Jak się nie dać zabić czyli włoska jazda bez trzymanki

 

Włochy to kraj, gdzie jazda samochodem, niegdyś kojarzyła mi się z najgorszymi koszmarami sennymi. Obecnie już nie jest w stanie mnie to zirytować, wywołuje tylko 

u mnie głupawy uśmiech i traktuję to jako egzotykę. Wsiadasz za kółko, starasz się jeździć zgodnie z przepisami, bo tak cię uczono, ale po co, skoro 98% populacji włoskich kierowców łamie prawo, nie mając pojęcia o przepisach ruchu drogowego. Spróbuj nie dostosować się do tego chaosu i „wymuś” swoje pierwszeństwo, tam gdzie zgodnie z przepisami było twoje….Włoch w bardzo charakterystycznym geście załamie ręce wrzeszcząc do Ciebie, jak by myślał, że cały świat poza nim jest głuchy: „che cazzo vuoi da me”.(dosł. tłumaczenie: „czego do chuja chcesz ode mnie”)

Specyficzna nacja, ale to właśnie na ruchliwej ulicy najszybciej nauczysz się od nich włoskich przekleństw…..

Większość samochodów jest porysowana, poobijana, wygnieciona, zmasakrowana, wyklepana, zmiętoszona, drapnięta, wymięta, ale kto by zwracał uwagę na takie drobne skazy. Jeśli jakiś samochód jest bez rysy, to się nie należy tym martwić, to tylko kwestia czasu i kwestia wjazdu do centrum miasta.

Nie ważne czy masz sprawce hamulce, bez takich drobiazgów da się jeździć. Brak klaksonu to jest dopiero defekt. Tam trąbią bez ustanku i bez powodu wszyscy, na wszystko i o wszystko.

Czerwone światło?? To tylko sugestia. Przejście dla pieszych to forma dekoracji i nie próbuj sloganu „PIESI MAJĄ PIERWSZEŃSTWO NA PASACH” wprowadzać w czyn. Może się to skończyć biegiem z przeszkodami, tudzież slalomem między autami i istnieje ryzyko, że utrącą twoje zapędy już w połowie przejścia. Jeśli jesteś pieszym to proponuję szybko opuszczać pasy, nawet gdy masz zielone światło, ale nikt też nie będzie zdziwiony ani zgorszony jak przejdziesz przez zebry na czerwonym świetle.

Zarówno w pierwszym przypadku jak i w drugim obtrąbiony zostaniesz przez kierowców z taką samą mocą, siłą i werwą. Tam wszyscy trąbią od świtu do nocy, pewnie spełniają dziecięce marzenia o trąbce albo wuwuzeli. 

 

Skrzyżowania z ulicami nie mającymi pierwszeństwa – to jest dopiero sport ekstremalny. Żaden wyjeżdżający (czytaj: wpychający się) nie włączy kierunkowskazu, ale każdy się pcha przed tobą mimo, że jesteś na drodze z pierwszeństwem. I gdyby ci przyszło do głowy zwrócić uwagę na ten fakt, padnie zapewne ten uroczy komentarz „Przecież do chuja muszę wyjechać”. I coś co nie śniło się najwybitniejszym konstruktorom i inżynierom. Powiększanie ilości pasów w zależności od ilości aut. Swoisty geniusz prawda??Jeśli na jezdni wymalowane są dwa pasy, nic nie szkodzi, bo kto wymyślił jakieś ramy i reguły, kierowcy chętnie użyczą miejsca innym kierowcom, na swoim pasie, no i obok zmieści się jeszcze wszechobecny skuter. I tak ulicą z wymalowanymi dwoma pasami jadą samochody w czterech rzędach. Non c’è Problema!

 

Tu włoszka na skuterku mająca czerwone światło, zatrzymała się, owszem, na przejściu dla pieszych…

Cały kraj to jeden wielki parking. Parkują wszędzie. Dosłownie. Pas zieleni?? Na pewno jest po to aby tam parkować. Przejście dla pieszych? Przecież to tylko ozdoba z rzadka wykorzystywana. Rondo? Po co ma być pusty, niewykorzystany środek. No i pobocza tam nie uświadczysz. A jeśli jest skrawek, to na pewno po to, żeby tam parkować. Wjazd na cudzą posesję, chodnik czy środek ulicy to miejsce dobre jak każde inne do zaparkowania. 

 

Wszechobecne skuterki zaparkowane też wszędzie gdzie się da i gdzie się nie da

 

Policja?? Po co ich denerwować i niepokoić? Oni ładnie wyglądają, są sympatyczni, ale jeśli chcesz egzekwować przepisy, zacznij od siebie.

 

Masz ochotę zatrzymać się na środku drogi, bo akurat spotkałeś znajomego czy chcesz się napić kawy? Chcesz tylko wyskoczyć do kiosku po papierosy?? Zatrzymuj się śmiało na samym środku ulicy – w końcu ciągle trąbić nie będą.   

Więc jeśli z rana nie masz energii, kawa ci niewiele pomogła i nadal masz niskie ciśnienie, wsiadaj śmiało za kierownicę i podążaj do centrum dużego włoskiego miasta.

Trzeba być mistrzem kierownicy, żeby równocześnie wrzeszczeć, rozmawiać przez telefon, gestykulować, pić kawę i jeździć całe życie nie zwracając uwagi na przepisy, znaki i inne drobiazgi. Ale takie są efekty, jeśli zgodnie z prawem, uczący się kierowca jeździ z kartką na szybie informującą, że obok siedzi osoba, która ma trochę większy staż za kółkiem. A później, kiedy opanuje sztukę używania klaksonu i gazu, nawet już po czterech godzinach jazdy z instruktorem, zdaje egzamin państwowy. Jeśli masz wolę przetrwania, musisz się dostosować, żeby przeżyć. Jak w dżungli czy w buszu.  

90 odpowiedzi do “Jak się nie dać zabić czyli włoska jazda bez trzymanki”

  1. Coś jakbym czytała o Hiszpanach, ale w gorszej wersji, bo tutaj przynajmniej piesi na pasach to świętość i to oni chodzą jak przysłowiowe "święte krowy" nie zwracając uwagi na światło a jeszcze jak na nich zatrąbisz to Cię objadą z góry na dół, jednak powoli policja zabiera się do robienia porządków, co kilka lat temu było nie do pomyslenia, wychwytują tych co zaparkowali w niedozwolonych miejscach, przegląd techniczny jest bardzo ważny i szczegółowy, ale reszta co do jazdy to tragedia, włączają migacze kiedy jadą prosto, a ktoś przed nimi skręca, ale gdy skręcają sami to po co? I szczerze, jeżdżąc tutaj trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo jak się zachowaja na drodze, czasem to koszmar.

  2. Zupełnie jak w filmie "Pod słońcem Toskanii" 🙂 Cóż, Włosi taki mają charakter 🙂 Słyszałem, że jeden przepis jest w Italii surowo egzekwowany i przestrzegany – nie przekraczanie podwójnej ciągłej. Już od kilku osób słyszałem, że przekroczenie tej linii skutkuje natychmiastową interwencją policjantów, którzy pojawiają się na na motorach nie wiadomo skąd…
    Nie sądzę, aby przyczyną takiego traktowania przepisów były kursy na prawo jazdy. Podobną metodę, uczący się jeździ normalnie ulicami pod opieką doświadczonego kierowcy, a nie instruktora szkoły jazdy, stosuje się w wielu krajach, chociażby w Belgii czy w Wielkiej Brytanii. We wszystkich tych państwach, łącznie ze słoneczną Italią, liczba śmiertelnych wypadków na drodze jest znacznie niższa, niż w Polsce, gdzie system nauki kierowców skupia się głównie na rodzajach parkowania oraz wręcz zachęca do zachowań łapówkarskich
    A piesi na czerwonym – np. we Francji i Niemczech jest to jak najbardziej dozwolone, dla pieszego czerwone światło jest jedynie "sugestią" 🙂

  3. No powiem Ci, że momentami myślałam, iż o naszych ulicach piszesz, słowo! Widać do nas wszystko przywędruje prędzej lub później. Bardzo fajny pomysł z ty zwiedzaniem na kółkach, bo faktycznie czasami nogi czuje się nie powiem gdzie… Super to opisałaś:-)

      1. Jakbym gruzińskich kierowców widziała. Już zapomnialam, że są kraje w europie, gdzie pieszy walczy o życie :)) ale włoscy kaukazkich nie pobili 😉

  4. Pierwsza moja myśl, po przeczytaniu: "Ale jazda!!" ;))))) No umarłabym ze strachu prowadząc tam auto.
    A to, o czym mówi Hegemon, że świętością we Włoszech jest podwójna ciągła, już też czytałam kiedyś na blogu kogoś, kto we Włoszech mieszka wiele lat. Gdy na drodze szybkiego ruchu, ktoś łamie ten przepis i przekracza podwójną to inni uczestnicy często nawet dzwonią na policję, że ktoś taki szarżuje.

    1. Najczęściej za kierownicą siedział szwagier – pełnokrwisty Włoch, więc nie raz i nie dwa odmawiałam zdrowaśki. A i na ciągłej wyprzedzał…A policji ani widu. Tam musisz na autostradzie pod prąd jechać , żeby kogoś to oburzyło na tyle, aby zadzwonili po interwencję policji

  5. Kiedy bylam z rodziną w Neapolu mój ojciec, który jest świetnym kierowcą powiedział basta. Kierowała siostra, która ma iście piekielny temperament i dobrze się bawiła trąbiąc, machając rękami i wrzeszcząc na innych kierowców. Na co dzień jeżdzi po Berlinie więc Neapol był dla niej jak wesołe miasteczko 😀 W Polsce większośc kierowców by się zapłakało na amen widząc tak poobijane auta.

  6. Kiedyś z moim dzieckiem mieliśmy zabawę – w szukanie we włoskich miastach samochodów bez otarć, wgnieceń i zadrapań. I wcale nie było łatwo je znaleźć… Mnie osobiście zaskakuje jazda z włoskimi kierowcami drogą z serpentynami. Oni nie zatrzymują się przed zakrętem (na wąziutkiej drodze) – tylko trąbią i jadą dalej. I zawsze się zastanawiam, czy ten samochód z naprzeciwka nie zrobi tego samego…

    1. Widziałam oszołomów, którzy wyprzedzali na serpentynach na Monte Cassino – to jest dopiero loteria. Szybkość z jaką włoscy kierowcy pokonują serpentyny przy wjeździe na klasztorną górę może przyprawić o mdłości szczególnie, gdy się spojrzy w dół skalnego urwiska. sygnalizacja głośnym klaksonem – iście we Włoskim stylu

  7. Jaga, trafne obserwacje:) Trąbią niemiłosiernie! Gestykuluja jak w antycznym teatrze! I są w tym wszystkim wyjątkowi.Wybaczam im. Ale tylko podczas wakacji.Nie wiem, czy byłoby mi zupełnie wszystko jedno gdyby przyszło mi tam żyć:) Zamierzam zadomowić się na twoim blogu, co ty na to? Także kawkę wirtualną proszę mi zrobić bo siadam do kolejnych wpisów:) Fajnie się czyta!

  8. Ja z Włochami, mam tyle co nic, ale uwielbiam ten kraj. Właśnie za ich spontaniczność, porywczość, wspaniałą kuchnię, fantastyczne widoki, przystojnych mężczyzn i to że oni uwielbiają blondynki 🙂

  9. Też miałam takie zdanie o włoskich kierowcach. Póki nie przyjechałam do Dżakarty. Tu jest dopiero hardcore! Niewyobrażalny! W calym Rzymie nie ma tylu skuterów co w jednym dżakarckim korku.

  10. Nie jeździłabym tam xD. Zwariowałabym od tych klaksonów i wpychania się. Strasznie mnie to irytuje. W Polsce jest deficyt miejsc parkingowych, przynajmniej w pobliskich dwóch miastach i czasem właśnie przydałoby się móc zaparkować gdziekolwiek, ale jednak nie tak, żeby ktoś nie mógł wyjechać xD.

  11. O tak! Byłam tam wiele razy i sceny, kiedy dwaj (lub więcej, do + nieskończoności) „stuknięci” blokują 15 minut ruch, bo:
    – sobie przekazują, co myślą o całym zdarzeniu,
    – naruszają swoją bańkę personalną (my myślimy, że zaraz oklepią sobie michy, ale oni – ku zawodowi Polaków lepiących nosy do szyby – tylko mówią rekami),
    – ćmią po cygarku,
    – ściskają się serdecznie,
    – rozjeżdżają się w swoją stronę
    już mnie wcale nie dziwią!
    P.S. Mieszkam w Strzyżowie, nie wiem, jak Pieprzu do mnie zdążał z Rzeszowa przez Sanok :-DD

    1. Ha ha ha …. No, święta racja i wypisz – wymaluj, scenka z ulicy w Rzymie 🙂
      PS Też potrafię pobłądzić , ale akurat moja babićka pochodzi z Czudca :)) więc do Strzyżowa też bym trafiła 🙂

  12. W życiu był nie pomyślała, że we włoskich miastach panuje taka samowolka na drogach. Tekst świetnie napisany, ale po jego przeczytaniu chyba bałabym się już spokojnie wyjechać na włoską ulicę 😉

  13. Mnie we Włoszech uderzył widok tych pierdylionów skuterów, małych, pierdzących gówien, którymi tambylcy popierdzielają nawet po chodnikach.

  14. widać wszędzie maja blisko i mnóstwo czasu – jest to jakiś sposób na spędzanie wolnego czasu i poznawanie nowych ludzi. a blacha? tam jest chyba mniej wilgoci i wolniej rdzewieje.

  15. Widzisz, ciągle mnie utwierdzasz w przekonaniu, że nie dla mnie południe. Lubię żeby było grzecznie, poukładanie i absolutnie bez krzyków…cholera, a może to menopauza???

    1. Nie menopauza tylko niechęć do południowców – ale ja bym nie wypoczęła w rejonach zlodowacenia 🙂 a krzyki ?? Sama jestem głośna więc przez kilka dni jakoś nie mam z tym problemów

  16. nie tylko Włosi tak maja i Grecy tak mają i paryżanie ))))
    Jaga słonecznych świat zażyczam ale z pewnością je masz skoro jeszcze nie wróciłaś…

  17. Łojesu, a dopiero co skończyłam pisać artykuł o Rzymie. I tak mi się japa uśmiechała podczas pisania, że tak bym tam pojechała, tak bym połaziła (bo nie, że autem. W życiu. Wystarczy mi mojego lokalnego, lajkonikowego chamstwa na drogach)…

    Może oni tam za dużo słońca mają i to od tego? Swoją drogą, może nauczyłabym się od nich darcia pyska, bo sama w tłumie jestem niesłyszalna. Nie pomogła mi nabrać mocy nawet emisja głosu, jaką miałam na kursie pedagogicznym. A tu sru, na wakacje do Włoch i potem żadna przekupka ze mną nie wygra.

    1. Gdzie mogę znaleźć Twój artykuł o Rzymie ?? Chętnie przeczytam. U nas w Polsce w porównaniu z Włochami , za kierownicą , panuje pełen Wersal . Ja jestem głośna od urodzenia ale przy nich blado wypadam

  18. A jak wyglądają statystyki wypadkowe? Jeżeli lepiej niż nasze to jest to powód do przemyśleń dla inżynierów ruchu drogowego.
    Włoska mowa ciała jest cudna!

    1. Podobno jest na niechlubnym pierwszym miejscu pod względem wypadków. Włosi są po prostu inni i nawet nie znając języka możesz się domyślić o co im chodzi 🙂

  19. Byłam kiedyś w Rzymie u znajomego, który tam studiował. Pierwsze moje wrażenie z Rzymu to takie, że o mało nie wpadłam pod samochód – przekonana, że jak zielone , to idziemy 🙂

  20. E tam, na bank się czepiasz biednych makaroniarzy. Kiedyś bywałem w kilku egzotycznych krajach. Uwierz mi, na chińskiej prowincji Włosi zginęliby jak dzieci na torze F1. Trąbią, drą ryja – taki folklor. Sam pamiętam, jak kiedyś jechałem po Rzymie ciągnąc sporą przyczepę. Powoli wyprzedzałem zamyślony skuter. Ten się w końcu obudził i widząc, że auto już przed nim, dał w lewo. I walnął właśnie w przyczepkę. Gleba, otrzepał się, powygrażał i pojechał dalej. W Polsce już bym nie żył.

    1. Trafiłaś w sedno 🙂 Ale ich temperament jest fajny raz na jakiś czas. Po każdym powrocie robiąc zakupy w naszych sklepach z sentymentem wspominam włoskich sprzedawców

  21. Wydawać by się mogło, że zakłady blacharskie powinny mieć się dobrze w takich krajach. Ale skoro nie przeszkadzają Włochom poobijane auta, to one cienko przędą. A ja się przejmuję rysą na Strzale 😉

  22. Nie jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem, taka już mentalność tych narodów. W Albanii popularne jest jeżdżenie rowerem po autostradzie – nie budzi to najmniejszych zastrzeżeń wśród kierowców samochodów.

  23. W każdym kraju porusza się samochodem w zupełnie inny sposób. Ale Włochy czy Grecja są dla mnie absolutnie nie do ogarnięcia moim rozumem i nigdy nie pojmę zasad ich prowadzenia pojazdów zwłaszcza w miasteczkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *