliśmy o drogę osobę nie znającą angielskiego, to tupała i machała rękami na całego. To ich zaangażowanie było imponujące. Jeżeli chodzi o śmieci, to rzeczywiście jest to duży minus i problem. Szkoda mi było pięknej, greckiej przyrody, kiedy widziałam ciągnące się wzdłuż ulic wysypiska śmieci. twoja uwaga jest bardzo trafna, najłatwiej zrzucić wszystko na turystów. to tyle, trochę się rozpisałam. Pozdrawiam

    1. Dzięki za uznanie 🙂 Tak widzę Włochów – w Grecji też byłam – masz rację – ich serdeczność jest dla nas zimnych europejczyków zdumiewająca. A że są brudasami przy okazji nie dbającymi o swoje otoczenie …no cóż ….

  13. Ja akurat uwielbiam to wszystko o czym piszesz- być może dlatego, że sama mam w sobie włoską krew, więc mi z takim stylem życia po prostu najlepiej!
    Bardzo fajnie piszesz. Super się to czyta! 😉

  14. Masz rację. Porządek na ulicy to coś tak abstrakcyjnego i mało priorytetowego w ich życiu, że na każdym kroku podczas moich krótkich wakacji przecieram oczy ze zdziwienia.Po 3 dniach zwiedzania Rzymu za pomocą metra mam serdecznie dość klejących się od brudu schodów, zamiatanych chyba raz w tygodniu lewą noga z zamkniętymi oczyma… Po co pracować jak można…pogadać;) .Ech, przydałby im się przetarg na utrzymanie czystości, zorganizowany przez firmę, pochodzącą z kraju, gdzie utrzymanie porządku jest pod kontrolą.Zresztą, są inne sposoby, jak na przykład akcje społeczne, konkursy na najschludniejszą i najbardziej reprehttp://jagatoja.blogspot.com/logoutzentacyjną dzielnicę, ranking, ogłoszony przez prestiżową stację tv czy radiową.W odniesieniu do wyglądu włoskich ulic na usta ciśnie mi się tylko jedno określenie:"maniana"…

  15. Masz rację, mieszkaliśmy teraz w wynajętym mieszkaniu w wieżowcu na Lateranie. Obcy ludzi, którzy pierwszy raz nas widzieli na oczy, witali nas z uśmiechem, kiedy mijaliśmy się przy windzie. To było też miejsce, gdzie można było się wykazać uprzejmością i taktem, bo w windzie mieściły się tylko 2 osoby:)
    Ktoś komuś mógł ustąpić miejsca, pomóc wtaszczyć walizki. To naprawdę miłe.

  16. Włosi lubią jeść ale mnie zawsze dziwiło, że kobiety chcą wystawać przy kuchni, gdy na dworze skwar. Z jednej strony rodzina u Włochów, to świętość, z drugiej ich temperament jest pierwszym wyznacznikiem zdrady, a rozwody to rzadkość. Dzieci dużo, a nie zawsze są on pod dobrą opieką, stąd takie bezstresowe wychowanie. Skądś musiało ono i do nas przywędrować.

  17. Wydaje mi się, że mogłabym mieszkać jedynie we Florencji, bo to w niej się zakochałam, gdy byłam we Włoszech. Włosi każde zdanie zaczynają od "allora", obojętnie, co dalej by mówili.
    Lubię kuchnię włoską, ale zbytnio za nią nie przepadam, za dużo mącznych potraw, które mi nie służą. Alkoholu nie piję nawet do obiadu.
    Na temat rozwydrzonych dzieci, nie mogę wiele powiedzieć, bo tam, gdzie byłam, nie widziałam ich.

    1. Ja jestem tam dość często więc stąd moje wywody 🙂 A ja kuchnię włoską uwielbiam – kuchnia włoska to wbrew obiegowym opiniom wcale nie są dania mączne ale przede wszystkim warzywa

  18. Super post! Nie byłam we Włoszech, ale pracowałam rok we włoskiej kawiarni (cukiernicy, szef, menager – sami, prawdziwi Włosi 😉 ). Nie lubiliśmy się za bardzo – byli za głośni, czepiali się wszystkiego, okropnie leniwi, awanturnicy i niestety na bakier z przestrzeganiem przepisów kodeksu pracy – co mnie nie dziwi we Włoszech taki wynalazek nie istnieje 😀

    Nie mam o Włochach dobrego zdania, ale może jakbym poznała bliżej ich kulturę, a do tego zobaczyła ich przepiękną ojczyznę, nawet ciągłe wrzaski „Espresso presto!!!” poszłyby w niepamięć 😀

  19. Każdy naród ma swoje specyficzne cechy narodowe, cos co nam sie podoba i cos co może nas drażnić. Nigdy nie byłam w Italii, ale z tego co na filmach widziałam to tak jakby pasowało z tym co napisałaś.

  20. Haha! Ubawiłam się, dobrze prawisz. Kilku Włochów poznałam jak z 10 lat temu postanowili atakować nasz kraj za pomocą wymiany studenckiej. I wspomnienia mam różne, nie zauroczyli mnie.

  21. Jazda samochodem po Neapolu – horror! Jeśli mam wybierać pośród południowców to wolę Hiszpanów, chociaż nie wiem za co 🙂 Może za churros?
    Dobrze, że Cię znowu znalazłam, ale mój inoreader Cię nie widzi!

  22. Kuchnia włoska w zasadzie mi odpowiada – pomijając te świństwa, które mi wysłałaś na WhatsAppa. Co do Włochów, też odniosłam wrażenie, że są wściekle hałaśliwi, a mnie to okropnie drażni. Przytulania i obcałowywania przez obcych bym nie zniosła – ja niedotykalska jestem.

    1. To ja się wkomponowałam w otoczenie, bo też jestem hałaśliwa 🙂 trzeba wszystkiego próbować 🙂 a że jeść lubię to mi nie sprawiało to trudności

      1. Paskudnie tu jest, na tym blogu. Strasznie nieczytelnie. Po pięć razy muszę przewijać, żeby znaleźć własny komentarz. Jestem zdegustowana!

  23. Patrząc na fotki zatęskniłam za Rzymem, w którym byłam jakiś czas temu. Wakacyjnie – to piękne miasto, mające ogrom do zaoferowania. Ale samych Włochów mam na co dzień w pracy i faktem jest, że ich zachowanie potwierdza wiele rzeczy, o których napisałaś. Wyjąki również się zdarzają naturalnie, moim ulubionym jest Włoch czystej krwi o mega niebieskich oczach i jasnych blond włosach. I na dodatek nie krzyczy 🙂 A kuchnia – wiadomka. Jak tu nie kochać? 😛

    1. Też doceniam piękno miasta. Ale mieszkać tam na stałe – nie ma takiej opcji. Kuchnia jest pyszna i zazdroszczę im różnorodności owoców i warzyw

  24. Makaroniarze jak wymalowani. Był czas że tam jeździłem, ale za komuny. Co na pewno się nie zmieniło od mojej do Twojej wycieczki, to śmiecenie i zajerzysta pizza, a także jazgot. Celnie piszesz, że nie wiadomo kiedy wymieniają poglądy, a kiedy grożą sobie śmiercią i camorrą. A wiesz co najbardziej pamiętam? Śmierdzące sikami Collosseum. Obrzydliwie śmierdzące. Ale to było latem, może zimą jest nieco lepiej?

    1. Od czasów komuny Włosi ucywilizowali się na tyle , że nie sikają pod Colloseum :)))) Latem i zimą są tam tam te same śmieci ten sam syf…

  25. idealnie opisałaś moje pierwsze wrażenie.
    Adam chciałby mieszkać w Rzymie, ja jednak jeśli miałabym wybierać wolałabym trzymających się na dystans Norwegów i ich uporządkowany kraj. Bo ten chaos we Włoszech odpowiada mi co najwyżej na tydzień- dwa urlopu:) Dla wyluzowania się:)

  26. Ja też kocham włoską kuchnię, makarony, pizzę, warzywa i… wino. Ma tylko jedną wadę – kaloryczność. O czym sama sie przekonałaś;-) Ale na pewno warto było:)

  27. Wolę Hiszpanów i Hiszpanię, bo mają to samo ale nie są Oni bufonami nadętymi i jest czysto, Hiszpanie są czyściochami. a turystów też od cholery.
    Poza tym maniana maniana )))) nie lubię włochów ale mieszkać bym mogła tam i wszędzie na południu zamiast tu. Wolę nadętych i brudnych włochów, leniwych greków niż polaków. kropka.

  28. Pamiętam jak jeszcze w czasach słusznie minionych jechałam do Włoch, konkretnie Rzymu i przejeżdżaliśmy przez schludną Austrię (nocleg), a gdy tylko przekroczyliśmy granicę i zatrzymaliśmy się na pierwszym parkingu to poczułam się jak w kraju 😉 fakt, parkingowe toalety czyściutkie i full wypas, ale wokół pełno walających się śmieci…
    Uwielbiam włoskie jedzenie! I za cudne buty!!! I kocham Włochów, bo moja rodzina stylem bycia ciut ich przypomina- jest głośna ;p i z boku dla wielu wygląda, że się kłócimy ze sobą, a my tylko rozmawiamy, o wszystkim 😀

  29. Niby nie lubisz, a jednak lubisz…Może i mają rozwydrzone dzieci, co pewnie mocno wkurza,a le ta ich radość zycia przyćmiewa wszystko, nawet podryw na każdym kroku czy krzyki;)

  30. Krótko byłam i turystycznie, ale z podziwu wyjść nie mogłam obserwując Włoszki stojące godzinami (dosłownie) na chodniku i klachającymi nieustannie…Nasze „kumoszki” wymiękają…;o)

  31. Badano w jakim narodzie występuje kryzys wieku średniego. Niemal w każdym państwie objawia się on koło 40. (jedynie u Brytyjczyków wcześniej), natomiast jest kraj wyjątkowy, gdzie kryzys wieku średniego występuje w wieku… 62 lat 🙂
    Inny klimat, inni ludzie, a wiele podobnych zachowań, o których piszesz obserwowałem w Turcji

    1. Wydawało mi się, że wiem o nich dużo, ale akurat o kryzysie wieku średniego nie wiedziałam… Ale pasuje mi do nich ten opis 🙂

  32. Nie miałam okazji jeszcze być we Włoszech. Na razie każdy z moich znajomych, kiedy stamtąd wraca, to opowiada o tym, że został okradziony (podobnie z Hiszpanii), więc póki co mnie nie ciągnie. 🙂

    1. Nianie radzą sobie całkiem nieźle z takimi stworkami a stworki wiedzą do kogo na co mogą sobie pozwolić. Współczuć należy też tym mamusiom za kilka(naście) lat

  33. Ja jestem niekiedy ponura i zdystansowana nawet jak na (stereotypowego) Polaka, więc aż się jeżę na myśl o takiej włoskiej namolności. Ale z drugiej strony, raz na jakiś czas – czyli na okres urlopowego pobytu – chyba dałoby się wytrzymać. Dla tego słoneczka, ciepłego morza, palm i jedzenia warto 🙂

  34. Przybyłam, zobaczyłam, napisałam 🙂 chciałam napisać „dawaj następny” ale widzę że już jest:)
    a serio-jak zwykle ubawiłam się setnie
    buziaki

    1. 🙂 No tak – post nie komentowany przez Ciebie się nie liczy 🙂 Z tym następnym to powoli – szczęście trzeba dozować, żeby się nikomu nie popierdzieliło od nadmiaru szczęścia 🙂

  35. Ojej, jaki wspaniały wpis!

    Nie byłam we Włoszech, a mam jakiś wewnętrzny amor do wszystkiego, co włoskie. Kiedyś nawet podjęłam naukę włoskiego i bardzo mi się ten język podobał i podoba do dziś. Kocham włoskie piosenki. Nie przepadam za makoranami, ale kocham warzywa, zatem te wszystkie pieczone, zapiekane i inne, jadałabym tam na potęgę!

    Uwielbiam takie wpisy, opisy, takie cudze refleksje na temat kraju, ludzi, ich zachowań, zwyczajów, jedzenia… No to jest dla mnie ukochana forma bloga!

    Mój mąż sprowadza skórę na torby z Włoch i był na szkoleniu we Florencji u pewnego mistrza szycia ręcznego ze skóry. I teraz sam ręcznie szyje te torby i inne skórzane akcesoria typu pasek do zegarka, etui na telefon, czy portfel… Muszę kiedyś zabrać się z nim do tego hałaśliwego kraju, bo bardzo mnie fascynuje. Bałaganu, brudu i braku punktualności to i ja nie lubię, ale generalnie – dla Włoch mówię SI!

    1. 🙂 bardzo Ci dziękuję za uznanie – czyli wiesz co mam na myśli 🙂 trzeba ich zobaczyć na żywo bo to niemalże subkultura 🙂 ale na wakacje jest supeeeer

  36. Hej Jaga!
    Znalazłam w końcu czas na blogowanie i znalazłam Twój wpis 🙂
    Z większością się zgadzam, niestety duże włoskie miasta zdają się być jedynie mieszaniną wielokulturowości i rumoru. Te ich głośne rozmowy – oni w większości krzykliwie komentują jedzenie 😀 Byłam nieraz świadkiem tego, a że teraz więcej rozumiem, to się tylko podśmiechuję pod nosem.
    Przejażdżka po Rzymie? Jechałam pandą po Florencji – istny mix strachu, śmiechu i niedowierzania. Atakujące zewsząd skutery, pierwszeństwo wybiórcze 😀 Podróż po Italii to wieczna przygoda 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *